14 lutego

Cynamonowo miodowe naleśniki beztłuszczowe z walentynkowym ♥ przesłaniem

Cynamonowo miodowe naleśniki beztłuszczowe z walentynkowym ♥ przesłaniem


Dziś Walentynki, a więc dzień szczególny dla wielu par ... Niestety, mi Walentynki kojarzą się negatywnie - ze skomercjalizowanym świętem i bieganiem po sklepach za prezentami, by później dać je ukochanej osobie i mieć rok wolnego ...

Choć Walentynki mnie irytują, to obchodzę je na swój własny sposób - po prostu spędzam ten dzień z chłopakiem, a wieczorem romantyczny spacer do naszej ulubionej pizzerii, czyli nic szczególnego.

Ponieważ lubię wolny czas spędzać w kuchni, to bez słodkiego obiadu się nie obejdzie - moja tegoroczna propozycja to cynamonowo-miodowe naleśniki :) Chyba nie muszę tłumaczyć, że jestem uzależniona od cynamonu, dlatego dodaję go do wszystkiego :)

Do składników można dodać jeszcze proszku do pieczenia - ja jednak unikam chemii, więc czasami jako spulchniacz stosuję gazowaną wodę mineralną :)

Sposób przyrządzenia :
Ponieważ unikam tłuszczu, dlatego naleśniki zawsze smażę na patelni teflonowej, bo wtedy nic nie przywiera, a naleśniki można usmażyć beztłuszczowo :)

Jest też drugi sposób na wykonanie sercowych naleśników

A Wy szykujecie coś na Walentynki?
Jak zamierzacie spędzić ten dzień? :)

13 lutego

Leżę i pachnę, czyli o ulubionym zapachu Tooty Musk

Leżę i pachnę, czyli o ulubionym zapachu Tooty Musk
Od zawsze przyzwyczajona byłam do perfum z atomizerem, dlatego bardzo zaciekawiły mnie perfumy w kremie, bo z takimi do czynienia jeszcze nigdy nie miałam :)


Arabskie perfumy w kremie Tooty Musk trafiły do mnie podczas październikowego spotkania w Krakowie, a ponieważ wyglądały tak niepozornie i miały arabskie szlaczki na opakowaniu, to zabrałam się za ich testowanie dopiero po zdenkowaniu moich ulubieńców :)

Trochę faktów o nich :
Producent : Al-Rehab
Cena : około 20 zł
Pojemność : 10 g
Dostępność : TUTAJ

Skład : Vaseline, Perfume
Wyprodukowano w : Arabii Saudyjskiej
Data ważności : 36 miesięcy od otwarcia


Moim zdaniem : Opakowanie jest bardzo lekkie, bo plastikowe - niestety wygląda trochę tandetnie, ale za to skrywa w sobie orientalny skarb. Perfumy mają obłędny zapach - tajemniczy, słodki, ale nie mdlący. Przypomina on malinę z delikatną nutą róży, a więc zakwalifikowałabym go do owocowo-kwiatowych :)

Perfumy w kremie, a dokładniej w wazelinie - nie podrażniają skóry i nie uczulają. Są mega wydajne, a trwałość zapachu jest zadowalająca - utrzymują się nawet cały dzień i pachną tak samo intensywnie, jak zaraz po aplikacji :) 

Po prostu, tego nie da się opisać - to trzeba poczuć! 


12 lutego

Bergamota & Limonka, czyli umilacze kąpieli

Bergamota & Limonka, czyli umilacze kąpieli

Mieszkając w Krakowie o niczym tak nie marzę, jak o powrocie do domu na weekend i relaksie w wielkiej wannie pełnej ciepłej wody z dodatkiem aromatycznego płynu.

Ostatnio udało mi się namierzyć nowego, kąpielowego ulubieńca o świeżym zapachu, który wręcz dodaje mi energii po ciężkim tygodniu, czyli Olejek kąpielowy Pomarańcza bergamota & Limonka z serii Body Care

Producent : Elfa / Green Pharmacy
Cena : 10 zł
Pojemność : 250 ml
Dostępność : Rossmann
Konsystencja : gęsty żel
Zapach : świeży, limonkowy

Od producenta / Sposób użycia / Skład (INCI)  :

Moim zdaniem : Ten produkt z prawdziwym olejkiem zbyt wiele wspólnego nie ma, ale może to i dobrze, bo wersja żelowa bardziej przypadła mi do gustu. Testowałam go zarówno w wannie, pod prysznicem, a także do moczenia stóp - i zawsze sprawdzał się świetnie. 

