Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Love Me Green. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Love Me Green. Pokaż wszystkie posty

01 maja

Projekt Denko : Kwiecień 2015

Projekt Denko : Kwiecień 2015
Nareszcie długi, majowy weekend! Planuję aktywnie spędzić ten czas, więc przez kilka dni będę offline :) Mam dla Was jednak denko - tym razem niestety się nie popisałam, a denko okazało się być najsłabsze w całej historii. Kwiecień był dla mnie miesiącem, w którym otworzyłam większość nowych kosmetyków, a więc pokaźniejsze zużycia pojawią się dopiero w maju i czerwcu :)

W kwietniu do kosza trafiły :

28 marca

Nowości miesiąca : Marzec 2015

Nowości miesiąca : Marzec 2015
Ten miesiąc był dla mnie niezwykle trudny, dlatego nie miałam głowy do zakupów. W Rossmannie pojawiłam się tylko z konieczności, ale mimo to, trochę nowości się nazbierało :) Przede wszystkim - wygrałam śliczne kolczyki u Izy :


26 marca

Love Me Green - Energising Body Scrub & Odylique - Coconut Candy Body Scrub

Love Me Green - Energising Body Scrub & Odylique - Coconut Candy Body Scrub
Wczoraj popołudniu w końcu doczekałam się biopsji tarczycy. Choć oddycha mi się lepiej, to jednak trzy nakłucia sprawiły, że moje gardło i szyja są całe obolałe. Teraz znów tydzień niepewności w oczekiwaniu na wyniki. Pozostaje mi jedynie modlić się, by nie były to komórki nowotworowe ... Tak czy inaczej - czeka mnie operacja usunięcia tarczycy :(

Ale teraz czas na coś przyjemniejszego - organiczny, energetyzujący peeling do ciała :


03 sierpnia

Próbki Love Me Green

Próbki Love Me Green
Wybaczcie mi, że na blogu kosmetycznym zajmuję się ... MRÓWKĄ ... ale jak żyję na tym świecie już prawie 20 lat, to czegoś takiego nigdy nie widziałam ... I nie wiem, czym mam się śmiać czy płakać - podziwiać czy uciekać ...


Wczoraj siedziałam spokojnie pisząc posta, kiedy nagle do pokoju wpadła moja mama krzycząc "Zobacz co mam!" - od zawsze sceptycznie byłam nastawiona, gdy słyszałam te słowa ... Jednak tym razem o mało oczy nie wyskoczyły mi z orbit! Akurat miałam pod ręką aparat, więc szybko zrobiłam zdjęcia - przystawiłam palec, by było porównanie ... Mrówka, która powinna mieć co najwyżej 0,6 cm ... miała prawie 2 cm! To naprawdę jakiś okaz, który jest długości mojego paznokcia - a jeśli kogoś interesuje dalszy los tej mrówki - to została ona odstawiona przez moją mamę, w miejsce, z którego ją zabrała :)

A teraz - w końcu coś kosmetycznego :) Chcę już zakończyć temat próbkowania Love Me Green, więc przygotowałam dla was dwie ostatnie mini-recenzje. Tym razem będą to balsamy do ciała :

oraz ich opisy ze składem :

Nawilżający krem do ciała z masłem Shea/Karite - 8 ml próbka starczyła mi na jedno użycie, ale za to na całe ciało. Zapach był bardzo przyjemny - niczym lody truskawkowo-waniliowe :) Konsystencję tego kremu zaliczyłabym raczej do gęstych, ale jednak wydajnych! Poza tym, szybko się wchłaniał i nie pozostawiał na skórze tłustego filmu - przez co nie brudził ubrań :) Poziom nawilżenia był wysoki i utrzymał się przez cały dzień. Ogólnie, poza tym, że krem jest organiczny, to nie wykazuje żadnych specjalnych cech - jego cena jest wysoka, dlatego polecam jedynie fanom naturalnych kosmetyków :)

Pełnowymiarowy produkt : 200 ml w cenie 99,90 zł 

Wyszczuplający krem do ciała z zieloną herbatą - krem o właściwościach bardzo podobnych do poprzednika - gęsty, szybko się wchłania, bardzo dobrze i na długo nawilża i nie jest tłusty. Ten krem ma jednak ziołowy zapach, który nie przypomina zielonej herbaty. Trochę żałuję, że nie mogłam sprawdzić jego wyszczuplających właściwości, bo na wstępie zapowiadał się lepiej niż kremik z Shea.

