wtorek, 26 lutego 2013

Tintin - maseczka antybakteryjna do cery trądzikowej

Ziaja - to marka, którą chyba każdy zna. Jest dostępna praktycznie wszędzie - od wielkich drogerii, przez apteki, a kończąc na małych, wiejskich sklepikach. Kilka dni temu, wyrzucałam jedną z moich ulubionych maseczek i dopiero wtedy dostrzegłam, że jest z Ziaji - mowa tutaj o Tintin - maseczce antybakteryjnej.


Cena i pojemność: około 5zł za 60 ml

Od producenta:

W ciągu ostatniego roku, zużyłam już dwa opakowania tej maseczki - choć nazwałabym ją żelem, bo właśnie taką ma konsystencję. Zapach ma delikatny, praktycznie niewyczuwalny. Jest gęsta i dobrze się ją aplikuje - szybko również zasycha i łatwo się ją zmywa. Co do działania - lekko oczyszcza skórę, delikatnie wyrównuje jej koloryt, skóra przez długi czas jest matowa i się nie przetłuszcza. Pory stają się mniej widoczne, a skóra bardziej nawilżona :) Ogólnie, maseczka jest tania i wydajna - a jej działanie delikatne. W dodatku - mnie nie uczuliła, a wiem, że kilka osób miało z tym problem. 

Skład:

Ogólnie oceniam na 5/6

Znacie tą maseczkę, albo stosowałyście coś z serii tintin?
Możecie mi polecić jakieś inne kosmetyki do twarzy z Ziaji?

poniedziałek, 25 lutego 2013

Jedwabne włosy - Biosilk, Farouk [opinia]

Kupiłam go pod wpływem wielu pozytywnych opinii, dawno temu - bodajże we wrześniu ... i jakoś nie miałam okazji zacząć go używać - ale nadszedł styczeń i w końcu chwyciłam za buteleczkę Biosilku ... Teraz trochę żałuję, że nie zrobiłam tego wcześniej ...

Cena i pojemność: 8 zł za 15 ml

Od producenta:
Jedwab Biosilk Silk Therapy to produkt o silnym działaniu regeneracyjnym – doskonale nadaje się do pielęgnacji włosów zniszczonych zabiegami chemicznymi lub stylizacją w wysokiej temperaturze. Produkt zawiera proteiny naturalnego jedwabiu, ekstrakty roślinne, panthenol i witaminy – skład ten gwarantuje, że odżywka doskonale nawilży zarówno włosy jak i skórę na głowie.


Moim zdaniem:
Wydawać by się mogło, że 15 ml to mało, jednak starczyło mi na niecałe dwa miesiące - w dodatku przy moich długich włosach, a więc wydajność świetna. Cena również nie jest jakaś wygórowana. Ogólnie należy nakładać jedną do dwóch dużych kropel - wtedy włosy się nie przetłuszczają - a większość osób właśnie na to najbardziej narzeka :) Jeśli chodzi o zapach, to jest całkiem ładny - przypomina mi wizyty u fryzjera jakieś 10 lat temu :D Konsystencja jest średniej gęstości, przypomina trochę olej - jednak nie ma z nim nic wspólnego :) Biosilk naprawdę daje uczycie jedwabnych włosów - są mega miękkie, błyszczące i nawilżone, lepiej się je rozczesuje, a i z ułożeniem problemów nie ma :) Jedyną poważną wadą Biosilku - jest alkohol w składzie, który po dłuższym stosowaniu wysusza włosy, dlatego na razie zużyłam jedno opakowanie i robię miesiąc przerwy przed następnym :) Ogólnie jednak produkt jest dobry, dlatego śmiało mogę go wam polecić! 

Ogólna ocena:
5/6

Dla dociekliwych - Skład:

Cyclomethicone, Dimethicone, SD/Alkohol 40B, Panthenol, Ethyl Ester of Hydrolized Silk, Octyl Methoxycinnamate, Parfum, C 12-15 Alkyl Benzoate, Phenoxyethanol, Methylparaben, Propylparaben



Miałyście kiedyś do czynienia z Biosilkiem?
Używacie jakichś innych odżywek do włosów?

niedziela, 24 lutego 2013

Trochę ciepła w zimowe dni + Konkurs :)

