czwartek, 31 października 2013

There's no place like home - czyli powrót, zapowiedź i wyniki :)

Dopiero teraz zaczęłam doceniać powiedzenie - wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej :) Tylko tutaj mogę  pobyć sama ze sobą, wyciszyć się i odpocząć od życia w Krakowie. Choć nie czuję się już taka zagubiona, jak na początku - to i tak Kraków mnie przeraża - szczególnie nocą ... Latające telewizory, codziennie nowe , wulgarne graffiti i sąsiad śpiewający na klatce swoje pijackie piosenki - to już norma :) 

Na szczęście, od dziś aż do niedzieli mam wolne - dlatego postaram się nieco więcej popracować na blogu :) Kolejny post - będzie tym 300, dlatego uczczę go rozdaniem - a ponieważ lubię robić niespodzianki, dlatego też nie zdradzę, co będzie nagrodą :)

Teraz, czas na wyniki - przypomnę jeszcze, co było do wygrania :

Przyznam szczerze, że zgłoszeń było co nie miara - jednak udało mi się przebrnąć przez weryfikację i nareszcie mogę zaprezentować Wam zwycięzcę :) A tym szczęśliwcem jest :


Gratuluję! Widać, że tym razem obserwowanie przed rozdaniem się opłaciło :) Za chwilkę napiszę maila i standardowo czekam 3 dni na odpowiedź - czyli do niedzieli :)

A Was oczywiście zapraszam na kolejne rozdanie, które pojawi się w najbliższych dniach :)


środa, 30 października 2013

Projekt Denko : październik 2013

Czas na comiesięczne podsumowanie zużytych przeze mnie kosmetyków :) Tym razem pomniejszyłam moją lakierową kolekcję i będę to robić systematycznie, bo niespełna 100 buteleczek, to trochę za dużo jak dla mnie i moich lakierowych box'ów ... Ale do rzeczy - oto, co zużyłam w październiku :


  • Mgiełka do ciała - Play it sexy (Playboy) - jej nuty zapachowe to : różowy grapefruit, mandarynka, jaśmin :) ta mgiełka była bardzo w moim guście - choć zapach ulatniał się szybko, to jednak warto było ją kupić - dlatego zamierzam tym razem zainwestować w perfumy z tej samej serii  
  • Henna tradycyjna do brwi i rzęs (Delia) - RECENZJA  
  • Krem pod oczy (Dior) - RECENZJA  
  • Pomadka ochronna (Isana) - RECENZJA  
  • Próbka kremu Idealia (Vichy) - Kremik miał przepiękny, bardzo intensywny zapach ... Jednak jest to krem, a nie perfumy, dlatego raczej nie będę inwestować w zapachową chemię na twarzy  
  • Lakier Fashion Color nr 36 (Golden Rose) - kilka lat temu miałam słynną Nokię 6103 z klapką o identycznym odcieniu i wszystkie ubytki zamalowywałam tym lakierem :D oczywiście, paznokcie również nim malowałam - no cóż, ale niestety starość nie radość - dlatego czas się pożegnać 
  • Perłowy lakier M nr 33 - tani, chiński lakier - nieznanej marki. Muszę jednak przyznać, że był lepszej jakości niż większość Avon'owych 
  • Czerwony lakier New Beauty Line, Max2500 (Lemax) - ten lakier pamięta jeszcze czasy mojego półmetku w LO, bo idealnie pasował mi do kreacji. Niestety, trwałość nie była jego zaletą 
  • Granatowy lakier Jungle nr 389 (Butterfly) - to był nieprzemyślany zakup ... Rzadko go używałam, ale na szczęście był o małej pojemności, więc udało mi się dobrnąć do dna 
  • Płyn do demakijażu (BeBeauty) - RECENZJA 



  • 2x Szampon koloryzujący 7.4 (Delia) - RECENZJA   
  • Mgiełka do włosów (Farmona) - RECENZJA  
  • Żel pod prysznic (Isana) - RECENZJA  
  • Próbka żelu fizjologicznego (Pharmaceris) - miałam szczerą nadzieję, że się polubimy - ale niestety ... próbka starczyła mi na 3 użycia, po których stan mojej cery się pogorszył - pojawiło się kilka niespodzianek na twarzy :( z całą pewnością nie dam mu już nigdy więcej szansy  
  • Próbka zapachu Mary-Kate&Ashley - L.A. Style - nuta głowy: tuberoza, gardenia, jaśmin ; nuta serca: mango, guawa, mandarynka, wiciokrzew, chiński osmantus ; nuta bazy: piżmo, drewno sandałowe. Po prostu zakochałam się w tym zapachu! Jest bardzo trwały i ... trochę męski! Jednak cena jest zachęcająca, bo tylko 50 zł za 50 ml - więc za jakiś czas zapewne się skuszę :)  
  • Różowy lakier nr 15 (Fairwind) - RECENZJA  