Pełnowymiarowy produkt : 200 ml w cenie 119,90 zł

I na tym kończy się moja przygoda z marką Love Me Green, której produkty niestety są bardzo drogie, a jedyne, w co byłabym w stanie zainwestować, to kremy do twarzy, które faktycznie są warte swojej wygórowanej ceny :)

20 lipca

Pat&Rub vs. Love Me Green - saszetkowe kremy do rąk

Pat&Rub vs. Love Me Green - saszetkowe kremy do rąk
Dziś mam dla was dwie, krótkie recenzje - bo w końcu o miniaturkach dużo powiedzieć się nie da, ale jednak myślę, że warto zaznaczyć, że takowe produkty istnieją :)

Pat&Rub - naturalny, rewitalizujący balsam do rąk z żurawiną i cytryną

Pełnowymiarowe opakowanie: 100 ml za około 40 - 50 zł

Balsam ma nieziemsko energetyzujący zapach - najbardziej wyczuwalna jest oczywiście cytrynka, a żurawina bardzo ładnie ją dopełnia. Niestety, balsam jest tłusty - co zawsze niezmiernie mnie irytuje, bo czego się dotknę, to od razu ubrudzę ... Mimo że wchłania się stosunkowo szybko, to jednak nie do końca.


Od producenta + składniki  ->

Ogólnie, użyłam go tylko raz (na noc). Rano wygląd moich dłoni bardzo pozytywnie mnie zaskoczył - były wygładzone, a skóra dużo bardziej elastyczna. Efekt taki utrzymał się niestety tylko do czasu pierwszego umycia rąk - podkreślam, że stosowałam tylko 2 ml, więc nie wiem jak długotrwały byłby efekt po wielokrotnym i systematycznym używaniu tego preparatu :)

Podsumowując, balsam ma bardzo dobry wpływ na moje dłonie, poza tym jest organiczny - stąd zapewne jego wysoka cena. Nie sądzę jednak, bym inwestowała w krem do rąk 50 zł - skoro mogę kupić coś dużo lepiej działającego i co najważniejsze - nie natłuszczającego, za kilka zł ;)



Czas na drugiego bohatera 'dzisiejszego odcinka' - jest to 4 ml próbka organicznego kremu rewitalizującego od Love Me Green.

 Pełnowymiarowe opakowanie: 75 ml za 49,90 zł

Jestem osobą, która najpierw zwraca uwagę na zapach - a dopiero później na szczegóły i całą resztę. W wypadku tego kremu - zapach był dramatyczny (choć to delikatnie powiedziane). Gdy powąchałam tego kremu, to mdliło mnie przez kolejne 10 minut ... Niestety na dłoniach zapach utrzymywał się dużo dłużej, co doprowadzało mnie do szału, dlatego z 4 ml zużyłam może 1 ml, a reszty wcale nie było mi żal wywalić do kosza!




Co do właściwości tego kremu - to z pewnością szybko się wchłania, wygładza i nawilża dłonie. Na szczęście nie jest tłusty, ale pozostawia po sobie uczucie lepkości ... i ten zapach ... Jestem przekonana na 100%, że nigdy w niego nie zainwestuję.

03 lipca

Love Me Green? Yes, I love you!

Love Me Green? Yes, I love you!

Muszę przyznać, że każdy kolejny kosmetyk tej marki podbija moje serce. Mimo iż nie jestem jakąś zagorzałą fanką organicznych preparatów, to po zużytej próbce - mam ochotę na więcej. Nie przeraża mnie nawet wysoka cena, bo w końcu lepiej jest mieć jeden porządny krem, niż 10 beznadziejnych ...