Zima niestety negatywnie na nas wpływa - jest mniej światła, a więc więcej ludzi popada w depresję ... nic nam się nie chce, a i nasz organizm jest bardziej narażony na różnego rodzaju choroby ... Wysusza się skóra, a cera narażona jest na działanie niskich temperatur - tak samo włosy, które najpierw suszymy, kręcimy lub prostujemy w kilkuset 'C, a później wystawiamy na mróz ... Nasze włosy wymagają szczególnej uwagi, a więc dziś znów pokażę wam dwie propozycje ich ochrony :)


Na początek - Gorąca kuracja do włosów suchych i łamliwych z oliwą z oliwek i orzechem macadamia, marki Marion, którą otrzymałam dzięki abc-uroda :)

Cena i pojemność: 10 ml za 1,80 zł
Dostępna: TUTAJ

Od producenta:
Kuracja do włosów o działaniu nawilżającym i wzmacniającym. Wzbogacona olejkiem z orzeszków macadamia i oliwą z oliwek, które pielęgnują skórę głowy oraz odbudowują i regenerują suche partie włosów, zapewniając im optymalne nawilżenie.


Moim zdaniem:
Ma on delikatny, kwiatowy zapach (przynajmniej z kwiatami mi się kojarzy). Konsystencja jest bardzo rzadka - bardzo podobna do oleju. Gdy nalałam go na mokrą dłoń poczułam bardzo przyjemne ciepło, a gdy potarłam dłonie, to wydzieliło się go bardzo dużo - szkoda tylko, że na głowie się tego nie odczuwa. Ogólnie - 10 ml starcza na dwie aplikacje. Preparat delikatnie się pieni i dobrze się zmywa. Włosy po nim są bardziej błyszczące, ale nie przetłuszczają się szybciej i z zalet to by było na tyle ... 
Normalnie, nie mam problemu z rozczesywaniem włosów - po użyciu tej kuracji ... to była istna tragedia - włosy były mega splątane, natworzyło się sporo kołtunów - do tego stopnia, że nożyczki poszły w ruch :| W składzie zaraz na początku występuje alkohol, który działa negatywnie - przesusza włosy - trochę to dziwne, że do włosów suchych stosuje się składniki, które dodatkowo je przesuszają ...
Ogólna ocena: 2/6


Czas na drugiego bohatera dzisiejszego odcinka - tym razem gorąca kuracja zawiera dziką różę i jojobę, a przeznaczona jest do włosów farbowanych.

Cena i pojemność: 10 ml za 1,80 zł
Dostępna: TUTAJ

Od producenta:
Kuracja do włosów o działaniu regenerującym i chroniącym kolor. Wzbogacona olejkami z dzikiej róży i jojoba, które pielęgnują skórę głowy i włosy nadając im zdrowy wygląd i aksamitny połysk.

Moim zdaniem:
Co prawda, włosów farbowanych nie mam, ale kuracja tego typu na zwykłe włosy powinna jeszcze lepiej zadziałać, bo farbowane włosy wymagają szczególnej ochrony. 

Zapach oczywiście bez problemu rozpoznałam - dzika róża. Konsystencja również taka sama jak w przypadku poprzedniej kuracji i znów ten nieszczęsny alkohol, który wysusza włosy :| Działanie tego preparatu było podobne, czyli włosy stały się błyszczące i po wielkich męczarniach z rozczesaniem, w miarę dobrze się układały - jednak znów straciłam sporo włosów, gdy chciałam rozplątać kołtuny :( Nie wiem, co mają w sobie te dwie kuracje, że moje włosy nagle stały się takie dziwne :( Ogólnie mam sporo zastrzeżeń - jednak coś co nie sprawdza się u mnie, u kogoś innego może działać świetnie ;) Ja z pewnością nigdy więcej nie kupię tych dwóch gorących kuracji z olejkami, bo tracę przez nie sporo włosów :(

Ogólna ocena kuracji do włosów farbowanych: 3/6
- ta jest nieco lepsza od poprzedniczki, jednak jej działanie pozostawia wiele do życzenia ...


