26 stycznia

Plastry na nos przeciw zaskórnikom

Plastry na nos przeciw zaskórnikom
Poświęciłam już wiele postów na tematykę pielęgnacji - było i o włosach, o twarzy, o ciele, o paznokciach ... Dlaczego więc nie poświęcić uwagi naszemu nosowi?! Teoretycznie dbamy o niego, gdy nakładamy kremy, maseczki albo peelingi, ale skupiamy się wtedy głównie na twarzy, a nie na samym wyglądzie nosa!

Dziś pokażę wam mój ulubiony sposób, czyli specjalne plastry na nos :)
Plastry można nabyć w aptece, ale nie wiedzieć czemu - ceny są tam zawsze wysokie i za plastry zapłacimy ponad 20 zł ... W bardzo przystępnej cenie, bo tylko 8 zł za 5 sztuk, plastry możemy znaleźć w sklepie internetowym - allekosmetyki.pl - o którym wcześniej już wam pisałam :) Posiadają oni plastry na nos marki Revitale:

Od producenta:
Plastry - to doskonałe rozwiązanie i pomoc na takie problemy skóry jak: trądzik, wągry, zaskórniki, zatkane pory. Wysusza, łagodzi, ściąga, oczyszcza zatkane pory, usuwa wągry, działa silnie antyseptycznie. Testowane dermatologicznie i hipoalergicznie.


Plastry mają na prawdę silne działanie, więc nie polecam częstego ich stosowania. Nakleja się je na oczyszczony i mokry nos (w innym razie się nie przykleją), a po około 20 minutach, po usunięciu plastra, widoczne są piękne efekty - oczywiście, gdy plastry stosujemy po raz pierwszy to efekt 'wow' jest największy :) Ja, taką metodę stosuję od paru miesięcy, więc z każdym kolejnym razem mój nos wygląda coraz lepiej - pory są oczyszczone i ściągnięte, dzięki czemu stają się praktycznie niewidoczne. Oczywiście plastry na nos polecam wszystkim - są jak najbardziej bezpieczne, ale 'co za dużo to niezdrowo' :) 

Na koniec, pokażę wam jeszcze zdjęcie od producenta:
Te zdjęcia z pewnością fotomontażem nie są - na początku, u mnie też było widać takie efekty :)


Wiedziałyście wcześniej o plastrach na nos?
A może stosowałyście lub stosujecie?

25 stycznia

Maseczka odżywcza do twarzy marki Uber

Maseczka odżywcza do twarzy marki Uber

Ostatnio zasypałam was makijażami, więc dla odmiany - znów post o pielęgnacji :) Dziś znów będzie bardzo aromatycznie - tak jak w ostatnim moim poście o mleczku do kąpieli z Uber. Tym razem jednak chciałam wam pokazać maseczkę, bo jak być może czytałyście - musiałam odstawić wszelkie peelingi, której w dużej mierze oczyszczały, ale i niszczyły moją skórę. 

Maseczka odżywcza do twarzy marki Uber

Od producenta:
Wypełniona dobrodziejstwami natury pozostawi Twoją skórę ukojoną i odmłodzoną. Połączone ze sobą ekstrakty z odmładzającej Żywicy Olibanowej, kojącej Mandarynki i nawilżającego Awokado sprawią, że skóra będzie intensywnie nawodniona, delikatna i pełna życia. Ochronny ekstrakt Magnolii pozwala zatrzymać wilgoć w skórze, a tym samym wzmacnia ją i uelastycznia.


