niedziela, 30 grudnia 2012

Praktyczne porady

Demotywatory od dawna były dla mnie jednym z miejsc, gdzie można znaleźć coś ciekawego :) Ostatnio natknęłam się na bardzo ciekawe - praktyczne porady:


Cały demotywator - KLIK

czwartek, 27 grudnia 2012

Nivea - czyli klasyka Lip Care!

Któż nie zna tej słynnej serii Nivea?!

Pierwszą moją szminkę ochronną z tej kolekcji miałam jakieś 6 lat temu, a więc bardzo dawno temu. Do tej pory z tymi balsamami spotkałam się praktycznie wszędzie - od wielkich centrów handlowych, przez duże drogerie, aż po malutkie kioski ruchu, dlatego sądzę, że i wy dobrze znacie te szmineczki :)


Niedawno wykończyłam Nivea Lip Care - Pearl & Shine
Balsam kosztuje około 7zł za 4,8 grama :) 
Oczywiście świetnie nadaje się na zimowe mrozy, bo zabezpiecza usta przed pękaniem i ta akurat wersja nadaje piękny, delikatnie różowy połysk ustom :) Jednak ma wiele wad - na ustach nierównomiernie się rozprowadza przez co widać liczne grudki - co nie wygląda za dobrze, po drugie - nawilżenia prawie w ogóle nie czuć ... No i trwałość jest beznadziejna - 3-4 godziny to maksimum :( 
Ogólnie - na tej wersji pomadki się zawiodłam, więc najwyżej mogę ocenić ją na 3/6, ale nie zrażajcie się moją opinią, ponieważ inne pomadki z tej serii Nivea są bardzo dobre :)

Miałyście kiedyś balsam do ust z tej serii Nivea?
Jeśli tak - to który? I jak się sprawował? :)

piątek, 21 grudnia 2012

Aroniowy krem do twarzy

W ciągu ostatniego roku miałam do czynienia z [mniej więcej] dwudziestoma kremami do twarzy ... Żaden z nich nie zachwycił mnie na tyle, bym mogła stwierdzić, że to ten 'jeden jedyny', którego będę używać. Przeważnie, testowanie kremu kończyło się po tygodniu, jeśli nie przynosił żadnych zmian - dziś chcę wam przedstawić kolejne dwa kremy ... Zacznę od tego, który mego serca nie podbił, lecz był tego najbliżej:


Testowanie zajęło mi 4 dni, bo właśnie na taki okres starczyły 2 próbki, a więc niewiele mogę o nim powiedzieć, bo efekty po krótkim czasie mogą być pozorne. W każdym razie krem ma gęstą konsystencję i całkiem dobrze się go aplikuje. Ma również przyjemny, delikatny zapach i (jak widać na zdjęciu) jasno różowy kolor. Po nałożeniu na twarz szybko się wchłania i od razu czuć efekt nawilżania, który utrzymuje się stosunkowo długo - więcej niż pół dnia. Kurację aroniową stosowałam jako bazę pod puder, z którym krem świetnie się stapiał, a więc twarz wyglądała naturalnie. Ogólna ocena : 5/6


Drugim kremem, jaki testowałam był nawilżający krem wiesiołkowy. Gdy otworzyłam saszetkę poczułam przepiękny zapach. Krem miał rzadką konsystencję, a więc nie trzeba było go dużo, by nałożyć na twarz - starczał na 3 do 4 aplikacji. Jednak po zużyciu pierwszej próbki, już wiedziałam, że ten krem nie jest dla mnie. Faktycznie - świetnie nawilża, jednak na mojej skórze robił to aż za dobrze. Po 2-3 godzinach moja twarz świeciła się jak żarówki na choince, pomimo matującego pudru. Krem z pewnością dobrze sprawdzi się na suchej cerze, jednak do mojej - mieszanej - jest on nieodpowiedni, dlatego trudno jest mi go ocenić.

A wy macie już swój ideał do twarzy?
Szukacie?
A może nie potrzebujecie żadnych kremów?

wtorek, 18 grudnia 2012

Kropki, kreski ...


