sobota, 26 stycznia 2013

Plastry na nos przeciw zaskórnikom

Poświęciłam już wiele postów na tematykę pielęgnacji - było i o włosach, o twarzy, o ciele, o paznokciach ... Dlaczego więc nie poświęcić uwagi naszemu nosowi?! Teoretycznie dbamy o niego, gdy nakładamy kremy, maseczki albo peelingi, ale skupiamy się wtedy głównie na twarzy, a nie na samym wyglądzie nosa!

Dziś pokażę wam mój ulubiony sposób, czyli specjalne plastry na nos :)
Plastry można nabyć w aptece, ale nie wiedzieć czemu - ceny są tam zawsze wysokie i za plastry zapłacimy ponad 20 zł ... W bardzo przystępnej cenie, bo tylko 8 zł za 5 sztuk, plastry możemy znaleźć w sklepie internetowym - allekosmetyki.pl - o którym wcześniej już wam pisałam :) Posiadają oni plastry na nos marki Revitale:

Od producenta:
Plastry - to doskonałe rozwiązanie i pomoc na takie problemy skóry jak: trądzik, wągry, zaskórniki, zatkane pory. Wysusza, łagodzi, ściąga, oczyszcza zatkane pory, usuwa wągry, działa silnie antyseptycznie. Testowane dermatologicznie i hipoalergicznie.


Plastry mają na prawdę silne działanie, więc nie polecam częstego ich stosowania. Nakleja się je na oczyszczony i mokry nos (w innym razie się nie przykleją), a po około 20 minutach, po usunięciu plastra, widoczne są piękne efekty - oczywiście, gdy plastry stosujemy po raz pierwszy to efekt 'wow' jest największy :) Ja, taką metodę stosuję od paru miesięcy, więc z każdym kolejnym razem mój nos wygląda coraz lepiej - pory są oczyszczone i ściągnięte, dzięki czemu stają się praktycznie niewidoczne. Oczywiście plastry na nos polecam wszystkim - są jak najbardziej bezpieczne, ale 'co za dużo to niezdrowo' :) 

Na koniec, pokażę wam jeszcze zdjęcie od producenta:
Te zdjęcia z pewnością fotomontażem nie są - na początku, u mnie też było widać takie efekty :)


Wiedziałyście wcześniej o plastrach na nos?
A może stosowałyście lub stosujecie?

piątek, 25 stycznia 2013

Maseczka odżywcza do twarzy marki Uber


Ostatnio zasypałam was makijażami, więc dla odmiany - znów post o pielęgnacji :) Dziś znów będzie bardzo aromatycznie - tak jak w ostatnim moim poście o mleczku do kąpieli z Uber. Tym razem jednak chciałam wam pokazać maseczkę, bo jak być może czytałyście - musiałam odstawić wszelkie peelingi, której w dużej mierze oczyszczały, ale i niszczyły moją skórę. 

Maseczka odżywcza do twarzy marki Uber

Od producenta:
Wypełniona dobrodziejstwami natury pozostawi Twoją skórę ukojoną i odmłodzoną. Połączone ze sobą ekstrakty z odmładzającej Żywicy Olibanowej, kojącej Mandarynki i nawilżającego Awokado sprawią, że skóra będzie intensywnie nawodniona, delikatna i pełna życia. Ochronny ekstrakt Magnolii pozwala zatrzymać wilgoć w skórze, a tym samym wzmacnia ją i uelastycznia.


Kluczowe cechy produktu:
• Dogłębnie nawilża suchą skórę
• Umacnia starzejącą się skórę
• Podnosi i ujędrnia zmęczoną skórę
• Pozostawia skórę cudownie miękką i elastyczną
• Pomaga ustabilizować poziomu kolagenu i elastyny
• Pomaga w odmładzaniu skóry
• Rozjaśnia matową i zmęczoną skórę
• Łagodzi podrażnienia
• Naturalnie antybakteryjne działanie na skórę


Cena i pojemność: 49,90 zł za 30 ml


Moim zdaniem:
Kolejny zapach, przy którym można się rozmarzyć - lekko zmodyfikowana mandarynka - właśnie tak bym go określiła. Zapach jest tak piękny, że przy każdej wizycie w łazience, wącham opakowanie z maseczką - żałujcie, że nie możecie tego poczuć! Co do samej maseczki - kolor, jak widać, ma biały i taki też jest po nałożeniu na twarz. Konsystencja przypomina mi nieco śmietanę, ale świetnie się rozprowadza i nie spływa. Stosowałam ją 5 razy i efekt zawsze taki sam - skóra stała się mega gładka oraz nawilżona i ogólnie dużo lepiej wyglądała :) Na wydajność również narzekać nie mogę, bo wystarczy niewielka ilość, by pokryć twarz i szyję. Jednak ta cena trochę mnie przeraża - 50 zł za maseczkę. Co prawda nie jest to bardzo wygórowana kwota, ale do niskich jednak nie należy - jednak po efektach jakie daje naszej skórze, muszę stwierdzić, że jest warta tej ceny - używałam wielu kremów i maseczek, ale takiego nawilżenia nie doświadczyłam :) Dzień Babci już minął, do maja daleko - ale na Dzień Kobiet byłby to świetny prezent :D