Żeby zakończyć trochę weselszym akcentem - konkurs :)
Co prawda walentynki się już skończyły, ale konkursy trwają nadal - ten akurat do 28 lutego, więc macie jeszcze 4 dni :) Zadanie trudne nie jest - należy dokończyć zdanie "Walentynki są dla mnie…" - wszystko i konkursie przeczytacie >>TUTAJ<<, tam również obejrzycie nagrody :)
Weźmiecie udział?

sobota, 23 lutego 2013

Perła z algami - ekskluzywne trio do twarzy, Marion

Choć czasu na pisanie za wiele nie mam, to na testowanie kosmetyków zawsze go znajdę - w końcu używam ich codziennie :) Na szczęście weekendy dają mi trochę wytchnienia, kiedy mogę nareszcie mogę popracować na blogu i przekazać wam wszystko, co jest tego warte :)

Dziś chciałam wam pokazać dwa ekskluzywne tria do twarzy, a każde składa się z peelingu enzymatycznego, serum błyskawicznego i kremowej maski - wszystko to jest marki Marion SPA, a miałam możliwość wypróbowania dzięki ABC-uroda :)

Na początek - subtelne rozświetlenie

Cena : 2,55 zł
Dostępny : TUTAJ

Od producenta:
Peeling enzymatyczny : usuwa zrogowaciałe komórki naskórka, zmiękcza naskórek, delikatnie ściąga rozszerzone pory skóry, działa odświeżająco i regenerująco.
Serum błyskawiczne : przygotowuje skórę do przyjęcia substancji aktywnych zawartych w masce kremowej, silnie skoncentrowane składniki poprawiają wygląd i kondycję delikatnej skóry twarzy, czyni skórę nawilżoną, miękką i jedwabistą w dotyku.
Kremowa maska : dodaje skórze blasku i wyrównuje jej koloryt, zapewnia optymalne nawilżenie, koi i łagodzi podrażnienia, przywraca napięcie i elastyczność

Moim zdaniem:
Peeling enzymatyczny : Ma niesamowicie piękny zapach - że aż chce się go stosować! 5 ml saszetka starcza na dwa razy, peeling ma delikatną, kremową konsystencję - a zarazem jest dosyć gęsty, więc nie spływa z twarzy i stosunkowo szybko zasycha. Łatwo również się go zmywa. Twarz po nim jest nawilżona i wygładzona.
Serum błyskawiczne : 3 ml przezroczystego żelu, który starcza na jedną aplikację. Szybko się wchłania, a skóra po nim staje się lepka. Trudno mi jednak stwierdzić, jak wpływa na skórę - z pewnością przygotowuje ją do kolejnego etapu :)
Kremowa maska : Również ma 3 ml i starcza na jedną aplikację. Nakładałam ją bezpośrednio po zaschnięciu serum i od razu znikało uczucie lepkości. Nie przypadła mi do gustu konsystencja - bardzo rzadka, więc trochę trudno nałożyć ją na twarz, przy okazji jej nie rozlewając. W każdym razie, gdy wszystko się wchłonie, skóra jest świetnie nawilżona i wygładzona, a koloryt faktycznie się wyrównuje. Twarz ogólnie wygląda na mniej zmęczoną i bardziej promienną. 


Czas jednak na kolejne trio - tym razem głęboko nawilżające
Oba preparaty, w działaniu, różnią się tylko kremową maską, więc to na niej się skupię :)

Cena : 2,55 zł
Dostępność : TUTAJ

Od producenta:
Kremowa maska : doskonale nawilża i wygładza, działa regenerująco i ujędrniająco, spłyca drobne zmarszczki, dodaje skórze blasku.
Moim zdaniem:
3 ml maska również jest rzadka, jednak z aplikacją miałam trochę mniejsze problemy ;) Ogólnie, ma ładny i delikatny zapach. Również szybko się wchłania i znika uczucie lepkości z II etapu. Skóra staje się mega wygładzona i nawilżona (dużo bardziej niż w triu z perłą). Działanie ujędrniające nie jest jakoś bardzo widoczne, ale z pewnością, skóra jest jędrniejsza :) 

Oba ekskluzywne tria z Marion SPA oceniam na 5/6 
- są dobre i nie kosztują dużo :)


A wy stosowałyście kiedyś kosmetyki, które aplikuje się w kilku krokach?
Kojarzycie markę Marion?

piątek, 22 lutego 2013

Dream Fresh BB Cream - Maybelline

Na wstępie - moja ulubiona ostatnio piosenka Lenki - Everything at once :)

Everything at once, czyli wszystko w jednym - a skoro tak ... to dziś co nieco o kremach BB, które są dla mnie wybawieniem - oszczędnością czasu i pieniędzy. O ile nie znoszę fluidów, podkładów i innych płynnych kosmetyków do twarzy, tak krem BB podbił moje serce, choć różne krążą o nim opinie :)

Mój ulubieniec to Dream Fresh BB Cream z Maybelline

* pojemność i cena: około 23 zł za 30 ml
* do wyboru 5 odcieni

Zawiera formułę 8 w 1 :
- tworzy naturalny blask,
- wyrównuje koloryt skóry,
- SPF 30,
- całodniowe nawilżenie,
- kryje niedoskonałości,
- beztłuszczowy i nietłusty,
- skóra wyraźnie gładsza,
- skóra wygląda świeżo.