Do wanny wlewałam przeważnie 5 zakrętek, by wytworzyła się piana. Oczywiście, całą łazienkę wypełniał przepiękny, świeży zapach, który utrzymywał się jeszcze przez kilka następnych godzin. Pachniała również i moja skóra, a poza tym była miękka, delikatnie natłuszczona i nawilżona, a ja czułam się zrelaksowana i pełna energii po kilkudziesięciu minutach leżenia w wannie :)

Olejek świetnie sprawdzał się też w roli zwykłego żelu pod prysznic. Niewielka jego ilość dawała bardzo dużo piany, która oczyszczała ciało - delikatnie je nawilżając :) Niestety, zapach szybko ulatniał się ze skóry, dlatego wolałam kąpiele z tym preparatem :)


Miałyście okazję już go poznać? :)
Jaki jest Wasz kąpielowy ulubieniec?

11 lutego

Spotkanie blogerek - Sucha Beskidzka 2014 cz. II

Spotkanie blogerek - Sucha Beskidzka 2014 cz. II
Czas w końcu się pochwalić - a jest czym, bo po spotkaniu w Suchej znów wróciłam do domu z torbą pełną kosmetyków :) Pomału zaczyna mi już brakować miejsca na półkach z kosmetykami, dlatego systematycznie będę Was obdarowywać, bo w końcu - co za dużo, to niezdrowo, a dzielenie się sprawia mi dużo przyjemności :)

Na początek, kilka słów o ciekawej inicjatywie - paczek niespodzianek :) Każdej z nas została przydzielona jedna osoba, której miałyśmy kupić prezent - najlepsze w tym wszystkim było to, że tylko organizatorka wiedziała, kto komu robi niespodziankę :) 

Tak więc, od tajemniczej osoby dostałam taki oto prezent - 4 śliczne lakiery, w dodatku 2 z nich miałam ochotę kupić, więc moja lista Rossmannowskich zakupów nieco się zmniejszyła. Najbardziej jednak ciekawa jestem kuli do kąpieli z Vedary, więc niedługo zafunduję sobie odprężającą kąpiel :)


Od Eveline Cosmetics otrzymałyśmy aż 7 lakierów (większość czerwonych) oraz balsam do ciała pod prysznic i termoaktywne serum wyszczuplające, którego jestem bardzo ciekawa, bo z serii Slim Extreme 4D testowałam już wiele świetnych produktów :)


Soraya uraczyła nas żelami pod prysznic - tym razem wpadła mi w ręce wersja czekoladowa. Ponadto w mojej torebce wylądował peeling orzechowo-morelowy oraz podkład matujący, a także dwaj ulubieńcy mojej mamy, czyli krem i serum z kwasem hialuronowym.


Od Rimmel London tym razem dostałyśmy tusz z mega zakręconą szczoteczką, a od MakeMeBio - pomarańczowy krem, o mega przyjemnym zapachu :)


Najbardziej z wszystkich zaciekawiły mnie kosmetyki nieznanej mi do tej pory marki Subrina - czyli szampon i loton do włosów. Od Flos-Leku dostałyśmy zimowe upominki, czyli pomadkę ochronną, tłusty krem, żel do powiek i pod oczy oraz balsam do ciała :)


Na koniec - trochę kolorówki, czyli piękna czerwona pomadka, zielony lakier i brązowa kredka - jaką uraczyła nas marka Paese oraz niebieski lakier, puder brązujący, czarna kredka oraz tusz do rzęs od Pierre Rene (i MIYO) :)

Sporo się tego nazbierało, dlatego na dzień kobiet możecie liczyć na kolejną niespodziankę :)


10 lutego

1 rozmiar mniej?! - Slim Extreme 4D, Intensywne serum redukujące tkankę tłuszczową

1 rozmiar mniej?! - Slim Extreme 4D, Intensywne serum redukujące tkankę tłuszczową
Czasami wierzę w cuda - jeśli jednak chodzi o producentów kosmetyków, to te cuda rzadko się zdarzają ... Z tego też powodu, sceptycznie podchodzę do wszelkiego rodzaju obietnic - typu "zmniejsza obwód brzucha o 1 rozmiar" ... Ćwiczenia, dieta - tak! Ale balsam?!