Też tak macie, że wąchacie ciągle kosmetyki, które się wam podobają?
Jaki jest wasz ulubiony zapach?

czwartek, 24 stycznia 2013

Madame LAMBRE - kosmetyki zamknięte w prześlicznych opakowaniach

Słyszałyście o takiej marce kosmetycznej?
Jest to nowość na polskim rynku. Na tą chwilę ich produkty możecie znaleźć w sieciach drogerii Hebe oraz w sklepie internetowym http://www.madamelambre.eu/. Ja, miałam tą przyjemność testowania kosmetyków Madame Lambre, więc postaram się wam przybliżyć ich produkty :)


Najbardziej urzekły mnie opakowania - są tak kobiece, że aż chce się je mieć! To nie jest stylowy kawałek plastiku, a przepiękne, kolorowe pudełeczka - na przykład pomadka :


Prawda, że są niesamowite? 
Wyczytałam, że opakowania oraz filozofia marki nawiązuje do romantycznych historii z malowniczych i kobiecych czasów secesji (czyli przełom XIX i XX wieku).

Skoro pokazałam już opakowanie, to czas na pomadkę nr 11:

Ma intensywny i trwały kolor, a przy tym, choć delikatnie, to pięknie pachnie :) Daje uczucie miękkości ust, no i oczywiście świetnie nawilża. W całej ofercie Madame Lambre, mamy do wyboru aż 24 odcienie. Jeśli chodzi o cenę, to 4 gramowa pomadka kosztuje 25 zł. Mało?! Dużo?! ... Myślę, że jest warta takiej ceny, gdyż nie tylko nadaje kolor, ale również chroni nasze usta. Jak informuje producent - Pomadka zawiera oligopeptydy oraz witaminy A,E i F i stanowi dodatkową ochronę wrażliwego naskórka zapobiegając starzeniu się skóry i chroniąc przed negatywnym wpływem promieni słonecznych. Pomadka naprawdę jest godna uwagi! A opakowanie - która z was nie chciałaby mieć takiego w swojej kosmetyczce?! :)

Oczywiście, na dziś to nie koniec - mam dla was jeszcze kredkę oraz cienie :)

Moja ma numer 09, a więc brąz :) Jak widać na grafice - do wyboru mamy aż 10 kolorów, każda kosztuje 15 zł. Kredki są miękkie, więc nie musimy się z nimi siłować, aby namalować kreskę. To duży plus, bo nie lubię męczyć oczu twardymi kredkami :) Mogłoby się wydawać, że skoro miękkie, to mają słabą trwałość - jednak nic bardziej mylnego! Kredka wytrzymała cały dzień bez poprawek na moich powiekach :)


Cienie również mają swój urok - znajduje się na nich logo Madame Lambre :) Do wyboru mamy aż 50 kolorów - mój to nr 45, a jego cena to 11,50 zł. Znajdują się w plastikowych opakowaniach, z których można je wyciągnąć i przełożyć do specjalnych szkatułek, które również znajdują się w ofercie. Cienie testowałam je razem z kredką i przetrwały cały dzień, choć kolor pod koniec stał się mniej intensywny, a więc trwałość z pewnością jest ich zaletą :) Ich prezentowanie się na oku oceńcie same:



Podoba się wam taki delikatny makijaż, który tylko podkreśla oko?
Co sądzicie o opakowaniach - wolicie plastikowe, czy takie kwieciste?
Który kolor kredki do oczu najbardziej się wam spodobał?