Ciągle tylko szkoła i szkoła ... ale nareszcie znalazłam czas, żeby się pobawić kolorem ;) Jak zwykle - zaczęłam coś tworzyć, choć nie miałam w głowie jeszcze wizji końcowej - a więc wyszło spontanicznie - kropki i kreski :) Użyłam oczywiście odżywki, 6 lakierów i top coat'a, a wszystko to otrzymałam dzięki sklepowi Silcare :)

Jak zawsze - na wstępie użyłam bazy - w tym wypadku odżywki Vitamin Bomb - jest to oczywiście bezbarwny lakier, który zawiera witaminy: A, E i B5. Od czasu, kiedy lakier z Essence przekolorował mi płytkę paznokcia, to zawsze stosuję podkład pod lakiery kolorowe. Vitamin Bomb nieźle się sprawdza, bo nie dość, że świetnie chroni przed przebarwieniem, to w dodatku zawiera substancje, które wzmacniają paznokcie. Po ponad tygodniu stosowania, zauważyłam bardzo mocne utwardzenie :) Spodobał mi się również efekt nabłyszczenia, jaki utrzymuje się po zmyciu odżywki :) Ogółem - za 15 ml płacimy tylko 7,50 zł - czyli w porównaniu z innymi lakierami tego typu; cena względem pojemności i efektów jest stosunkowo niska, a więc Vitamin Bomb jest zdecydowanie jednym z godnych polecenia preparatów do paznokci :) Oceniłabym go na 6/6!

Lakier mam pod kolor ścian - taki drobny szczegół :)

W każdym razie - czas na kolorki - brązowy to numer 16, fiolet - 22, mocny malinowy - 32, niebieski - 33, czerwony - 38 i nr 48 to kolor perłowy :) Lakiery pochodzą z serii The Garden of Colour i kosztują 7zł za 15 ml [moja wersja to 9ml]. Kolorów do wyboru jest naprawdę nieziemsko dużo, więc każdy znalazłby coś dla siebie. Ogólnie, lakiery mają dobre krycie - wystarczy jedna warstwa, żeby nie było prześwitów, jednak mam zastrzeżenia co do trwałości lakierów - 2 do 3 dni i zaczynają odpadać :( do 2 dni po pomalowaniu są bardzo miękkie, więc łatwo je uszkodzić i trzeba poprawiać mani - więc oceniam na 3/6!

Jednak nad trwałością lakierów można trochę popracować - i tu z pomocą przychodzi fenomenalny Top Coat, który z 2-3 dni, zwiększa trwałość lakieru do ponad tygodnia! Oprócz tego, wygładza wszystkie warstwy lakieru - w tym wypadku kropki i kreski się wygładziły i wtopiły w cały mani. No i oczywiście top coat niesamowicie nabłyszcza, przez co z lakierów wydobywa się cała głębia kolorów :) Cena i pojemność jest taka sama, jak u bomby witaminowej, czyli za 15ml płacimy 7,50zł :) Do tego preparatu oczywiście nie mam zastrzeżeń - czyli mogę go wam polecić i ocenić na 6/6 :)

Żeby już was nie męczyć czytaniem - dodam zdjęcia poprzedniego manicure'u:

I szybkie zestawienie:

Macie w swojej kolekcji Top Coat'y? :)

sobota, 15 grudnia 2012

Historia pisana włosami - aktualna pielęgnacja

Od kilku lat moje włosy były w bardzo złym stanie i mogłam jedynie pomarzyć o włosach modelek prezentujących szampony, czy odżywki, które mi nie pomagały ... Przyczyną był brak witamin - te jednak uzupełniłam, a więc od nowa zaczęłam inwestować w kosmetyki do włosów - jedne okazały się hitem, a inne najchętniej wyrzuciłabym od razu do kosza ...