Moim zdaniem:
Używam go codziennie od kilku miesięcy, a więc śmiało mogę powiedzieć, że przypadł mi do gustu. Jest mega wydajny, a przy tym stosunkowo tani. Nie ma zapachu i doskonale dostosowuje się do mojego naturalnego koloru skóry, przy okazji wyrównując jej koloryt. Niedoskonałości kryje, ale słabo, za to nie powoduje świecenia i utrzymuje się cały dzień :) bardzo dobrze nawilża skórę. Nie uczula i nie zatyka porów - cera wygląda po nim tylko lepiej. Nie powoduje jakiegoś szczególnego wygładzenia skóry, więc producent niektóre kwestie lekko ubarwił ;) Ma bardzo rzadką, płynną konsystencję, która trochę przeszkadza w aplikacji, bo spływa :D jednak po nałożeniu na twarz, szybko się wchłania. Krem często się wylewa i brudzi zakrętkę, ale to akurat mała wada :) Jest łatwo dostępny, więc z jego zakupem problemów większych nie ma. Ogólnie, mimo kilku wad, to i tak uwielbiam ten krem BB, bo jak do tej pory nie znalazłam lepszego odpowiednika :)

 Ocena: 5/6

Dla dociekliwych - SKŁAD:
Aqua/Water, Ethylhexyl, Palmitate, Glycerin, Octyldodecanol, Slica, Pentylene Glycol, Octyldodecyl Xyloside, Phenoxyethanol, Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Hydrogenated Lecithin, Isohexadecane, Hydroxyethyl, Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate, Copolymer, PEG-30 Dipolhydroxystearate, Sodium Dehydroacetate, Pentaerythrityl Tetra-Di-T-Butyl Hydroxyhydrocinnamate, Caprylyl Glycol, Disodium Edta, Citric Acid, Polysorbate, Potassium Sorbate, Propylene Glycol, Methylisothazolinone, Chamomilla Recutita Extract, Matricaria Flower Extract, Aloe.


Macie jakieś kremy BB?
A może słyszałyście o jakimś świetnym i możecie mi go polecić?
Znacie tą piosenkę? 

czwartek, 14 lutego 2013

Specjalna, walentynkowa wersja manicure

Dziś Walentynki, a za równe 10 dni moje 19-ste już urodziny, na które zawsze tak czekałam, a teraz uświadamiają mi, że coraz bardziej się starzeję, choć z drugiej strony, w tym wieku narzekać jeszcze nie powinnam - w końcu jestem jeszcze nastolatką :P

W każdym razie, z okazji Walentynek, których tak naprawdę nie obchodzę, przygotowałam manicure - na czerwono, bo w końcu to kolor miłości i z napisem, który - co mnie bardzo dziwi - spodobał się mojemu chłopakowi, który zawsze sobie żartuje ze mnie, że brzydko paznokcie pomalowałam :)

Przy okazji dorwałam jeszcze jakiegoś miśka z serduszkiem, który posłużył mi do upiększenia zdjęcia :)
A wy stworzyłyście coś Walentynkowego?

środa, 13 lutego 2013

Mój pierwszy ShinyBox - sierpień 2012


Nareszcie udało mi się zdobyć moje pierwsze, upragnione pudełeczko :) ShinyBox z sierpnia 2012 - właśnie ten zawierał najwięcej kolorowych kosmetyków, a więc był dla mnie najbardziej przydatny :) Oczywiście kremami już się podzieliłam i zabrałam się za testowanie reszty :D


Mam dwa żółte lakiery - ale pierwszy o takim delikatnym odcieniu, więc od razu wylądował na moich paznokciach :) Lakier oczywiście jest marki Rimmel i kosztuje 9,90 zł