środa, 23 stycznia 2013

Pink Future, czyli moja nowa miłość - pomadka do ust L'Oreal

Odkąd sięgam pamięcią, to unikałam różowego koloru - kojarzył mi się negatywnie, dlatego nie chciałam mieć z nim do czynienia. Jednak taka niepozorna szminka odmieniła moje postrzeganie tego koloru :) Na początku nie mogłam się do niej przekonać, ale gdy pomalowałam usta - stwierdziłam, że ten kolor jednak mi pasuje :)


Szminkę otrzymałam oczywiście dzięki Allekosmetyki.pl - sklep ma spory asortyment z kosmetykami znanych marek i wcale nie są one takie drogie - szminka Colour Riche, którą wam prezentuję jest marki L'Oreal Paris i kosztuje niecałe 10 zł. Ma śliczny, delikatny zapach i jak widać, zawiera malutkie cząsteczki brokatu, przez co usta ładnie połyskują. Muszę przyznać, że pozytywnie zaskoczyło mnie mini lusterko, której znajduje się w zatyczce szminki - przynajmniej usta można dokładnie pomalować :) Co do samych właściwości szminki, to nie wysusza ona ust, a wręcz przeciwnie - z tego, co wyczytałam, to szminka zawiera witaminę E oraz olejki omega-3 i faktycznie, moje usta były bardziej odżywione :) No i oczywiście, trwałość również jest jej zaletą, dlatego śmiało mogę wam ją polecić :)






Przeglądając dalszą ofertę L'Oreala, znalazłam próbki bazy Studio Secrets Professional Primer, o której słyszałam wiele dobrego, a więc byłam bardzo ciekawa efektów, jakie da na mojej cerze :) Cena również była przystępna, bo tylko 0,69 zł za 1 ml, który starcza na 1-2 aplikacji. Coś co mnie zdziwiło - baza nie ma zapachu, choć może to i nawet lepiej. Ma konsystencję musu i delikatnie różowy kolor, który jednak nie wpływa na kolor skóry, ale ją ujednolica i znacznie wygładza, a pory stają się praktycznie niewidoczne. Skóra twarzy w dotyku jest jak świeczka - taka gładka, a zarazem śliska :) No i oczywiście efekt matu utrzymuje się przez cały dzień, a więc kolejne pozytywne zaskoczenie :) Myślę, że ten primer już niedługo zagości w pełnej wersji w mojej kosmetyczce. Gdyby któraś z was chciała go przetestować, to oczywiście próbki dostępne są na stronie allekosmetyki.pl


Na deser zostawiłam sobie bazę pod cienie od Ingrid

Gdyby nie bazy, to ciężkie byłoby moje życie - zwłaszcza z ładnymi, ale nietrwałymi cieniami do powiek, dlatego testowałam tą bazę na najgorszych cieniach, jakie miałam i efekt był zadowalający. Normalnie, cienie mają słaby kolor i po 3-4 godzinach w ogóle go tracą, bo wchodzą w załamania - baza wydobywa mocniejszy kolor z cieni i podwaja trwałość. Cienie wchodzą dalej w załamania, ale w stopniu na tyle minimalnym, że nie robi to większej różnicy. Co do samej bazy - jest bezzapachowa, ma bardzo gęstą konsystencję i jest łatwa w aplikacji. Za 6,5 grama płacimy na allekosmetyki niecałe 15 zł - większość baz jest właśnie w takiej cenie, więc na pewno nie przepłacamy :) 


A tak wyglądał makijaż z bazą po całym dniu:



Macie jakieś kosmetyki z L'Oreala lub Ingrid?
No i oczywiście - co sądzicie o mojej różowej szmince?
Miałybyście odwagę, by pokazać się publicznie w takim kolorku na ustach?

wtorek, 22 stycznia 2013

Mleczko do kąpieli Uber

Szczerze, to nie pamiętam już, kiedy ostatni raz brałam długą, relaksującą kąpiel w wannie ... Ciągle tylko prysznic, prysznic i jeszcze raz prysznic - wynika to chyba z tego, że tempo naszego życia ciągle wzrasta i chcemy wszystko robić szybciej, a więc ograniczamy czas na przyjemności, a przecież relaks jest tak ważny, by móc wypocząć i normalnie funkcjonować!

Co więc zmotywowało mnie do powrotu do długich kąpieli w wannie?! 
Nieziemsko pachnąca i bardzo intrygująca przesyłka od Uber!



Od producenta:
Cudowna "kąpiel piękności" w łagodzącym Yogurtene, serum mleka, równoważy naturalne pH skóry czyniąc kąpiel wspaniałym, uzdrawiającym zabiegiem dla ciała. Pełne dobrodziejstw natury, sprawi, że poczujesz się rozpieszczona i odmłodzona. Ekstrakty z odmładzającego kwiatu Ju Hua oraz ujędrniającego owocu Granatu, wzbogacone o witaminy i minerały, nawilżą Twoją skórę oraz pozostawią ją delikatną, elastyczną i całkowicie zrelaksowaną.