Gdy widzę takie napisy, to po prostu w nie nie wierzę. Dlaczego więc kupuję takie produkty?! A dlatego, że wszystko, co wyszczuplające bądź antycellulitowe - ma ujędrniającą moc i pozytywnie wpływa na moje ciało :)

Do tego specyfiku podeszłam z wielką rezerwą, ponieważ jego poprzednik wywołał u mnie reakcję alergiczną i całe moje ciało wyglądało jak podczas ospy ...

Na szczęście, Intensywne serum redukujące tkankę tłuszczową z serii Slim Extreme 4D z efektem chłodzącym i technologią 'A Size down' mnie nie uczuliło :)

Producent : Eveline Cosmetics
Cena : 22 zł
Pojemność : 150 ml
Dostępność : Drogerie Rossmann

Od producenta :

Konsystencja : średniej gęstości, nielejący
Zapach : mentolowy

Skład (INCI) :

Moim zdaniem : Balsam ma działanie 48h (wg. producenta), dlatego stosowałam go raz na 2 dni i starczył mi na cały miesiąc, więc do wydajności nie mam zastrzeżeń. Jego działanie dało się odczuć po kilkudziesięciu minutach, kiedy to zaczynał działać bardzo przyjemny efekt chłodzący, który utrzymywał się przez około pół godziny. Bardzo wielką zaletą tego balsamu było również to, że wchłaniał się w mgnieniu oka i nie brudził ubrań :)

A teraz najważniejsze, czyli jak to jest z tym 1 rozmiarem mniej?! Ano właśnie nie jest - to chyba nikogo dziwić nie powinno :) Dzięki balsamowi nie schudniemy, ale za to zyskamy dużo bardziej jędrną i nawilżoną skórę, która z każdym tygodniem wygląda coraz lepiej. Jeśli dołożymy do tego zdrowe odżywianie + ćwiczenia, to efekt może być rewelacyjny, ale ktoś kto kupuje ten balsam tylko dlatego, że chce zgubić parę cm, a nie ma zamiaru trochę bardziej się wysilić, to niestety bardzo się zawiedzie ;)


Miałyście już okazję wypróbować ten balsam?
A może nie lubicie tego typu specyfików? :)

09 lutego

Spotkanie blogerek - Sucha Beskidzka 2014 cz. I

Spotkanie blogerek - Sucha Beskidzka 2014 cz. I
Dla większości osób, niedzielny wieczór służyć ma odpoczynkowi przed rozpoczynającym się, nowym tygodniem - tak więc nie będę Was zasypywać masą tekstu, a po prostu zapraszam do oglądania :)


W minioną sobotę (8 lutego) spotkałyśmy się w Pizzerii 102 w Suchej Beskidzkiej, w całkiem sporym, bo aż 18-osobowym gronie Większość dziewczyn miałam okazję poznać już wcześniej - podczas październikowego spotkania w Krakowie.

A oto cała nasza paczka :


Ponieważ nie samymi kosmetykami bloger żyje, to nasze spotkanie zaczęło się od zamówienia pizzy, która nie dość, że była całkiem tania, to dodatkowo bardzo smaczna :) A moja mina na poniższym zdjęciu - bezcenna! :)


Gdy już sobie pojadłyśmy, popiłyśmy i pogadałyśmy, to nadszedł czas na rozdawanie prezentów, które same dla siebie przygotowałyśmy, tak więc każda dostała indywidualną, choć anonimową paczkę :) W roli Św. Mikołaja wystąpiła nasza organizatorka, czyli Kornelia - a Śnieżynką została Iwona, która bardzo sprawnie rozdawała upominki :)


Nie obeszło się bez testowania i zachwytów nad Tangle Teezerem, który ostatnio robię furorę wśród blogerek :D W sumie nie dziwne, gdy już po pierwszym przeczesaniu włosów była widoczna takaaa różnica :)


I to nie koniec atrakcji! Zostałyśmy hojnie obdarowane przez sponsorów - ale nie rozpisuję się teraz na ten temat, ponieważ już niedługo powstanie osobny post :)