Bardzo dawno temu pokazywałam wam mój zakup, czyli wygładzającą maskę do włosów z Ziaji (brązowe opakowanie) - kosztowała mnie tylko 6,20zł i była tak na prawdę moim pierwszym maskowym eksperymentem. Opakowanie było spore, bo aż 200ml, więc starczyło mi na ponad 3 miesiące :) Po zastosowaniu maski moje włosy były na prawdę mega wygładzone i wyglądały nieziemsko - a więc skończyłam nawet z ich prostowaniem! Niestety nic nie trwa wiecznie i moja ulubiona maska się skończyła :(


Kupiłam więc pielęgnacyjno-naprawczy balsam do włosów - tym razem z Avonu - za 125 ml zapłaciłam coś koło 10zł. Po umyciu głowy, nałożyłam go na około 5 minut i spłukałam ... I stała się tragedia!!! Moje włosy nagle przemieniły się w ... coś podobnego do siana :| Użyłam go jeden jedyny raz - i najchętniej wywaliłabym go do kosza! 

Na ratunek znów przybyła Ziaja - tym razem oliwkowa maska regenerująca :) Moje włosy odżyły - choć ... trochę żałuję, że nie postawiłam na masło kakaowe, jednak maska spełniła swoje zadanie i odbudowała moje włosy :)

W każdym razie - firma Silcare również o mnie zadbała. Otrzymałam ogromną, bo aż 500ml odżywkę do włosów, którą możecie znaleźć TUTAJ - są tam również wszystkie niezbędne informacje :)

Odżywka, mimo tak dużej pojemności kosztuje jedyne 9,90 zł, a więc zakup jest jak najbardziej opłacalny. Do tej pory, stosowałam ją trzy razy, a już po pierwszym razie widać było świetne działanie. Przede wszystkim włosy stały się dużo bardziej delikatne i gładkie, przez co rozczesywanie nie było problemem. Docenić muszę również dozownik, który jest bardziej poręczny niż nabieranie odżywki z pojemniczka - jak w wypadku masek. Po zastosowaniu odżywki, włosy nie przetłuszczają się szybciej niż normalnie, a więc również + ! Jak u większości preparatów do włosów, zapach kosmetyku bardzo mi się spodobał :) Ogólnie, mogę wam polecić odżywkę regenerującą z Uniqe, bo za 10zł mamy 0,5l świetnego produktu! 

Na koniec - trochę jeszcze o mgiełkach :)

Wellaflex powinnyście kojarzyć z reklam - kiedyś ten preparat był bardzo popularny, a ja dawno temu miałam loki, więc przydawała mi się pomoc w ich utrzymaniu - spray rewitalizujący świetnie się sprawdzał - jednak 24h to delikatne przekłamanie, bo aż taki trwały to on nie jest ;) Ale kupić zawsze go warto - nie niszczy tak włosów, jak lakiery!

I na sam koniec - znów ten nieszczęsny Avon! O ile kosmetyki mają całkiem dobre, tak wszystko, co służy do pielęgnacji, to już nie jest najlepszej jakości :( Mgiełkę kupiłam dawno temu - 125ml a cena koło 15zł ... Zapach był przecudowny - jabłko i owies - jednak działanie ... a raczej jego brak, bardzo mnie rozczarowało! Mgiełka sklejała włosy i wcale ich nie odżywiała - a przynajmniej po kilku miesiącach, nie było żadnych rezultatów - a więc kolejny kit z Avonu :(


Ogólne oceny:
ZIAJA Maska z masłem kakaowym - 6/6
UNIQE Odżywka - 5/6
WELLA spray rewitalizujący - 5/6
ZIAJA Maska oliwkowa - 4/6
AVON Mgiełka do włosów - 3/6
AVON balsam do włosów - 1/6


Miałyście kiedyś do czynienia z powyższymi preparatami? :)
Jeśli stosowałyście kosmetyki do włosów z Avonu, to jakie są wasze odczucia?
Znałyście wcześniej firmę Silcare?