Cena i pojemność: 39,90 zł za 250 ml


Moim zdaniem:
Kąpiel sama w sobie jest relaksująca, a co dopiero, gdy na nasze zmysły działają tak nieziemskie zapachy - dosłownie czułam się jak nowo narodzona. Po takiej kąpieli wróciły mi siły i motywacja do działania! Moja skóra przez kilka godzin miała zapach mleczka i stała się niesamowicie miękka i nawilżona. Jędrność również się poprawiła, a więc w 100% zgadzam się ze słowami producenta :) Jeśli chodzi o cenę, to wydawać by się mogło, że jest wysoka, jednak 250 ml to całkiem sporo mleczka, które w dodatku ma świetną wydajność i naprawdę nie trzeba go wiele dodać do wody, żeby preparat podziałał na naszą skórę :) No i zapomniałam również dodać, że świetnie się pieni - co udało mi się uchwycić na zdjęciu. Ogólnie, polecam wszystkim - a jeśli macie dylemat, co kupić na Dzień Babci, to myślę, że i ona byłaby zachwycona takim mleczkiem :)


Ogólna ocena: 6/6


Ciekawi mnie, co wy preferujecie? 
Szybki prysznic, czy raczej długa kąpiel w wannie?
Macie jakiś ulubiony płyn bądź mleczko do kąpieli?

poniedziałek, 21 stycznia 2013

The versatile blogger - TAG

Na wstępie, chciałam serdecznie podziękować Chabrowej Ani za wyróżnienie mnie TAGiem:


Każdy nominowany blogger powinien:
  • podziękować nominującemu na jego blogu
  • pokazać nagrodę Versatile Blogger u siebie
  • ujawnić 7 faktów dotyczących samego siebie
  • nominować 10 blogów, które jego zdaniem na to zasługują
  • poinformować o tym fakcie autorów nominowanych blogów.


A więc zaczynamy - 7 faktów o mnie:
  1. Jestem niepoprawną optymistką! :)
  2. Nie lubię imienia Magda, dlatego często zwracam innym osobom uwagę, że mam na imię Magdalena i jeśli ktoś ma zamiar mówić do mnie Magda, to wolę już drugi człon mojego imienia, czyli Lena :D
  3. Mam wysoką krótkowzroczność - jednak odcinam się od okularów i noszę je w ostateczności :) Soczewki są oczywiście moim wybawieniem, bo nigdy w życiu nie zdecydowałabym się na laserową korekcję wzroku :)
  4. Nie znoszę Walentynek! Od ponad 3 lat jestem w związku, ale to 'święto' jest dla mnie zbyt komercyjne, nastawione tylko na zyski ze sprzedaży gadżetów dla zakochanych, a jeśli się kogoś kocha, to okazuje się mu to cały rok, dlatego im bliżej Walentynek, tym mój poziom irytacji wzrasta!
  5. Uwielbiam oglądać horrory i komedie romantyczne, za to czytam książki tylko i wyłącznie fantasy :)
  6. Pół roku temu zostałam szczęśliwą posiadaczką prawa jazdy kat. B i skaczę ze szczęścia, gdy widzę nowe zasady zdawania prawka :D
  7. Odkąd pamiętam, jestem wierną fanką Chelsea Londyn - stąd pierwsza część mojego nicku, no i oczywiście zamiłowanie do niebieskiego koloru :)

Nominacje ode mnie otrzymują:
Julia Natalia

21.01.2013 - nominację otrzymałam również od 92ana - dziękuję serdecznie :)
22.01.2013 - kolejna nominacja, tym razem od Ivette - dziękuję :*
1.02.2013 - po raz czwarty już otrzymałam nominację - od Kasi - dziękuję :)

niedziela, 20 stycznia 2013

Czy naturalne - znaczy lepsze? Kremy do twarzy - Lavera

Od jakiegoś czasu panuje moda na wszystko co jest naturalne. Powstaje coraz więcej sklepów ze zdrową żywnością, gdzie ceny są przynajmniej raz wyższe i faktycznie - odbija się to na jakości i zdecydowanie na naszym zdrowiu, gdyż nie pakujemy w siebie tych wszystkich konserwantów, barwników itp. ... Podobnie jest z kosmetykami, w których naturalne składniki są na 1. miejscu - kosmetyki, mimo że są droższe, to nie szkodzą naszej skórze, choć nie zawsze do niej pasują - o czym za chwilę przeczytacie :)

Dziś postaram się poszerzyć waszą wiedzę o kilka kosmetyków Lavery, która produkuje naturalne kosmetyki wegańskie bez konserwantów :)

Zielona próbka - lekki fluid do cery tłustej i zanieczyszczonej z wyciągiem z bio-mięty i bio-łopianu, za 30 ml płacimy 47 zł; fluid ma delikatnie zielony kolor i miętowy zapach, ma średnio gęstą konsystencję, ale za to jest bardzo wydajny i szybko się wchłania. Muszę przyznać, że działanie pozytywnie mnie zaskoczyło - zaraz po nałożeniu czuć przyjemny chłód i nawilżenie, a skóra staje się bardziej jędrna i wygładzona. Ocena 4/6 - dla osób lubiących naturalne kosmetyki - polecam, jednak osobiście nie kupiłabym tego fluidu.