Oczywiście, spotkanie było bardzo udane - w końcu mogłam porozmawiać sobie za wszystkie czasy z Kornelią i resztą dziewczyn, zjeść dobrą pizzę i znów poczuć się jak na Gwiazdkę w Boże Narodzenie :)

A teraz uciekam do mojego domowego SPA, by oddać się błogim przyjemnościom przed jutrzejszą sesją ... na szczęście, nie egzaminacyjną - a zdjęciową! :D

09 lutego

Graffiti na paznokciach

Graffiti na paznokciach
Choć już sporo po pierwszej w nocy, to mimo zmęczenia - na spanie się u mnie nie zanosi ... Jak już wspominałam we wcześniejszym poście - w sobotę zawitałam do Suchej Beskidzkiej :) Niestety, moje zdjęcia są niewystarczające do przygotowania pełnej relacji, tak więc dziś chciałam zaprezentować Wam "moje problemy życiowe" związane z nieprzemyślanym doborem lakierów :) 

Przygotowując się do sesji, postanowiłam trochę się odprężyć i pomalować paznokcie ... Standardowo, zaczęłam od warstwy mlecznego utwardzacza, aż w końcu stwierdziłam, że postawię na naturalny wygląd paznokci i dodam jeszcze jedną warstwę. 


A ponieważ kobieta zmienną jest ... to po chwili sięgnęłam po fioletowy brokat opalizujący na złoto, żeby urozmaicić manicure - i przekombinowałam! 




Całe wieki nie używałam Graffiti (o numerku 11) od Golden Rose, to też wyleciało mi z głowy, że to pękacz i efekt niestety wyszedł ... a raczej nie wyszedł :( Na szczęście, zmycie tego brokatu nie było uciążliwe, to też szybko pożegnałam się z tym dziwacznym manicurem ...

A może jednak komuś spodobał się taki efekt?
Na jakiej bazie ten pękacz mógłby się dobrze zaprezentować?! Ciemny fiolet?! 

07 lutego

Look like a panda ...

Look like a panda ...

Dziś, czas na parę słów o kosmetyku, przez którego patrząc w lustro, widziałam takiego oto sympatycznego stworka po lewej ... Szkoda tylko, że ja tak sympatycznie nie wyglądałam w roztartym po całej twarzy tuszu podczas demakijażu ... Na szczęście, nawet 400 ml kiedyś się kończy, więc pierwsze denko w tym miesiącu zaliczone :)

A ja przedstawiam Wam - sławnego ostatnimi czasy micela - Hydrain 3 Hialuro - Płyn micelarny H2O z wodą termalną :


Producent : Dermedic
Cena : 30 zł
Pojemność : 400 ml
Dostępność : Super-Pharm, apteki
Przeznaczenie : do skóry suchej, bardzo suchej, odwodnionej oraz wrażliwej
Produkt hypoalergiczny, wyprodukowano w warunkach farmaceutycznych i został przebadany dermatologicznie

Skład (INCI) : Aqua, Glycerin, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Sodium Hyaluronate, Urea, Diglycerin, Sodium PCA, Hydrolyzed Wheat Protein, Sorbitol, L-Lysine, Allantolin, Lactic Acid, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Parfum, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol

Od producenta : Płyn micelarny H2O zmywa makijaż i wszelkie zanieczyszczenia, pozostawiając uczucie świeżości i czystości - micele estrów kwasów tłuszczowych "przyciągają" zanieczyszczenia bez potrzeby nadmiernego tarcia skóry wacikiem. Nie podrażnia oczu - hypoalergiczny - czystość, jaką daje woda termalna nie powoduje podrażnień. Nie wysusza skóry - Hyaluronic Acid - kwas hialuronowy, kompleks Hydroveg VV - zmiękczają i utrzymują nawilżenie warstwy rogowej skóry. Nie zatyka porów. Nie pozostawia filmu na skórze. Zawiera wodę termalną ze źródeł Uniejowa.


Moim zdaniem :  Mimo że używałam go długi okres czasu, to nadal mam do niego mieszane uczucia. Ten produkt ma jedną mega wadę - nie radzi sobie nawet z najbardziej nietrwałym tuszem do rzęs ... Zmywa go - taaa ... Rozcierając przy okazji po całej twarzy, przez co naprawdę wyglądam jak panda ... 