Kluczowe cechy produktu:
• Dogłębnie nawilża suchą skórę
• Umacnia starzejącą się skórę
• Podnosi i ujędrnia zmęczoną skórę
• Pozostawia skórę cudownie miękką i elastyczną
• Pomaga ustabilizować poziomu kolagenu i elastyny
• Pomaga w odmładzaniu skóry
• Rozjaśnia matową i zmęczoną skórę
• Łagodzi podrażnienia
• Naturalnie antybakteryjne działanie na skórę


Cena i pojemność: 49,90 zł za 30 ml


Moim zdaniem:
Kolejny zapach, przy którym można się rozmarzyć - lekko zmodyfikowana mandarynka - właśnie tak bym go określiła. Zapach jest tak piękny, że przy każdej wizycie w łazience, wącham opakowanie z maseczką - żałujcie, że nie możecie tego poczuć! Co do samej maseczki - kolor, jak widać, ma biały i taki też jest po nałożeniu na twarz. Konsystencja przypomina mi nieco śmietanę, ale świetnie się rozprowadza i nie spływa. Stosowałam ją 5 razy i efekt zawsze taki sam - skóra stała się mega gładka oraz nawilżona i ogólnie dużo lepiej wyglądała :) Na wydajność również narzekać nie mogę, bo wystarczy niewielka ilość, by pokryć twarz i szyję. Jednak ta cena trochę mnie przeraża - 50 zł za maseczkę. Co prawda nie jest to bardzo wygórowana kwota, ale do niskich jednak nie należy - jednak po efektach jakie daje naszej skórze, muszę stwierdzić, że jest warta tej ceny - używałam wielu kremów i maseczek, ale takiego nawilżenia nie doświadczyłam :) Dzień Babci już minął, do maja daleko - ale na Dzień Kobiet byłby to świetny prezent :D


Też tak macie, że wąchacie ciągle kosmetyki, które się wam podobają?
Jaki jest wasz ulubiony zapach?

24 stycznia

Madame LAMBRE - kosmetyki zamknięte w prześlicznych opakowaniach

Madame LAMBRE - kosmetyki zamknięte w prześlicznych opakowaniach
Słyszałyście o takiej marce kosmetycznej?
Jest to nowość na polskim rynku. Na tą chwilę ich produkty możecie znaleźć w sieciach drogerii Hebe oraz w sklepie internetowym http://www.madamelambre.eu/. Ja, miałam tą przyjemność testowania kosmetyków Madame Lambre, więc postaram się wam przybliżyć ich produkty :)


Najbardziej urzekły mnie opakowania - są tak kobiece, że aż chce się je mieć! To nie jest stylowy kawałek plastiku, a przepiękne, kolorowe pudełeczka - na przykład pomadka :


Prawda, że są niesamowite? 
Wyczytałam, że opakowania oraz filozofia marki nawiązuje do romantycznych historii z malowniczych i kobiecych czasów secesji (czyli przełom XIX i XX wieku).

Skoro pokazałam już opakowanie, to czas na pomadkę nr 11:

Ma intensywny i trwały kolor, a przy tym, choć delikatnie, to pięknie pachnie :) Daje uczucie miękkości ust, no i oczywiście świetnie nawilża. W całej ofercie Madame Lambre, mamy do wyboru aż 24 odcienie. Jeśli chodzi o cenę, to 4 gramowa pomadka kosztuje 25 zł. Mało?! Dużo?! ... Myślę, że jest warta takiej ceny, gdyż nie tylko nadaje kolor, ale również chroni nasze usta. Jak informuje producent - Pomadka zawiera oligopeptydy oraz witaminy A,E i F i stanowi dodatkową ochronę wrażliwego naskórka zapobiegając starzeniu się skóry i chroniąc przed negatywnym wpływem promieni słonecznych. Pomadka naprawdę jest godna uwagi! A opakowanie - która z was nie chciałaby mieć takiego w swojej kosmetyczce?! :)

Oczywiście, na dziś to nie koniec - mam dla was jeszcze kredkę oraz cienie :)