Jeśli macie jakiś świetny preparat do pielęgnacji włosów - to liczę, że się nim pochwalicie :) Może się skuszę i przetestuję ;)

czwartek, 13 grudnia 2012

Wypełniacz do koka

Ostatnio wypełniacz do koka staje się coraz bardziej popularny - i faktycznie jest to fajny pomysł na efektownego koka i w dodatku jest bardzo łatwy do stworzenia :)


Wypełniacz drogi nie jest - to koszt około 15zł :)
Ja akurat kupiłam dwa rodzaje - jeden jest jak wałek, który po zwinięciu włosów się spina, a drugi to po prostu duża objętościowo gumka, którą nakłada się na koka i owija wokół niej włosy, a następnie spina wsuwkami :) Zdjęcie robiłam po całym dniu chodzenia w koku - a jak widać i tak się nieźle trzymał :)

Nie miałam niestety fotografa, który uchwyciłby w lepszym ujęciu moją fryzurkę, więc postaram się niedługo przedstawić wam dokładniej koki i wypełniacze :)

Ciekawe, czy wy skusiłyście się już na taką pomocną rzecz? 
A może macie w planach ją kupić?

wtorek, 11 grudnia 2012

Ciasteczka z czekoladą do ciała i cukrowa papaja - Fennel


Dzisiejszy post, choć zaczyna się smakowicie, to nie jest jednak o jedzeniu, ale na szczęście, o czymś równie przyjemnym - czymś, co niesamowicie działa na nasze zmysły :)

Ponad 2 tygodnie temu dostałam niezwykłą przesyłkę od Fennel. Tak naprawdę była to dla mnie wielka niespodzianka, gdy z paczki wyciągnęłam jogurt o zapachu ciasteczek z czekoladą i papajowy scrub. 


Po zrobieniu kilku zdjęć moim nowym kosmetykom, zabrałam się za ich testowanie :)


Cukrowy peeling do ciała z papają
- Pojemność : 200 g
- Cena : 29zł
- Można zakupić - TUTAJ

Moim zdaniem: 
Od zawsze uwielbiałam peelingi - do twarzy, do ciała, do rąk - dosłownie do wszystkiego :) Po prostu najlepiej usuwają martwy naskórek, przez co skóra wygląda dużo lepiej. Tym scrubem wręcz się zauroczyłam, gdyż miałam wcześniej wiele peelingów, ale żaden nie dawał takiego efektu! Peeling postanowiłam wetrzeć dłońmi - zawsze to podwójny efekt ;) Skóra stała się mega gładka - dosłownie jak u niemowlęcia - naprawdę byłam baaardzo pozytywnie zaskoczona, gdy dotknęłam skóry po kąpieli :) Ogólnie peeling jest bardzo wydajny - po 2 tygodniach zużyłam mniej więcej 25 z 200 gramów, jednak stosowałam go co 2-3 dni, gdyż wtedy moja skóra przestawała być taka gładka. Scrub poza świetnymi właściwościami, ma również niesamowity zapach, który właśnie podobny jest do papai :) Jeśli chodzi o cenę, to wcale nie jest zbyt wysoka, jak za taki produkt - prawdę powiedziawszy, to mam ochotę spróbować reszty scrubów z tej serii :) Śmiało mogę polecić ten scrub wszystkim - no może za wyjątkiem osób, które są wrażliwe na szorstkość. Ogólnie cukrowy peeling oceniam na 6/6! 


Czas na drugiego bohatera - aż mam ochotę na coś słodkiego :D

Jest to Jogurt do ciała o zapachu ciasteczek z czekoladą :)
- Pojemność : 300 g
- Cena : 35zł
- Można zakupić TUTAJ

Moim zdaniem:
Jogurt - jak widać, ma delikatnie brązowy odcień i po nałożeniu na skórę, przed wchłonięciem się, ciało ma trochę inny kolor, ale oczywiście sam jogurt ubrań nie barwi, no i - co najważniejsze - nie zostawia na nich tłustych plam. Ogólnie, balsam wchłania się całkowicie w przeciągu minuty i od razu daje efekt nawilżenia. Stosowanie go po peelingu jest świetnym dopełnieniem - gdyż skóra staje się jeszcze bardziej gładka i ujędrniona, a zapach ciasteczek z czekoladą utrzymuje się na skórze przez mniej więcej godzinę, co dla mnie nie jest dobre ;) bo ten zapach uzależnia i zawsze, gdy go czuję, to mam ochotę na zjedzenie czegoś słodkiego, a wieczorem smakołyki raczej nie są dobre. W każdym razie jogurt (jeśli ktoś woli - to balsam) polecam każdemu bez wyjątku. Nawet jeśli nie macie problemu z suchą skórą, to i tak zimą przyda się dodatkowe nawilżenie ciała :) Ogólnie jogurt do ciała oceniam na 5,5/6!