Oznaczenia :
♥ - ulubieniec
☺ - całkiem dobry
≈ - nic szczególnego
↓ - fatalny

Ciekawi mnie, które z tych kosmetyków miałyście okazję przetestować?!
No i oczywiście - chwalcie się swoimi denkami w komentarzu :)

wtorek, 29 października 2013

Trwała pomadka w płynie - czyli kosmetyk z Biedronki

Wiele już naczytałam się o tym tincie - zarówno pozytywnych, jak i negatywnych opinii. Ponieważ do Biedronki nie było daleko, a i cena całkiem przystępna, dlatego i ja postanowiłam wypróbować ten kosmetyk :) Trochę jednak żałuję, że wolałam zainwestować w podróbkę, niż kupić oryginalny, nieco droższy produkt z szafy Bell, czyli Lip Tint Permanent Make-up

LIP TINT, Absolute Colour - Trwała pomadka w płynie dająca efekt flamastra

Producent : Bell
Cena : 6 zł
Pojemność : 5,5 g
Dostępność : Biedronka, szafy Bell
Nr koloru : 12


Skład / Od producenta :



Moim zdaniem : Tym razem muszę przyznać całkowitą rację producentowi - bo pomadka faktycznie jest trwała ... może nie jakoś mega, ale wytrzymuje 3h w stanie idealnym - chyba, że dodatkowo zabezpieczymy ją wazeliną i wtedy kolor pozostanie na ustach nawet 4-5 godzin. Płynną pomadkę aplikuje się tak, jak zwykły błyszczyk - a więc faktycznie jest to wygodne. Na ustach daje bardzo naturalny efekt - wręcz satynowy :) Preparat stosunkowo szybko wtapia się w usta, które są na początku bardzo lepkie i występuje delikatne mrowienie. Gdy znika uczucie lepkości - wtedy już można pić, jeść i całować się bez obaw, że nasze usta pozostawią po sobie niechciany ślad :) 

Poza tym, mimo chemicznego składu - płynna pomadka nie wysusza usta (ale także ich nie nawilża). Ma słodki zapach, jednak smak może dla niektórych okazać się nie do zniesienia! Jest on bardzo cierpki i drażniący ... 


Ogólnie, sądzę, że warto mieć w swojej kosmetyczce tego Lip Tinta. Co prawda, efekt kolorystyczny jest słaby (choć może to i dobrze), jednak usta wyglądają bardziej apetycznie :) a ponieważ 5 zł to nie majątek - więc szczerze polecam! 


poniedziałek, 28 października 2013

Biskupi róż od Fairwind

Ten lakier kupiłam całe wieki temu, w czasach mojego początkującego lakieromaniactwa, kiedy to jeszcze wolałam delikatne i stonowane kolory, a nie takie ot - rzucające się w oczy róże :)


Kolorek ten, czyli typowy biskupi róż z opalizującym fioletem, bardzo szybko zdobył moje serce - a dziś nadszedł czas jego pożegnania. Resztki lakieru wydobyłam patyczkiem i rozsmarowałam na kartce, bo na paznokciach nie udało mi się uchwycić jego ślicznego koloru :) 



Fairwind Nail Polish
Producent : Marabu Cosmetics
Pojemność : 5 ml
Cena : ok. 3 zł
Dostępność : w sklepach kosmetycznych i z chemią niemiecką
Nr koloru : 15

Moim zdaniem : Założę się, że nie znacie tej marki kosmetycznej - z tego co wiem, jest ona dostępna tylko w Niemczech :) Ceny lakierów są śmiesznie niskie - szkoda tylko, że trudno trafić na produkty Fairwind ... Jeśli chodzi o ten lakier o numerku 15, to  szybko schnie i jest dosyć trwały - do 3-4 dni bez odpryśnięć. Poza tym, mimo intensywnego koloru, nie odbarwia płytki paznokcia. 1 warstwa ma świetne krycie - więc nie trzeba kilka razy poprawiać manicure, by uzyskać efekt, jak na powyższym zdjęciu :)