Fioletowa próbka - przeciwzmarszczkowy krem na dzień do cery dojrzałej, za 30 ml płacimy 78 zł, krem oczywiście oddałam mamie, która była z niego zadowolona - stwierdziła, że krem świetnie wygładza cerę, ma ładny delikatny zapach i również daje uczucie chłodu. Ocena 5/6

Różowa próbka - krem nawilżający z wyciągiem z bio-dzikiej róży i bio-orzecha makadamii, 30 ml za 63 zł, krem ma intensywny zapach dzikiej róży, za którym raczej nie przepadam. Jedyny plus jaki zauważyłam - szybko się wchłania i dobrze nawilża, jednak skóra po nim staje się nieprzyjemnie lepka. Po pół godziny moja twarz wyglądała tak, jakby była spocona - hmm ... jest zima, a siedzenie przed laptopem to marny wysiłek, więc krem raczej nie podziałał tak, jak należy. Myślę, że do skóry suchej byłby dobry, a na mojej mieszanej źle się sprawował - jednak takiej informacji na stronie producenta nie ma, a szkoda :( Ocena 1/6

Niebieska próbka - krem nawilżający przeciwstarzeniowy z koenzymem Q10, za 50 ml płacimy 56 zł; zapach całkiem mi się spodobał - delikatny, trudno mi jednak go do czegoś porównać. Do gustu przypadła mi również gęsta konsystencja, która świetnie nadaje się do aplikacji. Krem szybko się wchłania i nawilża skórę. Ja stosowałam go pod puder i muszę przyznać, że te dwa kosmetyki świetnie się stapiały, dając naturalny efekt. Ogólnie do kremu nie mam zastrzeżeń - mogę polecić osobom z mieszaną cerą. Ocena 5/6


Czy naturalne - znaczy lepsze?
Dla jednych - tak, dla innych - nie ... 
Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie, dlatego z chęcią poczytam Wasze opinie :)

Moim zdaniem, jeśli chodzi o kosmetyki, to jest to dla mnie bez różnicy, sztuczne lepiej działają, bardziej niszczą cerę, dużo mniej kosztują - a naturalne wręcz na odwrót. Jednak naturalne jedzonko - jak najbardziej jest lepsze, mimo wyższych cen!

sobota, 19 stycznia 2013

Miłość do jazz'ówek - moje ulubione buty

Ostatnio miałam wielki dylemat co kupić - buty zimowe, czy jednak jazzówki - oczywiście zdecydowałam się na czarne jazzówki :) Uwielbiam styl tych butów, jednak na swoją premierę będą musiały poczekać do wiosny - jak na razie chodziłam w nich chwilę po domu i muszę przyznać, że są mega wygodne :)

W tym stylu mam również inne buty - kupione (mniej więcej) rok temu jazzówki na koturnie, również bardzo wygodne, choć nie polecam iść w nich 10 km :D raz mnie to czekało - spóźniłam się na najpóźniejszego busa i o godzinie 23 musiałam iść te 10 km do domu - niezły trening, ale nóg w połowie drogi już nie czułam :D


Moje buty zimowe, które już wam pokazywałam, również są w podobnym stylu - choć jazzówkami nie są :)

A wy macie jakiś swój ulubiony styl?

piątek, 18 stycznia 2013

Guma do żucia - czyli ciekawostki, które powinny was zainteresować :)

Zastanawiałyście się kiedyś nad pozytywnym i negatywnym wpływem życia gumy na nasz organizm? Kiedyś było mi to obojętne, ale ostatnio zaczęłam czytać etykiety i was też do tego zachęcam!