Poza tym, jest całkiem dobry :) Skóra staje się delikatnie odświeżona, odżywiona i nie jest ściągnięta. Preparat jest łagodny dla oczu - nie podrażnia ich, a to dla mnie szczególnie ważne. Poza tym, nie pozostawia na skórze tłustego filmu - tak jak robią to mleczka. No i zgodnie z obietnicami producenta - nie zatyka porów. A starcza na długi, długi czas - u mnie były to niecałe 4 miesiące :)


Jak u Was się sprawdził? :)
Jaki jest Wasz demakijażowy ulubieniec?

06 lutego

Pielęgnacja paznokci - odżywki i oliwki - cz. II

Pielęgnacja paznokci - odżywki i oliwki - cz. II
Wczoraj popołudniu odetchnęłam z ulgą - zdałam egzamin z chemii i matematyki! Taka dawka pozytywnej energii dodała mi sił, a przede wszystkim - motywacji, by się dalej uczyć i przebrnąć przez sesję do końca :) W piątek popołudniu czeka mnie mikroekonomia i powrót do domu, a następnego dnia - w sobotę - wybieram się do Suchej Beskidzkiej, by spędzić czas w miłym gronie :) Tak więc, zapowiada się udany koniec tygodnia - a teraz czas na II część wczorajszego posta o pielęgnacji :)

Dziś mam dla Was kilka specyfików, którymi namiętnie smaruję paznokcie, a są to :


Diamentowa odżywka (Eveline) - tak, to ta bardzo kontrowersyjna. Cudowna, ale zarazem fatalna ... Obecnie, nakładam jedną warstwę na 2-3 dni pod lakier kolorowy i robię to nie częściej niż raz na pół miesiąca - przez co minimalizuję jej negatywny wpływ, a paznokcie i tak stają się dużo mocniejsze :) Po szczegóły odsyłam do pełnej recenzji - KLIK

Oliwka w sztyfcie (Silcare) - świetnie nawilża skórki, które są bardzo wysuszone po diamentowej odżywce. Dodatkowo, stosowana tylko na paznokcie - bardzo je utwardza, nabłyszcza i nawilża, dlatego stanowi niezbędnik w mojej kosmetyczce.

Utwardzacz do paznokci (Manhattan) - lubię nim wybielać i utwardzać paznokcie. W odróżnieniu od diamentowej odżywki - można go stosować przez cały czas, gdyż nie wpływa negatywnie na paznokcie :) To właśnie on stanowi moją główną bazę pod większość lakierów i dba, by paznokcie wyglądały zdrowo. Więcej na jego temat pisałam - TUTAJ


Oczywiście, odżywek i oliwek mam więcej - rozdzieliłam je na dwa zestawy między domem rodzinnym (białe cyfry na czerwonym polu), a mieszkaniem w Krakowie (czarne cyfry na białym polu), żeby nie wozić ich tam i z powrotem ... Niestety, wiele preparatów leży i zbiera kurz, bo nie spełniają moich wymagań, ale postanowiłam Wam o nich pokrótce opowiedzieć :

 1.  Odżywka do paznokci Vitamin Bomb (Silcare) - bezbarwna, a więc zawsze służy mi za podkład. Jest to jedna z nielicznych odżywek w moim KWC. Spośród wszystkich - jest po prostu najlepsza. Nie daje tak szybkiego efektu, jak diamentowa, ale za to wzmacnia paznokcie na długi, długi czas i nie są widoczne żadne skutki uboczne, dlatego gdy wracam do domu, to ona jako pierwsza wpada mi w ręce :)
 2.  Top Coat (Silcare) - nigdy nie był moją bazą, za to jako utwardzacz - jest fenomenalny! Szybko schnie, pięknie nabłyszcza i przedłuża trwałość manicure
 3.  Oliwka do paznokci (Oriflame) - to też mój hit! Dzięki niej moje paznokcie są twarde jak skała, nie rozdwajają się i nie łamią :) Przeważnie stosuję ją w okresie przerwy od chemikaliów, gdyż jest to olejek, a nie odżywka :)
 4.  Oliwka The Garden of Colour (Silcare) - gdyby nie sposób aplikacji jak przy zakraplaczu do nosa, to pewnie bardziej bym ją polubiła, bo działa całkiem dobrze i jest siostrzaną wersją oliwki w sztyfcie :)