Lakier ma słabe krycie - dopiero druga warstwa nie pozostawia prześwitów ... Jestem trochę zawiedziona, bo trochę więcej oczekiwałam od Rimmel'a - ale ... jest też duży +, który wynagrodził mi to fatalne krycie - a mianowicie ZAPACH! Ten lakier po wyschnięciu ma piękny, owocowy zapach, który na razie utrzymał się na moich paznokciach jeden dzień :)

Inaczej być nie mogło - tusz i cień również musiałam przetestować :D

Delikatny makijaż, czyli mój ulubieniec na co dzień
Tusz z Lovely nie jest jakimś hitem, ale narzekać również nie mogę - nie skleja rzęs i ładnie je pogrubia :) Natomiast cienie dają piękne efekty - ładnie się błyszczą, no i są całkiem trwałe (bez bazy)

Macie jakiekolwiek produkty z tych, które dziś pokazałam?
Co sądzicie o kolorze lakieru? :)

PS. Jeśli chcecie dołączyć do ShinyBoxa i mieć możliwość zgarnięcia pudełeczka za darmo - to zapraszam >>>KLIK<<<

wtorek, 12 lutego 2013

Tea Tree Skin Clearing Facial Wash - The Body Shop


No i niestety, nadszedł czas pożegnania z moim ulubieńcem - żelem do mycia twarzy z The Body Shop. Towarzyszył mi bardzo długo, dlatego nie mogę nie poświęcić mu uwagi w choćby jednym poście! 
Tea Tree Skin Clearing Facial Wash
Używałam go codziennie od września do teraz, czyli prawie pół roku - a więc muszę przyznać, że ma mega wydajność, a tylko 250 ml! Kosztuje w sumie nie aż tak dużo, bo 28 zł. Świetnie oczyszcza twarz i równie dobrze radzi sobie z makijażem :) Nawilża i wygładza skórę. Zawiera olejek z drzewa herbacianego, który od zawsze świetnie się u mnie sprawdzał, dlatego z wielką przyjemnością myłam twarz tym żelem. Coś, co bardzo mnie zaskoczyło - żel radził sobie nawet z tuszem do rzęs :) wystarczyło tylko podczas zmywania go z twarzy wytworzyć trochę piany i potrzeć oczy, a po tuszu (nawet tym bardzo trwałym) nie było ani śladu (no może drobny był, ale każdy specyfik go zostawia). Co do samej konsystencji - gęstość jest średnia, więc po nałożeniu na twarz nie spływa. Żel jest przeznaczony do cery mieszanej, trądzikowej i tłustej. U mnie naprawdę świetnie się sprawdził! Gdy tylko będę miała okazję, to znów go kupię - jest w 100% tego warty :)

Ogólna ocena:
6/6

Dla dociekliwych - skład żelu:
Aqua (Water) (Solvent/Diluent), Glycerin (Humectant), Sodium Laureth Sulfate (Surfactant), Cocamidopropyl Betaine (Surfactant), PEG-120 Methyl Glucose Dioleate (Viscosity Modifier), Polysorbate 20 (Emulsifier), Alcohol Denat. (Solvent/Diluent), Melaleuca alternifolia (Tea Tree Oil) (Natural Additive), Phenoxyethanol (Preservative), Benzyl Alcohol (Preservative), Allantoin (Skin Soothing Agent), Polyquaternium-10 (Hair Conditioner), Sodium Salicylate (Preservative), Citric Acid (pH Adjuster), CI 19140 (Colour), CI 42090 (Colour).

Chcecie w najbliższym czasie post o uczulających nas składnikach różnych kosmetyków?
Miałyście kiedyś okazję odwiedzić The Body Shop?

poniedziałek, 11 lutego 2013

Siarkowa moc! Maseczka nawilżająca do skóry z niedoskonałościami

Przede mnie pracowity tydzień - pełen sprawdzianów, kartkówek, wypracowań i innych niespodzianek ... A zawsze myślałam, że w klasie maturalnej będzie łatwo, prosto i przyjemnie - no ale niestety :D Szczerze zazdroszczę tym, którzy teraz mają ferie :) W każdym razie, staram się wykorzystać wolny czas na max'a, a więc dziś dla odmiany - post o pielęgnacji. Dziś przedstawię wam maseczkę nawilżającą do skóry z niedoskonałościami od abc-uroda.com