A teraz wy wykażcie się kreatywnością i zaproponujcie, o jakim zapachu mógłby powstać kolejny balsam do ciała :) A może macie już jakieś, z serii Fenel?

piątek, 7 grudnia 2012

Nausznica, gumy orbit, nowe buty i mikołajkowe prezenty

Klasa maturalna pochłania mnie bez końca, więc ciężko jest mi znaleźć czas na codzienne pisanie, jednak staram się nadrobić to w weekendy ...

Dziś więc takie szybkie - zdjęciowe, podsumowanie tygodnia :)

W poniedziałek, zamiast wybrać się na fakultet z matematyki, postanowiłam zwiedzić sklepy i kupić nowe buty zimowe. W ciągu pół godziny udało mi się znaleźć coś fajnego. Buty na koturnie mimo wszystko są bardzo wygodne i nie ślizgają się, więc świetnie mi się w nich chodzi - podobają się wam?

Początkiem tygodnia odwiedził mnie również listonosz i przyniósł paczuszkę z biżuterią, którą niedawno wygrałam - oj, świetny miałam prezent na mikołajki :)
Bransoletka jest po prostu boska *_* Kolczyki również świetne - i wszystko to hand made :)

Na święta dostałam też zabawkę - kartkę i sprzęt, dzięki któremu mogę 'odpicować' kartkę :D oczywiście elektronikiem to ja nie jestem i połączenie wszystkich obwodów i złączenie ich z tranzystorem i rezystorami okazało się dla mnie za trudne - nawet przy pomocy youtube'a :P

Na Mikołajki dostałam całą pakę gum do żucia od Wrigley
Same pyszności - zwłaszcza w ciągu świąt, gdy ciągle coś się je, to gumy będą bardzo przydatne :) Choć nie wiem, czy do świąt dotrwają, bo już rozdałam połowę zapasów :D w końcu trzeba się dzielić ;)

Przy okazji chciałam wam również pokazać nausznicę:
Podobają się wam takie nietypowe kolczyki?
A może któraś z was taki ma lub chciałaby mieć? :)

wtorek, 4 grudnia 2012

My new hair color - rudy brąz

Zrobiłam duże zbliżenie, by było widać różnicę w kolorach :)
Oba zdjęcia były robione gdy na dworze było ciemno, więc lampa błyskowa nie oddała tak dobrze rudego koloru, który po 2 myciach głowy, niestety w dużej mierze już zanikł - bo nie farbowałam włosów zwykłą farbą, tylko szamponetką [2-4 myć], w końcu wolałam tylko przetestować nowy kolor zanim zdecyduję się na trwałą koloryzację :) 

Nie wiem, czy nie zdecyduję się jednak na typowy rudy kolor [+zielone soczewki], bo jak na razie testowałam ciemny blond, który dawał rude refleksy :)


Rozważam też zmianę mojej fryzury - myślicie, że pasowałaby mi grzywka?
A może ściąć włosy na krótko? :)

niedziela, 2 grudnia 2012

Aloesowy żel Aloe Grisi

Info od producenta:
Ekskluzywna formuła żelu to w 99,7% czysty miąższ z Aloe Barbadensis. Żel nie zawiera alkoholu. Pomaga w regeneracji tkanki, jak również ochrania ją. Zawarte w nim składniki działają przeciwbólowo, a dzięki aminokwasom i witaminom odżywiają i nawilżają skórę. Obecność cukrów złożonych zwiększa napięcie skóry. A 12 minerałów obecnych w żelu wytwarza na skórze warstwę ochronną o lekko kwaśnym odczynie.