A Wy miałyście kiedyś do czynienia z lakierami Fairwind?

niedziela, 27 października 2013

Mango & Marakuja, czyli jak dbam o ciało jesienią

Choć na dworze nie ma jeszcze typowej, jesiennej słoty, a pogoda wręcz nas rozpieszcza - to i ja rozpieszczam moje ciało masełkiem z Flos-leku :) Mam tą przyjemność testowania go dzięki Justynie - za co serdecznie dziękuję :) 
Ale do rzeczy! Masło do pielęgnacji ciała Mango & Marakuja pochodzi z serii Natural Body, w której skład wchodzi jeszcze 6 innych wariantów (tj. : Opuncja & Biała herbata ; Liczi & Arbuz ; Karite & olej Babassu ; Acerola & Cherry Berry ; Truskawka & poziomka ; Wanilia & czekolada - tak więc - do wyboru, do koloru!)

Producent : Flos-lek
Pojemność : 240 ml
Cena : 22,60 zł

Skład : Aqua, Caprylic/Capric Triglyceride, Dimethicone, Cyclomethicone, Glycerin, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Isohexadecane, Polysorbate 80, Octyldodecanol, Hydrogenated Polyisobutene, Lanolin Alcohol, Olea Europaea Fruit Oil, Helianthus Annuus Seed Oil, Orbignya Oleifera Seed Oil, Parfum, Cetyl Alcohol, Butyrospermum Parkii Butter, Propylene Glycol, Mangifera Indica Fruit Extract, Methylparaben, Propylparaben, CI 14720

Od producenta :

Moim zdaniem :  Do tej pory nie wiedziałam jak pachnie marakuja - ale jeśli to masełko ma faktycznie jej zapach, to jest on obłędny - przyjemnie owocowy, ale zarazem słodki :) Co do konsystencji - to jest ona bardzo gęsta i chyba dlatego preparat jest mega wydajny. Poza tym, dobrze się go rozprowadza i stosunkowo szybko się wchłania, jednak pozostawia trochę tłustego filmu na skórze, przez co trzeba uważać na ubrania. Ogólnie, po tygodniu stosowania widać już pierwsze efekty - skóra nabiera sprężystości, jest bardziej wygładzona, no i oczywiście nawilżona na długi czas. 


Masełko świetnie nadaje się po depilacji - gdyż koi skórę i łagodzi wszelkie podrażnienia. Bardzo dobrze działa również na dłonie i stopy - natłuszcza je i odżywia :) Jeśli macie problem z suchymi i szorstkimi łokciami - to także polecam! Ogólnie, masło z mango i marakują jest świetnym nawilżaczem i bardzo chętnie do niego wrócę - jednak w innej wersji ... być może truskawkowo-poziomkowej :)

A Wy miałyście jakieś masełka z tej serii?

piątek, 25 października 2013

Zapowiedź + info

Na wstępie, chciałam Wam przypomnieć o trwającym jeszcze dziś do północy ROZDANIU :) Macie ostatnie 10 godzin, by się zgłosić, a ja powoli zabieram się za sprawdzanie i przyznawanie losów - czeka mnie trochę pracy, ponieważ ilość zgłoszeń przerosła moje najśmielsze oczekiwania :) 

Uprzedzam, że wyniki pojawią się zapewne końcem przyszłego tygodnia - w końcu jestem tylko człowiekiem, a nie maszyną weryfikującą :) 

Niedługo, pojawi się kolejne, tym razem szybkie mini-rozdanie, żeby pocieszyć tych, którym nie poszczęści się w obecnym :)

Tak więc stay tuned!

Bibułki matujące WIBO - mój (nie)zbędnik!


Ostatnio wiele się u mnie dzieje, a ja jestem w ciągłym biegu, więc szukam różnych, alternatywnych pomocników do walki z moją cerą. Nie zawsze mam ochotę zamaskować twarz toną pudru, dlatego chciałam w końcu przetestować dosyć ciekawy produkt - a mianowicie bibułki matujące absorbujące sebum


Producent : Wibo
Cena : 5,69 zł
Pojemność : 40 sztuk
Dostępność : np. Drogerie Rossmann


Od producenta : Bibułki są szybkim i prostym sposobem pomagającym skórze zachować uczucie świeżości i czystości. Dzięki bibułkom możesz na bieżąco poprawić makijaż, matując tłuste partie twarzy.