Moja ma numer 09, a więc brąz :) Jak widać na grafice - do wyboru mamy aż 10 kolorów, każda kosztuje 15 zł. Kredki są miękkie, więc nie musimy się z nimi siłować, aby namalować kreskę. To duży plus, bo nie lubię męczyć oczu twardymi kredkami :) Mogłoby się wydawać, że skoro miękkie, to mają słabą trwałość - jednak nic bardziej mylnego! Kredka wytrzymała cały dzień bez poprawek na moich powiekach :)


Cienie również mają swój urok - znajduje się na nich logo Madame Lambre :) Do wyboru mamy aż 50 kolorów - mój to nr 45, a jego cena to 11,50 zł. Znajdują się w plastikowych opakowaniach, z których można je wyciągnąć i przełożyć do specjalnych szkatułek, które również znajdują się w ofercie. Cienie testowałam je razem z kredką i przetrwały cały dzień, choć kolor pod koniec stał się mniej intensywny, a więc trwałość z pewnością jest ich zaletą :) Ich prezentowanie się na oku oceńcie same:



Podoba się wam taki delikatny makijaż, który tylko podkreśla oko?
Co sądzicie o opakowaniach - wolicie plastikowe, czy takie kwieciste?
Który kolor kredki do oczu najbardziej się wam spodobał?

23 stycznia

Pink Future, czyli moja nowa miłość - pomadka do ust L'Oreal

Pink Future, czyli moja nowa miłość - pomadka do ust L'Oreal
Odkąd sięgam pamięcią, to unikałam różowego koloru - kojarzył mi się negatywnie, dlatego nie chciałam mieć z nim do czynienia. Jednak taka niepozorna szminka odmieniła moje postrzeganie tego koloru :) Na początku nie mogłam się do niej przekonać, ale gdy pomalowałam usta - stwierdziłam, że ten kolor jednak mi pasuje :)


Szminkę otrzymałam oczywiście dzięki Allekosmetyki.pl - sklep ma spory asortyment z kosmetykami znanych marek i wcale nie są one takie drogie - szminka Colour Riche, którą wam prezentuję jest marki L'Oreal Paris i kosztuje niecałe 10 zł. Ma śliczny, delikatny zapach i jak widać, zawiera malutkie cząsteczki brokatu, przez co usta ładnie połyskują. Muszę przyznać, że pozytywnie zaskoczyło mnie mini lusterko, której znajduje się w zatyczce szminki - przynajmniej usta można dokładnie pomalować :) Co do samych właściwości szminki, to nie wysusza ona ust, a wręcz przeciwnie - z tego, co wyczytałam, to szminka zawiera witaminę E oraz olejki omega-3 i faktycznie, moje usta były bardziej odżywione :) No i oczywiście, trwałość również jest jej zaletą, dlatego śmiało mogę wam ją polecić :)






Przeglądając dalszą ofertę L'Oreala, znalazłam próbki bazy Studio Secrets Professional Primer, o której słyszałam wiele dobrego, a więc byłam bardzo ciekawa efektów, jakie da na mojej cerze :) Cena również była przystępna, bo tylko 0,69 zł za 1 ml, który starcza na 1-2 aplikacji. Coś co mnie zdziwiło - baza nie ma zapachu, choć może to i nawet lepiej. Ma konsystencję musu i delikatnie różowy kolor, który jednak nie wpływa na kolor skóry, ale ją ujednolica i znacznie wygładza, a pory stają się praktycznie niewidoczne. Skóra twarzy w dotyku jest jak świeczka - taka gładka, a zarazem śliska :) No i oczywiście efekt matu utrzymuje się przez cały dzień, a więc kolejne pozytywne zaskoczenie :) Myślę, że ten primer już niedługo zagości w pełnej wersji w mojej kosmetyczce. Gdyby któraś z was chciała go przetestować, to oczywiście próbki dostępne są na stronie allekosmetyki.pl