Spożycie w nadmiernych ilościach może wywołać efekt przeczyszczający - wiedziałyście o tym? Większość producentów gum nas o tym nie informuje, a jeśli już, to informacje są napisane drobnym druczkiem, dlatego wielki plus dla Orbita, że wyszczególnia nam tą informację :) Jednak nie ma się co martwić - ostatnio w ciągu jednego dnia wyżułam pół opakowania i nic mi nie było :)

Z bardzo ciekawych rzeczy, które wyczytałam:
Oprócz odświeżenia oddechu, zwiększa wydzielanie śliny i soków trawiennych, zmniejszania napięcia nerwowego, redukuje stres, utrzymuje prawidłową higienę jamy ustnej, powoduje rozrost mięśni szczękowych, zapobiegania próchnicy zębów, zaspokaja głód, pomaga spalić zbędne kalorie, a nawet wpływa na inteligencję. Szukałam oczywiście więcej informacji na ten temat i udało mi się dotrzeć do najnowszych badań, które wykazują, że żucie gumy przez dzieci wpływa na rozwój inteligencji. Dzięki procesowi żucia zwiększa się poziom dotlenienia mózgu, co w dłuższym okresie czasu usprawnia jego działanie. Badania wykazały, iż dorośli, którzy w dzieciństwie żuli dużo gumy, mają statystycznie wyższy iloraz IQ niż ci, którzy od niej stronili.

Pewnie pamiętacie mój spory zapas gum Orbit, który dostałam od producenta, czyli Wrigley :) Zjedzenie tego wszystkiego w miesiąc byłoby dla mnie wersją hard, dlatego moja rodzina bardzo się ucieszyła z dodatkowych prezentów :) 
Duże opakowania, zawierające 25 drażetek, mają hermetyczne zamknięcia, więc gumy są dłużej świeże - oczywiście do wyboru mamy wiele smaków 
- Orbit Spearmint [pierwsze 3 opakowania od lewej], czyli łagodnie miętowa
- Orbit White [od prawej strony] wersja niebieska, czyli świeża mięta - smak jest bardzo intensywny i mega odświeża, zdecydowanie tą wersję polubiłam najbardziej :)
- Orbit White wersja zielona - łagodna mięta 

Pierwszą od góry gumą Strong Mint zajadam się właśnie w tej chwili - ma mocno miętowy smak 
Niebieska, czyli Peppermint - również ma smak mocnej mięty, a właśnie taki lubię najbardziej :) w opakowaniu znajduje się 10 drażetek, White Spearmint opisywałam już powyżej :)
Apple - mimo że guma jest bezcukrowa, to jednak ma słodki smak - oczywiście jabłkowy
White Fruit - wieloowocowa :) Polecam każdemu - ten smak jest po prostu świetny!

Guma w listkach o smaku wiśniowym - była tak pyszna, że po 3 dniach opakowanie było już puste, na szczęście zdążyłam zrobić zdjęcie :) 

Truskawkowej gumy została mi już końcówka - w opakowaniu znajduje się 14 pasków - też polecam spróbować, a może któraś z was już żuła tą gumę?

I na koniec - mój ulubieniec:
Klasyczna guma Orbit dla dzieci o smaku owocowym, którą pamiętam doskonale z mojego dzieciństwa - we pewnie też?! Cena sugerowana przez producenta, to 1,20 zł za 5 listków - czyli stosunkowo tania i zdrowa przekąska :) na pewno lepsza niż chipsy!

Przyznam szczerze, że obecnie przerzuciłam się na mocno miętowe gumy, jednak lubię czasami porobić balony - ze zwykłych gum trzeba się sporo namęczyć, by wyszedł chociażby malutki :)Ta guma jest idealna do robienia balonów - wychodzą duże (niekiedy aż za duże - bo muszę je zdrapywać z nosa) i nie pękają aż tak szybko :)

A jakie są wasze ulubione gumy?
Które z powyższych miałyście okazję już spróbować?

wtorek, 15 stycznia 2013

Krem na noc, Niszcz pryszcz - DLA, opinia

Trudno jest ograniczyć coś, co się lubi - ale czasami, w ramach eksperymentu, jest warto! Przez ostatnie 1,5 miesiąca w odstawkę poszły ostre przyprawy i moje ulubione peelingi - a wszystko to, by sprawdzić, czy stan mojej cery się poprawi ...

[do cery tłustej/mieszanej]

Do testów od DLA Kosmetyki otrzymałam krem na noc - Niszcz Pryszcz
- Pojemność : 30 g
- Cena : 15 zł
- Zapach : ziołowy
- Na naparze z wierzby i krwawnika
Każdej nocy podczas snu krem:
  • reguluje proces keratynizacji, udrażnia ujścia mieszków włosowych, przez co w efekcie zmniejsza ryzyko powstawania zaskórników
  • hamuje rozwój bakterii
  • zapewnia odbudowanie naturalnej bariery hydrolipidowej
  • pobudza odnowę komórkową
  • pozostawia skórę gładką, delikatną oraz doskonale nawilżoną.