Siarkowa Moc
- Producent : Barwa
- Cena : 3,20 zł
- Pojemność : 2x 5 ml

Moim zdaniem:
Maseczka jest bardzo wydajna - 10 ml starczyło mi na cztery użycia, zapewne jest to zasługą średnio gęstej konsystencji. Maseczka jest w formie przeźroczysto-niebieskiego żelu, który bardzo szybko schnie, dając uczucie nawilżenia i wygładzenia. Można ją stosować na kilkanaście minut lub na całą noc - oczywiście wypróbowałam obie opcje. Rezultaty były oczywiste - po nocy z maseczką na twarzy, skóra wyglądała o wiele lepiej. Pozytywnie zaskoczył mnie też fakt, że maseczka nie przeszkadzała mi w zaśnięciu - przeważnie, gdy idę spać z jakąś substancją na twarzy, to nie mogę się ułożyć do snu :D Wracając do właściwości - tak jak pisze producent - skóra twarzy stała się gładka, miękka i promienna. Dodatkowo zauważyłam znaczne zwężenie porów i wyrównał się koloryt skóry - a jak już dobrze wiecie, z tym mam zawsze największy problem :) Ogólnie, maseczka jest bardzo dobra i tania - świetnie sprawdziła się na mojej cerze mieszanej - więc mogę ją polecić :)

Informacje od producenta:

Ogólna ocena:
5/6

Miałyście do czynienia kiedyś z taką maseczką?
Macie jakieś produkty marki Barwa?

niedziela, 10 lutego 2013

Oh my Gosh! GOSH - Amazing Length and Build Mascara

O marce Gosh słyszałam wiele, ale nigdy nie miałam okazji przekonać się na własnej skórze, jak działają ich kosmetyki. Przyznam szczerze, że jak dla mnie - to marka trudno dostępna ... W swoim życiu zwiedziłam wiele drogerii i sklepów z kosmetykami, a na Gosh'a się nie natknęłam, ale mam to szczęście, że dzięki abc-uroda.com mogę przetestować tusz do rzęs tejże marki :)


GOSH - Amazing Length and Build Mascara
- Pojemność: 10 ml 
- Cena: około 15 zł
- Kolor : czarny
- Wodoodporny: Nie


Moim zdaniem:
Moje rzęsy są niewidoczne, dlatego tusz do rzęs to dla mnie podstawa makijażu. Gosh oferuje nam tusz wydłużający - i faktycznie - świetnie się w tej roli sprawdza (co widać na zdjęciu powyżej). Ogólnie, szczoteczka jest dobrze skonstruowana i ładnie rozdziela rzęsy, pogrubia je i podkręca. Tusz jest trwały - nie kruszy się. Mimo że nie jest wodoodporny, to w zetknięciu ze śniegiem nie rozmywa się, a więc duży plus :) Nie zauważyłam również żadnych podrażnień oczu. Jedyną wadą jaką zauważyłam jest fakt, że trudno go zmyć - mleczko i tonik słabo sobie z nim radzą (choć inne kosmetyki i mascary świetnie zmywają). Ogólnie tusz przypadł mi do gustu, a jego cena nie jest wygórowana, więc śmiało mogę go polecić :)


Ogólna ocena:
5/6


A wy macie jakieś kosmetyki z Gosh'a?
Znacie tą markę, czy jest to dla was nowość?

sobota, 9 lutego 2013

Z blondu w brąz, ale bez większych zmian :)


Bodajże w grudniu bawiłam się kolorem moich włosów - postawiłam wtedy na ciemny blond, jednak większej różnicy widać nie było - dla przypomnienia:

jasny brąz Delia koloryzacja włosów

Tym razem postawiłam na coś mocniejszego - jasny brąz z Delii - szampon koloryzujący kupiłam w Rossmanie za coś ponad 4 zł. Oczywiście o słabej trwałości (4-6 myć), bo eksperymentować, a nie - zmieniać na stałe kolor włosów :) Zrobiłam to raz w życiu i wiem, że nigdy więcej włosów już nie przefarbuję - jednak do koloryzacji nic nie mam :)


Po przekoloryzowaniu - włosy znacznie ściemniały:
Wszystkie 3 zdjęcia moich włosów były robione nocą z lampą błyskową, więc nie powinno być tu żadnych przekłamań w kolorach, a różnice w odcieniach powinny być dosyć dobrze widoczne :)