Moim zdaniem : Bibułki nie są co prawda moim niezbędnikiem - da się bez nich żyć, jednak przyznam szczerze, że są bardzo pomocne. Z pewnością, lepszą opcją jest usunięcie nadmiaru sebum taką bibułką niż zapudrowanie świecących się miejsc na twarzy - przez co tworzy się sztuczna maska ... 

Ogólnie, bibułki świetnie wchłaniają tłuszcz, przez co skóra znów staje się matowa. Oczywiście, są one jednorazowego użytku - ale ponieważ mamy aż 40 sztuk, dlatego starczają na całkiem spory okres czasu. Ich cena mogłaby być trochę niższa, bo w końcu prawie 6 zł za troszkę papieru, to dosyć dużo ... Mimo wszystko, nie mam się do czego przyczepić, bo bibułki spełniają swoje zadanie w 100% :)


Miałyście już z nimi do czynienia? 

wtorek, 22 października 2013

Lazy day :)

Muszę przyznać, że pogoda w Krakowie tym tygodniu jest wyjątkowo piękna - po prostu Babie lato w pełni :) Stety albo i nie - ciągle muszę biegać pomiędzy mieszkaniem a uczelnią ... W jedną stronę mam pół godziny, więc nie zawsze opłaca mi się wracać - na szczęście, dziś mam dużo wolnego czasu i korzystam z ostatnich tchnień lata :)

Nareszcie wybrałam się do Tesco przy ul. Kapelanka, by odwiedzić stoisko Hean'a - tym razem spotkałam się z bardzo miłą obsługą, dzięki czemu nie wyszłam z pustymi rękami : 


Moje nowe nabytki to :

  • Krem tonujący ; BB Cream - 5 w 1
  • Eye Mix - mix korektorów kamuflujących z serii High Definition
  • Korektor rozświetlający - również z serii High Definition

Jak widać - zapasy uzupełnione o niezbędniki :) Trochę żałuję, że nie było drugiej wersji kolorystycznej korektora HD, ale jeszcze nic straconego, bo nie raz zawitam do Hean'a :)

Teraz uciekam korzystać z pięknej pogody i wolnego popołudnia (bo o 19 niestety czekają mnie ćwiczenia z geometrii i grafiki inżynierskiej :( ), a Was zostawiam z moją ulubioną, równie słoneczną i nastrojową piosenką Enyi - Caribbean blue, która towarzyszy mi od niepamiętnych czasów :)




poniedziałek, 21 października 2013

Affinitone - i czego chcieć więcej?!

 Jeszcze kilka miesięcy temu, puder był dla mnie czymś zbytecznym - tak samo jak podkład, czy róż. Moim must have był tylko krem BB - jednak wszystko to uległo zmianie, gdy poznałam ten oto puder prasowany - True-to-skin perfecting powder - Affinitone

Producent : Maybelline
Cena : ok. 20 zł
Pojemność : 9 g
Dostępność : np. Drogeria Rossmann
Numer koloru : 09 - Opal Rose


Puder zdobyłam dzięki jednej z edycji ShinyBox'a i na początku leżał sobie w kosmetyczce, ale gdy użyłam go po raz pierwszy, to od razu go pokochałam! Puder świetnie dostosowuje się do kolorytu cery i poprawia jej wygląd. Na twarzy wygląda całkiem naturalnie - nie daje efektu tapety. Poza tym, matuje twarz na 4-5 godzin, przez co nie muszę się wiecznie poprawiać. Samo opakowanie jest bardzo poręczne i zawiera duże lusterko :)


Nie uczula i nie zapycha skóry - stosuję go już od kilku miesięcy i nie zauważyłam żadnych skutków ubocznych. Puder świetnie zgrywa się z kremem BB (zwłaszcza z Dream Fresh z Maybelline) oraz zwykłymi kremami nawilżającymi - nie roluje się na skórze, dlatego szczerze polecam! :)


Miałyście okazję go już wypróbować?
Jaki jest Wasz ulubiony puder?

niedziela, 20 października 2013

Jak zaoszczędzić pieniądze?! Czas na OWM!