Moim zdaniem:
Na początku nie podobał mi się zapach kremu, jednak się do niego przyzwyczaiłam i przestał mi on przeszkadzać. Konsystencja jest idealna - nie za rzadka i nie za gęsta, a więc krem doskonale się rozprowadza i jest bardzo wydajny. Krem znajduje się w poręcznym opakowaniu z dozownikiem, który bardzo przypadł mi do gustu, bo zawsze mogę nabrać taką samą ilość. Jeśli chodzi o efekty - to muszę przyznać, że po pierwszej nocy spędzonej z kremem na twarzy, byłam bardzo pozytywnie zaskoczona. Moja twarz świetnie się wygładziła, nawilżyła i koloryt stał się jednolity - a z tym zawsze mam największy problem. Z każdym kolejnym dniem, efekty były coraz mniej widoczne, bo moja twarz wyglądała coraz to lepiej. Muszę przyznać, że mój nocny ideał został odnaleziony - z pewnością nie potrzebuję innego kremu niż ten! Jednak dalej trwają poszukiwania mojego idealnego kremu na dzień - zapewne, w niedługim czasie dokupię wersję dzienną Niszcz Pryszcza, bo jest wart swojej ceny, a nawet mogłabym powiedzieć, że cena w stosunku do jakości jest niska :) 


A wy macie jakiś swój idealny krem?
Stosujecie jeden na dzień i na noc, czy macie dwa osobne kremy?
Słyszałyście wcześniej o tym kremie?

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Water Marble - czyli o niedzielnej zabawie z wodą


O Water Marble, czyli zdobieniu paznokci za pomocą wody chyba większość już słyszała :) Od dawna zbierałam się do stworzenia takiego mani, ale nigdy nie miałam czasu bądź chęci, ale niestety dopadła mnie niedzielna, wieczorna nuda, więc postanowiłam ją wykorzystać :D Nie będę pisać tutorialu - bo są ich tysiące, więc jeśli ktoś chce się nauczyć Water Marble to polecam filmiki na YT :)
..............
Przechodząc jednak do mojego manicure'u - na początek pomalowałam paznokcie odżywką, później szarym lakierem z Lovely (z kolekcji Must Have) :
a następnie zaczęłam się bawić w tworzenie wzorków na wodzie i po odbiciu ich na paznokciach - otrzymałam coś takiego :



Ta metoda zdobienia paznokci bardzo przypadła mi do gustu, więc na pewno nie pierwszy i nie ostatni raz bawiłam się lakierami i wodą :) Jednak ta metoda jest bardzo czasochłonna - samo oklejanie paznokci taśmą zabiera bardzo dużo czasu - jednak jest warto :)

A wy próbowałyście kiedyś pomalować paznokcie metodą wodną?

niedziela, 13 stycznia 2013

Jak skutecznie zmarnować pieniądze?! - Czyli o kosmetykach, których nie potrzebuję ...

Jakiś miesiąc temu postanowiłam zrobić porządek z moimi kosmetykami kolorowymi - powyciągałam je z kosmetyczek i szuflad i oczywiście rozłożyłam na podłodze ... A cała moja kolorowa kolekcja tak oto się prezentowała:
Ta ilość mnie przeraziła ... 3/4 z tych kosmetyków praktycznie w ogóle nie używam

Niestety mam to do siebie, że wchodząc do sklepu, nie myślę o tym, że taki kosmetyk już mam - po prostu podoba mi się więc go kupuję - ale czas na terapię szokową i odwyk! Jest 11 stycznia, a ja w tym miesiącu nie kupiłam żadnego kolorowego kosmetyku, więc jest +, jednak od czasu wykonania tego zdjęcia i tak przybyła mi paletka cieni z Wibo i kilka pojedynczych cieni, parę błyszczyków do ust ...

W każdym razie - kosmetyki podzieliłam na kilka grup:
Fluidy, pudry, korektory i róże
Jasnozielone kropki - używam często, czyli pudry i korektory
Ciemnozielone kropki - używam, jednak rzadko
Niebieskie kropki - praktycznie w ogóle nie używam
Czerwone kropki - te kosmetyki znalazły się w koszu, czyli aż 11 kosmetyków, z czego większość to fluidy, których obecnie nie lubię, no i moje 3 stare pudry, które zastąpiłam nowymi 


Tusze do rzęs
Dwa wyrzuciłam, bo całkowicie były zaschnięte - jeden to niebieski brokat, a drugi miał specyficzny turkusowy kolor - dlatego rzadko go używałam
Na zdjęciu nie ma jeszcze jednej mascary - w każdym razie z 8 tuszów, wystarczyłby mi 1 - Lash Architect 4D, a więc dosyć sporo bym zaoszczędziła ...