Na deser zostawiłam sobie bazę pod cienie od Ingrid

Gdyby nie bazy, to ciężkie byłoby moje życie - zwłaszcza z ładnymi, ale nietrwałymi cieniami do powiek, dlatego testowałam tą bazę na najgorszych cieniach, jakie miałam i efekt był zadowalający. Normalnie, cienie mają słaby kolor i po 3-4 godzinach w ogóle go tracą, bo wchodzą w załamania - baza wydobywa mocniejszy kolor z cieni i podwaja trwałość. Cienie wchodzą dalej w załamania, ale w stopniu na tyle minimalnym, że nie robi to większej różnicy. Co do samej bazy - jest bezzapachowa, ma bardzo gęstą konsystencję i jest łatwa w aplikacji. Za 6,5 grama płacimy na allekosmetyki niecałe 15 zł - większość baz jest właśnie w takiej cenie, więc na pewno nie przepłacamy :) 


A tak wyglądał makijaż z bazą po całym dniu:



Macie jakieś kosmetyki z L'Oreala lub Ingrid?
No i oczywiście - co sądzicie o mojej różowej szmince?
Miałybyście odwagę, by pokazać się publicznie w takim kolorku na ustach?

22 stycznia

Mleczko do kąpieli Uber

Mleczko do kąpieli Uber
Szczerze, to nie pamiętam już, kiedy ostatni raz brałam długą, relaksującą kąpiel w wannie ... Ciągle tylko prysznic, prysznic i jeszcze raz prysznic - wynika to chyba z tego, że tempo naszego życia ciągle wzrasta i chcemy wszystko robić szybciej, a więc ograniczamy czas na przyjemności, a przecież relaks jest tak ważny, by móc wypocząć i normalnie funkcjonować!

Co więc zmotywowało mnie do powrotu do długich kąpieli w wannie?! 
Nieziemsko pachnąca i bardzo intrygująca przesyłka od Uber!



Od producenta:
Cudowna "kąpiel piękności" w łagodzącym Yogurtene, serum mleka, równoważy naturalne pH skóry czyniąc kąpiel wspaniałym, uzdrawiającym zabiegiem dla ciała. Pełne dobrodziejstw natury, sprawi, że poczujesz się rozpieszczona i odmłodzona. Ekstrakty z odmładzającego kwiatu Ju Hua oraz ujędrniającego owocu Granatu, wzbogacone o witaminy i minerały, nawilżą Twoją skórę oraz pozostawią ją delikatną, elastyczną i całkowicie zrelaksowaną.

Cena i pojemność: 39,90 zł za 250 ml


Moim zdaniem:
Kąpiel sama w sobie jest relaksująca, a co dopiero, gdy na nasze zmysły działają tak nieziemskie zapachy - dosłownie czułam się jak nowo narodzona. Po takiej kąpieli wróciły mi siły i motywacja do działania! Moja skóra przez kilka godzin miała zapach mleczka i stała się niesamowicie miękka i nawilżona. Jędrność również się poprawiła, a więc w 100% zgadzam się ze słowami producenta :) Jeśli chodzi o cenę, to wydawać by się mogło, że jest wysoka, jednak 250 ml to całkiem sporo mleczka, które w dodatku ma świetną wydajność i naprawdę nie trzeba go wiele dodać do wody, żeby preparat podziałał na naszą skórę :) No i zapomniałam również dodać, że świetnie się pieni - co udało mi się uchwycić na zdjęciu. Ogólnie, polecam wszystkim - a jeśli macie dylemat, co kupić na Dzień Babci, to myślę, że i ona byłaby zachwycona takim mleczkiem :)


Ogólna ocena: 6/6


Ciekawi mnie, co wy preferujecie? 
Szybki prysznic, czy raczej długa kąpiel w wannie?
Macie jakiś ulubiony płyn bądź mleczko do kąpieli?