Słyszałyście już może o OWM - czyli Oku w Mieście ?! To innowacyjny program lojalnościowy, który dopiero co zaczął się rozwijać. Odkąd pierwszy raz o nim usłyszałam (a było to dwa tygodnie temu na spotkaniu blogerek w Krakowie), to bardzo mnie zaintrygował :) W końcu, każda z nas lubi promocje, przeceny, rabaty - no właśnie ... RABATY!


Dzięki karcie rabatowej "VIP card for thinking people" OWM Polska - zyskujemy zniżki u partnerów. Co prawda, na razie jest ich niewielu (można sprawdzić >TU< ), jednak sama koncepcja jest świetna, więc myślę, że już niedługo dołączą nowi partnerzy, a my zyskamy stałe rabaty na kosmetyki, ubrania, różnego rodzaju zabiegi czy też siłownie, baseny bądź fitness :)


Jeśli chodzi o kartę rabatową, to jej koszt wynosi 99 zł, na szczęście, jest ona ważna bezterminowo - a więc nie musimy płacić za przedłużenie korzystania z niej :) Wiem, że na razie jest to mało opłacalne - jednak z czasem, gdy dołączy więcej firm, stanie się to dla nas korzystne :)


Jeśli zainteresował Was ten program lojalnościowy, to więcej szczegółów znajdziecie na stronie głównej OWM : http://okowmiescie.pl/ :)

Ciekawi mnie, co Wy sądzicie o tym programie? :)

sobota, 19 października 2013

Mój kociak :)


Dziś mam dla Was nietypowy post - mam nadzieję, że lubicie kociaki, bo ja tak! Udało mi się zrobić krótką sesję zdjęciową, bo mój kot bardzo polubił obiektyw aparatu i z chęcią pozował mi do zdjęć :) 






Gucio - bo tak ma na imię mój kilkumiesięczny kocurek, do tej pory pojawiał się tylko na fanpage'u, ale ponieważ tak świetnie ze mną współpracował i bawił się w fotomodela, to postanowiłam poświęcić mu cały post - kiedyś w końcu trzeba oficjalnie pochwalić się najmłodszym członkiem rodziny ;)

A Wy macie jakieś zwierzaki? :)

piątek, 18 października 2013

The best eyeliner ever! Tusz do kresek - Studio Lash Eyeliner, Miss Sporty


Makijaż bez eyelinera - nie jest dla mnie makijażem! Po prostu kocham czarne krechy na powiekach, które dodają uroku i kobiecości. W ciągu ostatnich kilku lat, przez moje ręce przeszło już wiele linerów - jedne były gorsze, inne lepsze - jedne się rozmazywały, inne zaś kruszyły, w niektórych - aplikatory były beznadziejne ... W końcu trafiłam na mojego besta - perełkę, która od ponad pół roku jest zawsze przy mnie :) 


Tusz do kresek - Studio Lash Eyeliner, Miss Sporty

Producent : Coty
Cena : 8 zł
Pojemność : 3,5 ml
Dostępność : np. Drogerie Rossmann
Nr koloru : 001 - Extra Black

Dlaczego uwielbiam ten eyeliner?! Bo jest mega trwały! Wysycha natychmiast po aplikacji, a później już nic nie jest w stanie go uszkodzić - eyeliner nie rozmazuje się, nie kruszy, a jego mocny, czarny kolor nie traci intensywności z upływem czasu. Poza tym, jego cienki aplikator - jest dla mnie idealny, przez co stworzenie zamierzonej kreski nie jest trudne :) Ze zmywaniem jest trochę problemów - jednak biedronkowy micel sobie z nim radzi :)

(cienie z paletki Sleek - Oh So Special)


Miałyście okazję używać tego eyelinera?


czwartek, 17 października 2013

Zwykły, a może nie?!