 3.  Top Coat (Golden Rose) - wolno schnący, ale utrwalający ... Ogólnie jestem z niego średnio zadowolona, choć najgorszy nie jest :)
 4.  Odżywka Nail Expert (Paloma) - Bubel, bubel i jeszcze raz bubel - czyli taki niedziałający lakier bezbarwny, którego opis pięknie wygląda tylko na opakowaniu - więcej o nim TUTAJ
 5.  Preparat do usuwania skórek (Wibo) - na paznokcie większego wpływu nie ma, ale za to podczas usuwania skórek jest niezastąpiony. Dzięki niemu łatwiej jest odsunąć skórki, przez co nie zrysujemy sobie płytki paznokcia - a TUTAJ jego recenzja.
 6.  Odżywka (Lovely) - Nazwałabym ją raczej perłowym lakierem, a nie odżywką, ponieważ na moje paznokcie w ogóle nie działa ...

Do tych właśnie wyżej wymienionych preparatów sprowadza się cała moja pielęgnacja, a zarazem tajemnica wyglądu moich paznokci :)

Stosujecie jakąś z tych odżywek bądź oliwek?
Macie jakiś swój ulubiony eliksir do paznokci? :)

05 lutego

Pielęgnacja paznokci - moje sposoby i rady - cz. I

Pielęgnacja paznokci - moje sposoby i rady - cz. I
Ostatnio pytałyście - jak to robię, że mam takie paznokcie ... Korzystając z chwili wolnego czasu pomiędzy egzaminami, w końcu zabrałam się za odpowiedź - mam nadzieję, że choć trochę Wam pomoże i Waszym paznokciom również ;)


Najpierw powrót do przeszłości - czyli trochę historii o obgryzaniu paznokci ...

Jako dziecko miałam nawyk obgryzania paznokci - robiłam to namiętnie i bez końca ... Nie pomagały mi pomalowane paznokcie, ani wieczne upominanie przez rodzinę :) Paznokcie oduczyłam się obgryzać przez przypadek i prawdę powiedziawszy, to nawet nie miałam takiego zamiaru. Po prostu, kupiłam sobie zwykłe, tandetne tipsy w spożywczaku za parę zł - zbliżały się święta, więc chciałam zabłysnąć (a w podstawówce oczywiście nie wolno było malować paznokci, dlatego święta były jedyną okazją ku temu). Tandetne tipsy tak bardzo mi się podobały, że o nie dbałam i ciągle podklejałam, gdy odpadały - siłą rzeczy oduczyłam się obgryzania, a gdy już pożegnałam się z tipsami, to postanowiłam sama zafundować sobie takie (naturalne) paznokcie, dlatego zaczęłam szczególnie o nie dbać :) Pięknymi szponami cieszyłam się przez parę lat ...


Zbrodnia wobec paznokci - niewłaściwe odżywianie = brak witamin!

Moje paznokcie (a przede wszystkim - włosy) ucierpiały szczególnie, gdy zaczęłam się odchudzać i nie dostarczałam sobie wystarczającej ilości witamin - z pięknych, mocnych i nie rozdwajających się - stały się kruche i łamliwe - mimo że dbałam o nie tak intensywnie jak wcześniej. Wtedy z pomocą przyszła mi Belissa, a później włączenie dużej ilości owoców do diety :)


Obecnie ...

Tabletek już nie łykam, bo nie ma większego sensu faszerowania się chemią - po prostu staram się jeść dużo owoców (bo warzywa nieszczególnie lubię) i białka, żeby na paznokciach nie pojawiały się białe plamki jak dawniej. Oczywiście, mam też parę żelaznych zasad pielęgnacji paznokci, które weszły mi w krew przez te wszystkie lata :
  • Piłuję paznokcie tylko w jedną stronę, a nie tam i z powrotem - przez co nie mam problemu z rozdwojonymi końcówkami.
  • Zawsze pod lakier kolorowy nakładam jedną warstwę odżywki, nawet jeśli lakier kolorowy zawiera w sobie jakieś witaminy. Nie używam jako podkładu zwykłych, bezbarwnych lakierów.
  • Nie zdrapuję lakieru z paznokci - zmywacze nie kosztują majątku :p
  • Unikam lakierów z trudnym do zmycia brokatem. Podczas zmywania nie trę paznokci, tylko przykładam nasączony wacik i czekam, aż lakier sam zacznie się rozpuszczać i będzie się go dało usunąć bez siłowania się z nim :)
  • Co jakiś czas, na kilka dni daję odpocząć moim paznokciom od chemikaliów (lakierów i zmywaczy) - wtedy wcieram w nie oliwki i olejki oraz cały czas kremuję ręce.
Już jutro zapraszam na drugą część, w której zaprezentuję kilka specyfików, których używam do wzmacniania paznokci :)

A Wy macie jakieś swoje zasady pielęgnacji?