Szminki, błyszczyki, balsamy do ust
To był istny pogrom - aż 20 wyrzuconych rzeczy - większość błyszczyków była już na wykończeniu a szminki po prostu miałam od tak dawna, że wolę ich nie używać ...


Moje eyelinery - bez kreski na oku mój makijaż jest nijaki, jednak wystarczyłby mi 1 czarny eyeliner, a nie aż tyle - dlatego 3 staruszki wylądowały w koszu :(


Kredki do oczu, brwi, powiek i ust
Bez tego żyć na pewno mogę, czasami wykorzystuję je zamiast eyelinera - tutaj do kosza powędrowały tylko 4 kredki


Cienie do powiek
Kolekcja całkiem spora - kolorki jakoś bardzo mocne nie są, bo lubię wszystko, co naturalnie wygląda - jednak i tak z czwórką cieni musiałam się pożegnać :)


Wyrzucenie 44 kosmetyków było dla mnie pewnego rodzaju terapią, która uświadomiła mi, ile rzeczy się u mnie marnuje, bo kupuję je od tak - stąd moje postanowienie noworoczne! Chciałam tym postem również was zmotywować trochę do zastanowienia się, ile macie rzeczy, które kupiłyście, bo były ładne, jednak leżą teraz w kącie, nieużywane - i ustawiają się w kolejce do kosza ...

piątek, 11 stycznia 2013

Błoto wulkaniczne w kosmetyce

Z czym kojarzy się wam błoto?
Czyż nie z czymś negatywnym? Brudem, zarazkami, chorobami? Od zawsze tak mi się ono kojarzyło, jednak dziś postaram się odmienić nieco wasze postrzeganie błota, bo moje już się zmieniło :)


wtorek, 8 stycznia 2013

Nude na nudę, czyli bardzo dzienny makijaż



Dziś chciałam wam pokazać najzwyklejszy makijaż, jaki przeważnie robię do szkoły - jednak wstając o 5 rano, to zazwyczaj nie mam na to czasu, więc makijaże u mnie rzadko się pojawiają :) W szkole nie lubię się wyróżniać, dlatego biele, szarości i brązy to moje typowe kolory - w sumie te najbardziej pasują do niebieskich oczu (tylko czy one są niebieskie?! czy szare?! - mój odwieczny dylemat)...



Niedługo zabiorę się za coś bardziej kreatywnego - w czasie ferii będę miała duuużo czasu :)
Przy okazji chciałam wam również pokazać ciekawy post, na który ostatnio się natknęłam >>KLIK<< - świetnie ukazany jest poziom zarobków i życia w Polsce ...

niedziela, 6 stycznia 2013

Cellu off - podsumowanie kuracji

Jestem właśnie w połowie trwania kuracji, czyli po 6 tygodniach - a więc czas na podsumowanie. Wszystkie ważniejsze informacje od producenta podałam w TUTAJ, dlatego nie będę dublować postów :)

w opakowaniu znajduje się 30 kapsułek po 500mg,
a wszystko to w cenie 130zł

Cellulit to problem większości z nas - mnie nie dotknął jeszcze w jakimś bardzo zaawansowanym stopniu, dlatego mi nie przeszkadza, ale jednak fajnie byłoby się go pozbyć, dlatego z chęcią dołączyłam do testów CelluOff'a. Na początku nie wierzyłam, że coś zdziała, ale po 1,5 miesiąca widać lekką poprawę - lekką, bo cudów nie ma! Moja skóra jest bardziej ujędrniona i napięta, a widoczność cellulitu się zmniejszyła, a więc jest pozytywnie. Nie zauważyłam też żadnego negatywnego wpływu tabletek na mój organizm. Ogólnie, przyjmowanie tabletek nie jest uciążliwe, bo do przełknięcia mam tylko jedną dziennie. Na początku trochę trudno się je przełyka, ale można się przyzwyczaić. Co do kuracji, to żeby efekty były bardziej widoczne - trzeba się dobrze odżywiać, uprawiać sport i dodatkowo smarować się balsamami, a więc same tabletki niewiele zdziałają. A ich cena dochodząca do 130 zł z pewnością do niskich nie należy, dlatego raczej polecam dla osób, które mają bardzo duży problem z cellulitem i wielką motywację.

Ponieważ lubię wszystko badać - poświęciłam jedną tabletkę:
W środku zostałam proszek - o zapachu drewna, a konsystencji drobno zmielonego drewna.
Całe szczęście, że te tabletki mają śliczną niebieską osłonkę :)

Ogólnie oceniam na 4/6