21 stycznia

The versatile blogger - TAG

The versatile blogger - TAG
Na wstępie, chciałam serdecznie podziękować Chabrowej Ani za wyróżnienie mnie TAGiem:


Każdy nominowany blogger powinien:
  • podziękować nominującemu na jego blogu
  • pokazać nagrodę Versatile Blogger u siebie
  • ujawnić 7 faktów dotyczących samego siebie
  • nominować 10 blogów, które jego zdaniem na to zasługują
  • poinformować o tym fakcie autorów nominowanych blogów.


A więc zaczynamy - 7 faktów o mnie:
  1. Jestem niepoprawną optymistką! :)
  2. Nie lubię imienia Magda, dlatego często zwracam innym osobom uwagę, że mam na imię Magdalena i jeśli ktoś ma zamiar mówić do mnie Magda, to wolę już drugi człon mojego imienia, czyli Lena :D
  3. Mam wysoką krótkowzroczność - jednak odcinam się od okularów i noszę je w ostateczności :) Soczewki są oczywiście moim wybawieniem, bo nigdy w życiu nie zdecydowałabym się na laserową korekcję wzroku :)
  4. Nie znoszę Walentynek! Od ponad 3 lat jestem w związku, ale to 'święto' jest dla mnie zbyt komercyjne, nastawione tylko na zyski ze sprzedaży gadżetów dla zakochanych, a jeśli się kogoś kocha, to okazuje się mu to cały rok, dlatego im bliżej Walentynek, tym mój poziom irytacji wzrasta!
  5. Uwielbiam oglądać horrory i komedie romantyczne, za to czytam książki tylko i wyłącznie fantasy :)
  6. Pół roku temu zostałam szczęśliwą posiadaczką prawa jazdy kat. B i skaczę ze szczęścia, gdy widzę nowe zasady zdawania prawka :D
  7. Odkąd pamiętam, jestem wierną fanką Chelsea Londyn - stąd pierwsza część mojego nicku, no i oczywiście zamiłowanie do niebieskiego koloru :)

Nominacje ode mnie otrzymują:
Julia Natalia

21.01.2013 - nominację otrzymałam również od 92ana - dziękuję serdecznie :)
22.01.2013 - kolejna nominacja, tym razem od Ivette - dziękuję :*
1.02.2013 - po raz czwarty już otrzymałam nominację - od Kasi - dziękuję :)

20 stycznia

Czy naturalne - znaczy lepsze? Kremy do twarzy - Lavera

Czy naturalne - znaczy lepsze? Kremy do twarzy - Lavera
Od jakiegoś czasu panuje moda na wszystko co jest naturalne. Powstaje coraz więcej sklepów ze zdrową żywnością, gdzie ceny są przynajmniej raz wyższe i faktycznie - odbija się to na jakości i zdecydowanie na naszym zdrowiu, gdyż nie pakujemy w siebie tych wszystkich konserwantów, barwników itp. ... Podobnie jest z kosmetykami, w których naturalne składniki są na 1. miejscu - kosmetyki, mimo że są droższe, to nie szkodzą naszej skórze, choć nie zawsze do niej pasują - o czym za chwilę przeczytacie :)

Dziś postaram się poszerzyć waszą wiedzę o kilka kosmetyków Lavery, która produkuje naturalne kosmetyki wegańskie bez konserwantów :)

Zielona próbka - lekki fluid do cery tłustej i zanieczyszczonej z wyciągiem z bio-mięty i bio-łopianu, za 30 ml płacimy 47 zł; fluid ma delikatnie zielony kolor i miętowy zapach, ma średnio gęstą konsystencję, ale za to jest bardzo wydajny i szybko się wchłania. Muszę przyznać, że działanie pozytywnie mnie zaskoczyło - zaraz po nałożeniu czuć przyjemny chłód i nawilżenie, a skóra staje się bardziej jędrna i wygładzona. Ocena 4/6 - dla osób lubiących naturalne kosmetyki - polecam, jednak osobiście nie kupiłabym tego fluidu.