Zastosowania:
łuszczyca, egzemy, trądzik, przyśpieszenie gojenia się ran, zmniejszanie się dolegliwości charakterystycznych przy gojeniu się ran (swędzenie, obrzęki, bóle), oparzenia (w tym słoneczne), odmrożenia, ochrona przed szkodliwym promieniowaniem jonizującym, podrażnienia skóry, opuchlizny, stłuczenia, ukąszenia owadów, stany zapalne skóry, stany zapalne dziąseł i jamy ustnej, odparzenia okolic narządów płciowych i odbytu, zapalenia pochwy, żylaki, odleżyny, neutralizacja zapachu potu, odbudowa włosów i paznokci, pęknięcia skóry stóp, cellulit.

Pojemność i cena:
250 ml za 53zł

Moim zdaniem:
Żel ma delikatnie zielony kolor - ale oczywiście, po nałożeniu na ciało, nie wyglądamy jak Shrek :) Zapach jest całkiem przyjemny - aloesowy. Zaraz po aplikacji skóra staje się mokra i klejąca, ale po stosunkowo szybkim wchłonięciu daje uczucie nawilżenia i napina skórę. Jak widać - żel ma bardzo dużo zastosowań, ja byłam w stanie przetestować tylko kilka aspektów. Muszę przyznać, że rany szybciej się goją - a sprawdziłam to przypadkiem, gdyż miałam ranę na palcu i podczas smarowania ciała żelem, to i mój palec na tym skorzystał i rana po 3 dniach była już prawie niewidoczna - ból również nie dokuczał mi tak bardzo :) Moja dłoń uczulona na detergenty również na tym skorzystała - żel świetnie nawilżył skórę, nie powodując przy tym uczulenia :) Ogólna ocena 6/6

sobota, 1 grudnia 2012

Aloesowy krem Aloe Grisi

Na dworze pogoda szaleje - jeszcze kilka dni temu było wiosennie, później zaczął padać deszcz i zrobiła się typowa jesienna słota, a teraz ... pada śnieg! Chyba nikt nie lubi takich zmian pogody, a w szczególności nasza skóra. O ile jesteśmy w stanie zabezpieczyć przez zimnem całe nasze ciało, to niestety twarz w większym lub mniejszym stopniu pozostaje odkryta i narażona na zimno, więc trzeba o nią trochę bardziej zadbać - dlatego ostatnio testowałam krem do twarzy z aloesem od Aloe Grisi :)


Od producenta:
Aloes zapewnia skórze nawilżenie, przynosi ukojenie w przypadku podrażnień. Masło kariteposiada wysoką zawartość witamin A, E i F, które dają skórze gładkość, jędrność i zdrowy wygląd. Masło karite wykazuje działanie antybakteryjne i opóźnia starzenie się skóry. Olej słonecznikowy doskonale zmiękcza i wygładza skórę, ma działanie przeciwzapalne. Krem utrzymuje naturalna barierę lipidową skóry, wzmacnia ją i ułatwia dopływ tlenu. Pozostawia skórę delikatną, gładką i dobrze nawilżoną. Jest wspaniałą bazą pod makijaż. Dla każdego rodzaju skóry.

Pojemność i cena:
52 g za 77 zł - dostępny TUTAJ

Moim zdaniem:
Aloes zawsze lubiłam, bo pomagał mi w walce z uczuleniem, więc używanie kremu z aloesem było dla mnie czystą przyjemnością. Krem - jak widać na zdjęciu - jest biały i po rozprowadzeniu na twarzy również trochę ją wybiela, ale po chwili stapia się ze skórą - ukazując jej naturalny kolor. Zapach kojarzy mi się z delikatną wersją męskiej wody po goleniu. Krem szybko się wchłania i jest wydajny - 1g starcza na 2-3 aplikacje. Ogólnie, świetnie nawilża twarz i ją wygładza. Testowałam go również, jako bazę pod puder mineralny i efekt był zadowalający :) Puder łączył się z kremem i dawał poprawiony, ale w dalszym ciągu naturalny wygląd twarzy. Ogólna ocena 5/6

Ciekawe, czy wy macie jakiś ulubiony składnik, który pozytywnie na was wpływa? :) Ja mam 100% zaufanie do aloesu i dosyć popularnego ostatnio masła shea - ukrywającego się pod nazwą Karite :)