W każdym razie - czas na kilka słów o szamponetce:
Jak zapewne zdążyłyście zauważyć - bardzo dużo uwagi poświęcam pielęgnacji moich włosów i z pewnością nie zrobiłabym czegoś, co zdecydowanie mogłoby je zniszczyć. Po szamponie koloryzującym moje włosy są nadal w dobrej kondycji - nie wypadają i nie są bardziej suche i łamliwe, dlatego nie mam żadnych zastrzeżeń :) Na moje dosyć długie włosy zużywam 2 opakowania. Sama aplikacja jest łatwa - nakłada się jak zwykły szampon i spłukuje po upływie 25-45 minut. Dużym plusem jest też fakt, że szamponetka nie zawiera amoniaku i utleniaczy, które niszczą włosy :)

Przy okazji - znalazłam zestawienie wszystkich kolorów:

6.0 i 5.0 już pojawiły się na moich włosach :D
Jestem jednak ciekawa jak wyglądałabym w rudościach, czyli będę polować na 7.4 - jednak, z tego co kojarzę, to ostatnio w Rossmanie nie było rudego kolorku - a szkoda :(

A wam jaki kolor się podoba i jaki byście mi doradziły? :)

czwartek, 7 lutego 2013

Mój lakierowy 'zbiorek' i nowy mani :)


Ostatnio postanowiłam przejrzeć wszystkie lakiery, jakie mam w swojej kolekcji - znów ich ilość mnie trochę zszokowała, ale akurat większości z tych lakierów używam - niektóre nawet są już prawie na wykończeniu, więc nie ubolewam nad faktem, że coś może się zmarnować :) Kolorów oczywiście cała gama - żebym mogła stworzyć na paznokciach - co dusza zapragnie :) Nie wiem dlaczego, ale najwięcej odcieni mam właśnie tego koloru, którego najbardziej nie lubię - różowego :)


W każdym razie - postanowiłam skrócić paznokcie do minimum, żeby dać sobie chwilę odpoczynku od długich szponów, którymi nieciekawie wklepuje się literki na klawiaturze :D Jednak krótkie - muszą być pomalowane - tym razem postawiłam na kwiatuszka (bo z utęsknieniem wyczekuję wiosny), no i różnokolorowe prostokąty (lub też kościelne witraże - jak to trafnie podsumowała moja koleżanka :D)



Teraz czekam aż moje paznokcie znów się wydłużą i pobawię się z wodną zebrą :D
PS. Wam też moje paznokcie kojarzą się z witrażami w kościele?! :D

niedziela, 3 lutego 2013

Belissa - opinia, efekty stosowania, jak działa?


Kilka miesięcy temu pisałam o tym, że kupiłam na promocji w aptece Belissę - przyznam szczerze, że skłoniły mnie do tego liczne reklamy, mówiące o świetnym działaniu tego preparatu. Z tego co pamiętam, to zapłaciłam ponad 10 zł za opakowanie, które zawiera 70 tabletek (40% akurat było gratis).


Nie będę was zanudzać tym, co pisze producent - dla zainteresowanych jest oczywiście link, gdzie znajdują się wszelkie informacje - począwszy od działania, a na składzie skończywszy. 

Co do składu, to nie znalazłam tam nic niepokojącego - jedynie pełno witamin (między innymi - witamina C, która zimą jest szczególnie ważna) i niezbędnych pierwiastków. Tabletki przełyka się bez większego problemu - i wielki +, że nie mają one smaku :) Stosuje się jedną dziennie - bez określonej pory dnia, więc raz brałam je rano, a raz wieczorem :) Skutków ubocznych nie zauważyłam żadnych - a efekty ...
jeśli chodzi o skórę - zauważyłam poprawę, jednak nie było efektu 'wow' ... podczas stosowania nie miałam jakichś większych problemów ze skórą - poprawiło się na pewno ujędrnienie.
jeśli chodzi o paznokcie - nie potrafię jednoznacznie ocenić zasług Belissy, gdyż stawiałam przede wszystkim na odżywki - w każdym razie paznokcie stały się mega mocne i przestały się rozdwajać, zmniejszyła się również łamliwość :)
jeśli chodzi o włosy - na tym aspekcie zależało mi najbardziej :) żaden szampon ani odżywka nie pomoże, gdy organizm nie ma odpowiednich witamin i minerałów do budowy włosa, dlatego Belissę kupiłam właśnie ze względu na moje włosy. Po około 2 tygodniach widać było już znaczne zmiany - kiedyś moje włosy wyglądały jak typowe siano i jedynie prostownica pomagała mi w ich ułożeniu - teraz nie używam prostownicy, a moje włosy (delikatnie pofalowane) i tak świetnie wyglądają. Nie mam problemu z rozdwojonymi końcówkami - fakt, jakieś rozdwojone z pewnością się znajdą ;) Włosy ogólnie są dużo mocniejsze i bardziej lśniące - pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że szybciej rosną :) Zwiększyła się również ich objętość - zapewne temu, że nie mam już problemów z wiecznym ich wypadaniem w dużych ilościach :)