Fioletowa próbka - przeciwzmarszczkowy krem na dzień do cery dojrzałej, za 30 ml płacimy 78 zł, krem oczywiście oddałam mamie, która była z niego zadowolona - stwierdziła, że krem świetnie wygładza cerę, ma ładny delikatny zapach i również daje uczucie chłodu. Ocena 5/6

Różowa próbka - krem nawilżający z wyciągiem z bio-dzikiej róży i bio-orzecha makadamii, 30 ml za 63 zł, krem ma intensywny zapach dzikiej róży, za którym raczej nie przepadam. Jedyny plus jaki zauważyłam - szybko się wchłania i dobrze nawilża, jednak skóra po nim staje się nieprzyjemnie lepka. Po pół godziny moja twarz wyglądała tak, jakby była spocona - hmm ... jest zima, a siedzenie przed laptopem to marny wysiłek, więc krem raczej nie podziałał tak, jak należy. Myślę, że do skóry suchej byłby dobry, a na mojej mieszanej źle się sprawował - jednak takiej informacji na stronie producenta nie ma, a szkoda :( Ocena 1/6

Niebieska próbka - krem nawilżający przeciwstarzeniowy z koenzymem Q10, za 50 ml płacimy 56 zł; zapach całkiem mi się spodobał - delikatny, trudno mi jednak go do czegoś porównać. Do gustu przypadła mi również gęsta konsystencja, która świetnie nadaje się do aplikacji. Krem szybko się wchłania i nawilża skórę. Ja stosowałam go pod puder i muszę przyznać, że te dwa kosmetyki świetnie się stapiały, dając naturalny efekt. Ogólnie do kremu nie mam zastrzeżeń - mogę polecić osobom z mieszaną cerą. Ocena 5/6


Czy naturalne - znaczy lepsze?
Dla jednych - tak, dla innych - nie ... 
Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie, dlatego z chęcią poczytam Wasze opinie :)

Moim zdaniem, jeśli chodzi o kosmetyki, to jest to dla mnie bez różnicy, sztuczne lepiej działają, bardziej niszczą cerę, dużo mniej kosztują - a naturalne wręcz na odwrót. Jednak naturalne jedzonko - jak najbardziej jest lepsze, mimo wyższych cen!

19 stycznia

Miłość do jazz'ówek - moje ulubione buty

Miłość do jazz'ówek - moje ulubione buty
Ostatnio miałam wielki dylemat co kupić - buty zimowe, czy jednak jazzówki - oczywiście zdecydowałam się na czarne jazzówki :) Uwielbiam styl tych butów, jednak na swoją premierę będą musiały poczekać do wiosny - jak na razie chodziłam w nich chwilę po domu i muszę przyznać, że są mega wygodne :)

W tym stylu mam również inne buty - kupione (mniej więcej) rok temu jazzówki na koturnie, również bardzo wygodne, choć nie polecam iść w nich 10 km :D raz mnie to czekało - spóźniłam się na najpóźniejszego busa i o godzinie 23 musiałam iść te 10 km do domu - niezły trening, ale nóg w połowie drogi już nie czułam :D


Moje buty zimowe, które już wam pokazywałam, również są w podobnym stylu - choć jazzówkami nie są :)

A wy macie jakiś swój ulubiony styl?

18 stycznia

Guma do żucia - czyli ciekawostki, które powinny was zainteresować :)

Guma do żucia - czyli ciekawostki, które powinny was zainteresować :)
Zastanawiałyście się kiedyś nad pozytywnym i negatywnym wpływem życia gumy na nasz organizm? Kiedyś było mi to obojętne, ale ostatnio zaczęłam czytać etykiety i was też do tego zachęcam!