W każdym razie - dziś chciałam zaprezentować wam dwie próbki. Pierwsza, jak widać, to regenerujący krem na dzień z olejkiem z granatów.

4 ml starczyły mi na 5 aplikacji, a więc krem ma dosyć dobrą wydajność. Ogólnie, szybko się wchłania i nie pozostawia na skórze tłustego filmu. Zauważyłam też efekt delikatnego matowania skóry i bardzo dobrego, długotrwałego nawilżenia. Poza tym, krem jest świetną bazą pod makijaż i ma przepiękny, kwiatowo-owocowy zapach.

Organiczny peeling do twarzy z olejkiem z pomarańczy i pudrem z ziaren agranu. No cóż, typowego pudru te ziarenka nie przypominają, jednak są na tyle małe, że peeling zaliczyłabym do tych delikatnych. Ogólnie, jestem zadowolona z wygładzenia i oczyszczenia twarzy po zastosowaniu tego peelingu - jednak mimo wszystko nie kupiłabym jego pełnowymiarowej wersji, gdyż znam wiele preparatów o lepszym działaniu i dużo niższej cenie. Dla maniaczek organicznych kosmetyków byłby z pewnością udanym zakupem :)

30 czerwca

Projekt Denko - czerwiec 2013

Projekt Denko - czerwiec 2013

Z powodu mojego 3-tygodniowego wyjazdu czerwcowe denko nie należy do jakichś bardzo obfitych, jednak parę kosmetyków udało mi się zdenkować i oto one :

Acne Expert (Dermedic) - tonik głęboko oczyszczający - Recenzja
Krem rozświetlająco-nawilżający na dzień (Olay) - Recenzja

Płyn do soczewek Evo2Lution - 360 ml kosztuje 32 zł, a więc jest stosunkowo tani, a działa całkiem dobrze. Stosuję go od dawien dawna i nigdy mnie nie zawiódł - bardzo dobrze radzi sobie z osadami białkowymi. Nie wpływa na podrażnienie oczu. Z pewnością bardziej przypadł mi do gustu niż ReNu z Bausch&Lomb :)

Nawilżająco-rozświetlający krem na dzień (Avon Solutions) - posiada filtr SPF30, a na temat samego kremu napiszę tylko tyle - tak go kochałam, że zużyłam może 10 ml z 50, a później krem nie ujrzał już światła dziennego. Dopiero teraz, gdy robiłam porządek w kosmetykach i sprawdzałam daty ważności, to bez wahania go wyrzuciłam. Z tego co pamiętam, to dobrze nawilżał i przez chwilę dawał ładny efekt rozświetlenia, jednak po chwili moja twarz wyglądała tak, jakbym ją olejem posmarowała ...

Zmywacz do paznokci - takie zmywacze kupowane w spożywczaku, są droższe od tych drogeryjnych, a na moje paznokcie działają tak, że aż płakać się chce, dlatego jestem szczęśliwa, że już nigdy więcej go nie będę musiała używać 

Na koniec - poświęcę trochę czasu próbce kremu z Love Me Green :


Love Me Green pod względem medialnym dopiero zaczyna istnieć na polskim rynku. W swojej ofercie mają organiczne kosmetyki, których ceny są dosyć wysokie. Na szczęście prowadzili ostatnio akcję, dzięki której można było zdobyć próbeczki - i tak oto trafił do mnie krem na noc :) 

Stosowałam go przez 4 noce z rzędu i muszę przyznać, że mam ochotę kupić jego pełnowymiarowe opakowanie! Krem ma słodki miodowo-migdałowy zapach, szybko się wchłania. Rano, moja cera wyglądała o niebo lepiej - była nawilżona, wygładzona i bardzo dobrze zmatowana :)


A wy miałyście okazję stosować kosmetyki Love me green?

Copyright © Rainbow Beauty Blog , Blogger