Ostatnio całkowicie odpuściłam sobie recenzję kosmetyków - może to i dobrze, bo na blogu nie wiało nudą :) Nadszedł jednak czas, by w końcu coś zrecenzować - coś, co zapewne znacie - bo każda osoba, która od czasu do czasu odwiedza Rossmanna, pewnie już odkryła ten żel (być może w innej wersji) - jest to niska półka cenowa, więc chyba każdy może się na niego skusić - ale czy warto?! O tym przekonacie się za chwilę :)

ISANA - Witaminy & jogurt, żel pod prysznic 

Producent : Rossmann
Cena : 4 zł
Pojemność : 300 ml
Dostępność : Drogerie Rossmann






Od producenta / Skład (INCI) :

Moim zdaniem : Żel ma średniej gęstości, płynną konsystencję - dzięki czemu nie ma większego problemu z wydobyciem go z opakowania. Jeśli już o opakowaniu mowa, to warto wspomnieć, że jest ono szczelne. Kremowy żel wytwarza dużo piany i świetnie oczyszcza skórę - delikatnie ją nawilżając, jednak poza tym, nie daje jakichś spektakularnych efektów - jest to po prostu tani, dobry i wydajny żel pod prysznic dla osób, które nie są wymagające. Jeśli chodzi o zapach, to jest on przyjemny - trudno mi jednak do czegokolwiek go porównać. Ogólnie, żel ten polecam - bo myślę, że za taką cenę jest warto go wypróbować :)


Miałyście już z nim styczność?

środa, 16 października 2013

Szczotka do twarzy - mój niezbędnik

Nie będę jakoś szczególnie zaskoczona, jeśli poinformujecie mnie, że pierwszy raz słyszycie o takim produkcie ... Przyznam szczerze, że i mi oczy wyszły z orbit, gdy kilka miesięcy temu na jednym z blogów przeczytałam o szczotce ... do twarzy! Na początku miałam mieszane uczucia - jednak ciekawość wzięła górę i wybrałam się na zakupy - nie trzeba było długo szukać - Szczoteczka do twarzy z For Your Beauty w mgnieniu oka stała się moją własnością i do dziś nie żałuję! 

Producent : Rossmann
Cena : 11 zł
Dostępność : Drogerie Rossmann

Od producenta :

Choć dla większości będzie to zbędny gadżet - ja nie potrafię bez niej żyć!!! Po prostu się uzależniłam. Na początku, było to trochę dziwne uczucie - myć twarz szczotką ... Jednak się przyzwyczaiłam, a szczotka stała się niezbędnikiem porannej i wieczornej toalety - a więc od kilku miesięcy używam jej minimum 1 do 2 razy dziennie. 

Jeśli chodzi o efekty, to zdecydowanie - cera staje się gładziutka, a koloryt jest wyrównany. Twarz jest oczyszczona w 100% - dużo lepiej niż podczas mycia samym żelem czy płatkami kosmetycznymi nasączonymi płynem do demakijażu -> gdy miałam na twarzy krem BB, to zmywałam go zawsze płynem i myślałam, że twarz jest już czysta (bo na taką wyglądała), a jednak podczas mycia szczotką, pozostawało na niej pomarańczowe zabarwienie po kremie BB - co świadczy o tym, że jednak twarz była czysta tylko z pozoru ... 


Ogólnie, nie wyobrażam sobie już mycia twarzy bez tej szczotki - bo tylko ona usuwa 100% zanieczyszczeń, dodatkowo wygładzając cerę i poprawiając jej ogólny stan. Podczas masażu, nie rozsiewa też krostek po całej twarzy, a wręcz je wygładza i zmniejsza ich widoczność. Poza tym, zwiększa się wydajność żelu do mycia. Jeśli chodzi o samą szczotkę, to jej włókna pod wpływem wody pęcznieją i stają się bardziej delikatne i przyjemnie masują twarz - nie wyrządzając przy tym żadnych szkód, dlatego szczerze polecam wypróbowanie tejże szczotki, bo możecie być bardzo pozytywnie zaskoczone efektami tak (nie)zbędnego przedmiotu :)


Macie ochotę ją wypróbować?

wtorek, 15 października 2013

Tipsy - wady i zalety

Jak zapewne zdążyłyście zauważyć, bądź wyczytałyście z poprzednich postów - zdecydowałam się na tipsy. Oczywiście, byłam w pełni świadoma tego, że będzie to koszmar dla płytki paznokciowej - jednak uznałam, że będzie to również świetny test porównawczy, by pokazać Wam, co dzieje się z naszymi paznokciami po ściągnięciu tipsów bądź żeli ...