Spożycie w nadmiernych ilościach może wywołać efekt przeczyszczający - wiedziałyście o tym? Większość producentów gum nas o tym nie informuje, a jeśli już, to informacje są napisane drobnym druczkiem, dlatego wielki plus dla Orbita, że wyszczególnia nam tą informację :) Jednak nie ma się co martwić - ostatnio w ciągu jednego dnia wyżułam pół opakowania i nic mi nie było :)

Z bardzo ciekawych rzeczy, które wyczytałam:
Oprócz odświeżenia oddechu, zwiększa wydzielanie śliny i soków trawiennych, zmniejszania napięcia nerwowego, redukuje stres, utrzymuje prawidłową higienę jamy ustnej, powoduje rozrost mięśni szczękowych, zapobiegania próchnicy zębów, zaspokaja głód, pomaga spalić zbędne kalorie, a nawet wpływa na inteligencję. Szukałam oczywiście więcej informacji na ten temat i udało mi się dotrzeć do najnowszych badań, które wykazują, że żucie gumy przez dzieci wpływa na rozwój inteligencji. Dzięki procesowi żucia zwiększa się poziom dotlenienia mózgu, co w dłuższym okresie czasu usprawnia jego działanie. Badania wykazały, iż dorośli, którzy w dzieciństwie żuli dużo gumy, mają statystycznie wyższy iloraz IQ niż ci, którzy od niej stronili.

Pewnie pamiętacie mój spory zapas gum Orbit, który dostałam od producenta, czyli Wrigley :) Zjedzenie tego wszystkiego w miesiąc byłoby dla mnie wersją hard, dlatego moja rodzina bardzo się ucieszyła z dodatkowych prezentów :) 
Duże opakowania, zawierające 25 drażetek, mają hermetyczne zamknięcia, więc gumy są dłużej świeże - oczywiście do wyboru mamy wiele smaków 
- Orbit Spearmint [pierwsze 3 opakowania od lewej], czyli łagodnie miętowa
- Orbit White [od prawej strony] wersja niebieska, czyli świeża mięta - smak jest bardzo intensywny i mega odświeża, zdecydowanie tą wersję polubiłam najbardziej :)
- Orbit White wersja zielona - łagodna mięta 

Pierwszą od góry gumą Strong Mint zajadam się właśnie w tej chwili - ma mocno miętowy smak 
Niebieska, czyli Peppermint - również ma smak mocnej mięty, a właśnie taki lubię najbardziej :) w opakowaniu znajduje się 10 drażetek, White Spearmint opisywałam już powyżej :)
Apple - mimo że guma jest bezcukrowa, to jednak ma słodki smak - oczywiście jabłkowy
White Fruit - wieloowocowa :) Polecam każdemu - ten smak jest po prostu świetny!

Guma w listkach o smaku wiśniowym - była tak pyszna, że po 3 dniach opakowanie było już puste, na szczęście zdążyłam zrobić zdjęcie :) 

Truskawkowej gumy została mi już końcówka - w opakowaniu znajduje się 14 pasków - też polecam spróbować, a może któraś z was już żuła tą gumę?

I na koniec - mój ulubieniec:
Klasyczna guma Orbit dla dzieci o smaku owocowym, którą pamiętam doskonale z mojego dzieciństwa - we pewnie też?! Cena sugerowana przez producenta, to 1,20 zł za 5 listków - czyli stosunkowo tania i zdrowa przekąska :) na pewno lepsza niż chipsy!

Przyznam szczerze, że obecnie przerzuciłam się na mocno miętowe gumy, jednak lubię czasami porobić balony - ze zwykłych gum trzeba się sporo namęczyć, by wyszedł chociażby malutki :)Ta guma jest idealna do robienia balonów - wychodzą duże (niekiedy aż za duże - bo muszę je zdrapywać z nosa) i nie pękają aż tak szybko :)

A jakie są wasze ulubione gumy?
Które z powyższych miałyście okazję już spróbować?