Ogólnie Belissę mogę polecić każdemu - te kilkanaście złotych, to wcale nie są duże pieniądze za 2 miesiące kuracji. Odporność na choroby również wzrasta :) Zapewne, w niedługim czasie znów wybiorę się po Belissę do apteki, jednak póki co zrobię sobie trochę przerwy od witamin :)

Ogólna ocena: 6/6

A wy stosujecie jakieś witaminki? Choćby Rutinoscorbin :)
Miałyście do czynienia z Belissą, albo słyszałyście o niej wcześniej?

sobota, 2 lutego 2013

2 in 1 - czyli bransoletka z naszyjnika :)


W mojej szufladzie z biżuterią brakuje już miejsca - poza kosmetykami, jest to moja druga słabość, która pochłania moje oszczędności i czas. Dziś chciałam wam pokazać godny uwagi sklep, który w swojej ofercie ma tyle niesamowitych rzeczy, że jeśli już tam traficie, to szybko go nie opuścicie :D a przynajmniej stało się tak ze mną ;)

Na wstępie chciałam wam pokazać coś, co totalnie mnie zachwyciło!
Pewnie nie wpadłybyście na to, że jest to pierścionek! 
Chciałybyście nosić coś takiego na palcu? Bo ja nawet bardzo :D

Jeśli jesteście ciekawe, co jeszcze niesamowitego kryje Zielony Kot, to zapraszam :) 
A ja dziś pokażę wam mój piękny naszyjnik, który otrzymałam właśnie dzięki nim :)
Naszyjnik, przez swoją kolorystykę, jest bardzo uniwersalny - praktycznie do wszystkiego można go założyć. Mi najbardziej spodobało się jednak połączenie go z białym sweterkiem, który zagościł w mojej szafie po ostatniej wizycie w H&M'ie :) Naszyjnik, jak można wyczytać na stronie sklepu, jest w stylu lat 80-tych - teraz już rozumiem, czemu moja mama się tak nim zachwycała :D Cena również jest przystępna - 45zł za taki naszyjnik to nie tak dużo, zwłaszcza, że z naszyjnika można wyczarować również świetną bransoletkę :)


Jedyną wadą jest fakt, że szeleści, a więc każdy nasz krok słychać z daleka :D
Ale do tego da się przyzwyczaić :)

Ciekawi mnie, jaką wy wersję wolicie - naszyjnik czy bransoletka?
Co sądzicie o pierścionku z zegarkiem? :)

Water Marble - ogień na paznokciach


Zaczął się luty - a więc do ukończenia szkoły pozostały mi 3 miesiące ... Później już tylko matura w maju i ponad 4 miesiące wakacji - czasami życie jest piękne ... Jednak do tego czasu czeka mnie sporo nauki - dlatego na blogu piszę sporadycznie :( Może gdyby doba miała ze 30 godzin, to zdążyłabym zrealizować wszystkie swoje pomysły na posty ... Dziś znów manicure - bo to moje ulubione zajęcie w wolnej chwili :D Moje paznokcie od dłuższego czasu wzmacniam odżywką i oliwkami z Silcare - efekty widać doskonale :) Niektórzy wręcz nie mogą uwierzyć, że to nie są tipsy - przyznam szczerze, że mnie to cieszy :D


Wracając do tematu mani - jakiś tydzień temu znów bawiłam się z water marble - po prostu zakochałam się w efektach, jakie można wyczarować na paznokciach za pomocą wody :)


Tym razem - nazwałabym to nietypowym, wodnym french'em - do jego stworzenia potrzebowałam: odżywki z Silcare, szarego lakieru z Lovely, żółtego lakieru z Essence, niebieskiego i pomarańczowego lakieru z Marizy oraz top coat'a z Golden Rose.


Wyszło kolorowo - choć nie do końca tak, jak chciałam :)
Co sądzicie o takim manicurze?
Może macie jakieś propozycje/inspiracje dla mnie do kolejnych mani?