ZALETY POSIADANIA TIPSÓW - nieliczne, ale są :

  • w mgnieniu oka, paznokcie wyglądają świetnie i mamy duże pole do popisu, by je ozdabiać
  • tipsy są twarde, więc jest małe prawdopodobieństwo, by je złamać
  • oduczają obgryzania paznokci 
  • tipsy żelowe utrzymują się od 2 tygodni do miesiąca w stanie idealnym
  • paznokcie rosną normalnie, choć nieco wolniej
  • tipsy są odporne na długotrwałe moczenie w wodzie - nie odklejają się
(tipsy po przyklejeniu - jeszcze przed piłowaniem i zalewaniem żelem)

WADY POSIADANIA TIPSÓW
  • płytka paznokcia jest porysowana
  • końcówki paznokci są bardzo miękkie, osłabione i szybko zaczynają się rozdwajać
  • potrzeba dużo czasu, by doprowadzić paznokcie do dobrej kondycji
  • wysoki koszt założenia tipsów - w granicach od 40 do 90 zł
  • paznokcie nie mają jak oddychać, dodatkowo są wystawione na działanie całej gamy chemikaliów pochodzących od kleju i żelu 
  • chemikalia fatalnie działają na skórki - bardzo je wysuszają
  • paznokcie wolniej rosną i mogą ulec lekkiej deformacji
  • tipsy utrudniają funkcjonowanie - miałam wielki problem z zakładaniem i ściąganiem soczewek kontaktowych, trudno było mi pisać na klawiaturze - po chwili bolały mnie palce i paznokcie, również nie mogłam obsługiwać mojego dotykowego telefonu, czułego na ciepło. Było mi trudno nawet się podpisać, umyć głowę czy zabrać pieniądze ze sklepowej lady itp. itd.
  • tipsy żelowe wyglądają czasami masywnie - jak łopaty, są grube i niepraktyczne
  • nie da się ot tak po prostu ściągnąć tipsów - można wtedy zerwać paznokcia aż do krwi
  • tipsy ogólnie źle się kojarzą i wyszły już z mody

A oto efekt przed i po ściągnięciu tipsów :

Teraz zaczynam etap odbudowy paznokci - spodziewałam się tak fatalnej kondycji płytki, jednak i tak fakt ten mnie przeraża - dlatego szczerze nie polecam tipsów. Dużo mniej zastrzeżeń mam natomiast do paznokci żelowych - jednak może za rok przeprowadzę podobny testy tylko na żelach :)

A Wam podobają się tipsy?
Czy może wolicie całkowicie naturalne i zdrowe paznokcie?

poniedziałek, 14 października 2013

Mów mi Ruda! Czyli jesienna zmiana koloru włosów :)

Od dawna nosiłam się z zamiarem zmiany koloru włosów. Naturalnie jestem ciemną blondynką - a na mojej głowie pojawiła się już platyna (bardzo dawno temu) i kilka odcieni brązu (końcem 2012 i początkiem 2013 roku). Z żadnym kolorem jednak nie związałam się na dłużej i szybko powracałam do naturalnego :)


Jeśli chodzi o Delię, to miałam już do czynienia z jasnym brązem (5.0) i ciemnym blondem (6.0), który wyszedł nieco miedziany i to mnie zainspirowało :) Co prawda, bałam się trochę tej rudości, ale w końcu to do odważnych świat należy i czas zaszaleć! To zaszalałam! Kupiłam szampon koloryzujący Cameleo o numerku 7.4 - i tak z blondynki stałam się rudowłosą :)


Producent : Delia Cosmetics
Pojemność : 40 ml
Cena : 5 zł
Dostępność : Ogólnodostępny, np. Drogerie Rossmann
Trwałość : 4-6 myć
Nr koloru : 7.4 ; rudy ; copper red
Skład :

Od producenta :

Nie lubię stosować farb, jednak do tych szamponetek mam pełne zaufanie, bo już wiele razy lądowały na moich włosach i nigdy nie zauważyłam negatywnych skutków - a wręcz przeciwnie :) Włosy, mimo że zyskały nowy, świeży kolor, to dodatkowo stały się bardziej odżywione, nawilżone i miękkie :) Kolor faktycznie utrzymuje się do około 6 myć (piszę z doświadczenia z poprzednikami).


45 minut, to idealny czas, by włosy nabrały pięknej barwy - prawie tak intensywnej, jak z opakowania :) Choć na moich włosach rudości wyszły nieco bledsze - i chwała im za to!


A Wy zdecydowałybyście się na rude włosy, a może jesteście już posiadaczkami takowego kolorku?