15 stycznia

Krem na noc, Niszcz pryszcz - DLA, opinia

Krem na noc, Niszcz pryszcz - DLA, opinia
Trudno jest ograniczyć coś, co się lubi - ale czasami, w ramach eksperymentu, jest warto! Przez ostatnie 1,5 miesiąca w odstawkę poszły ostre przyprawy i moje ulubione peelingi - a wszystko to, by sprawdzić, czy stan mojej cery się poprawi ...

[do cery tłustej/mieszanej]

Do testów od DLA Kosmetyki otrzymałam krem na noc - Niszcz Pryszcz
- Pojemność : 30 g
- Cena : 15 zł
- Zapach : ziołowy
- Na naparze z wierzby i krwawnika
Każdej nocy podczas snu krem:
  • reguluje proces keratynizacji, udrażnia ujścia mieszków włosowych, przez co w efekcie zmniejsza ryzyko powstawania zaskórników
  • hamuje rozwój bakterii
  • zapewnia odbudowanie naturalnej bariery hydrolipidowej
  • pobudza odnowę komórkową
  • pozostawia skórę gładką, delikatną oraz doskonale nawilżoną.


Moim zdaniem:
Na początku nie podobał mi się zapach kremu, jednak się do niego przyzwyczaiłam i przestał mi on przeszkadzać. Konsystencja jest idealna - nie za rzadka i nie za gęsta, a więc krem doskonale się rozprowadza i jest bardzo wydajny. Krem znajduje się w poręcznym opakowaniu z dozownikiem, który bardzo przypadł mi do gustu, bo zawsze mogę nabrać taką samą ilość. Jeśli chodzi o efekty - to muszę przyznać, że po pierwszej nocy spędzonej z kremem na twarzy, byłam bardzo pozytywnie zaskoczona. Moja twarz świetnie się wygładziła, nawilżyła i koloryt stał się jednolity - a z tym zawsze mam największy problem. Z każdym kolejnym dniem, efekty były coraz mniej widoczne, bo moja twarz wyglądała coraz to lepiej. Muszę przyznać, że mój nocny ideał został odnaleziony - z pewnością nie potrzebuję innego kremu niż ten! Jednak dalej trwają poszukiwania mojego idealnego kremu na dzień - zapewne, w niedługim czasie dokupię wersję dzienną Niszcz Pryszcza, bo jest wart swojej ceny, a nawet mogłabym powiedzieć, że cena w stosunku do jakości jest niska :) 


A wy macie jakiś swój idealny krem?
Stosujecie jeden na dzień i na noc, czy macie dwa osobne kremy?
Słyszałyście wcześniej o tym kremie?

14 stycznia

Water Marble - czyli o niedzielnej zabawie z wodą

Water Marble - czyli o niedzielnej zabawie z wodą

O Water Marble, czyli zdobieniu paznokci za pomocą wody chyba większość już słyszała :) Od dawna zbierałam się do stworzenia takiego mani, ale nigdy nie miałam czasu bądź chęci, ale niestety dopadła mnie niedzielna, wieczorna nuda, więc postanowiłam ją wykorzystać :D Nie będę pisać tutorialu - bo są ich tysiące, więc jeśli ktoś chce się nauczyć Water Marble to polecam filmiki na YT :)
..............
Przechodząc jednak do mojego manicure'u - na początek pomalowałam paznokcie odżywką, później szarym lakierem z Lovely (z kolekcji Must Have) :
a następnie zaczęłam się bawić w tworzenie wzorków na wodzie i po odbiciu ich na paznokciach - otrzymałam coś takiego :



Ta metoda zdobienia paznokci bardzo przypadła mi do gustu, więc na pewno nie pierwszy i nie ostatni raz bawiłam się lakierami i wodą :) Jednak ta metoda jest bardzo czasochłonna - samo oklejanie paznokci taśmą zabiera bardzo dużo czasu - jednak jest warto :)

A wy próbowałyście kiedyś pomalować paznokcie metodą wodną?
Copyright © Rainbow Beauty Blog , Blogger