02 lutego

Juicy Tubes Jelly - Lancome

Juicy Tubes Jelly - Lancome
W ramach odstresowania przed pierwszą w życiu sesją i najtrudniejszym, jutrzejszym egzaminem z chemii -  postanowiłam w końcu napisać o moich ulubieńcach, którzy towarzyszą mi od niepamiętnych czasów, a dostałam je w prezencie od mojej ukochanej cioci, która, jako pierwsza, zaszczepiła we mnie miłość do kosmetyków :)

Tak więc - przedstawiam Wam moje trio błyszczyków do ust Juicy Tubes Jelly

Producent : Lancome Paris
Cena : około 54 zł (18$)
Pojemność : 15 ml
Dostępność : Sephora
Kolory (od lewej) : Cherry burst, Fruity Pop, Dreamsicle

Od producenta : Juicy Tubes to błyszczyk o wyjątkowym blasku i żelowej konsystencji, nadający ustom kuszący połysk i transparentny, naturalny kolor. Charakterystyczny dla niego jest smakowity owocowy zapach. Opakowanie w postaci tubki zachęca do aplikacji soczystego nektaru wprost na usta. Dostępny w wielu kolorach od niemalże niewidocznych, poprzez zawierające dodatek brokatu, aż po intensywniejsze barwy czerwonych owoców. 

Skład INCI (Dreamsicle) : BUTYROSPERMUM PARKII BUTTER / SHEA BUTTER, DIMER DILINOLEYL DIMER DILINOLEATE, RICINUS COMMUNIS OIL / CASTOR SEED OIL, HYDROGENATED CASTOR OIL DIMER, DILINOLEATE, SUCROSE ACETATE ISOBUTYRATE, SILICA DIMETHYL SILYLATE, CALCIUM SODIUM BOROSILICATE, LINALOOL, CALCIUM CARBONATE, CALCIUM SULFATE, SODIUM SACCHARIN, SILICA, LIMONENE, CITRAL, CITRUS MEDICA LIMONUM (LEMON) PEEL OIL, CI 15850 / RED 7, CI 77491, CI 77492 / IRON OXIDES, CI 77891 / TITANIUM DIOXIDE, MICA, PARFUM / FRAGRANCE

Swatche kolorków :

Konsystencja : gęsta, żelowa, klejąca
Zapachy : kwiatowo-owocowe

Moim zdaniem : Te trzy błyszczyki podbiły moje serce - sporo kosztują, ale też dostajemy sporą ilość kosmetyku, który starcza nawet na rok. Jeśli się nie mylę, to do wyboru mamy około 20 różnych wariantów kolorystycznych, więc każda znajdzie coś dla siebie :)

Mi najbardziej przypadła do gustu wersja bezbarwna, która wygląda bardzo subtelnie na ustach - tworzy coś w stylu tafli wody, która pięknie się prezentuje i nieco powiększa optycznie usta. Dodatkową zaletą jest fakt, że błyszczyki mają gęstą, żelową konsystencję, która jest nie do zdarcia! Rano maluję usta, wychodzę, a moje usta przez pół dnia są intensywnie chronione (zwłaszcza przed wysuszeniem i spierzchnięciem w okresie zimowym). A gdy błyszczyk się zetrze, to przez kolejnych kilka godzin utrzymuje się efekt miękkości i mega nawilżenia. Jedyną wadą tych błyszczyków jest fakt, że są klejące - a moje włosy szczególnie lubią do nich lgnąć ...

Jeśli chodzi o pozostałe wersje, czyli połyskującą i czerwoną, to pod względem działania są takie same. Wiem, że niektóre z Was obawiają się tandetnego brokatu - na szczęście wersja Fruity Pop ślicznie połyskuje, ale drobinki brokatu są na ustach niewyczuwalne, a dla oka zlewają się w jedną, błyszczącą całość, natomiast Cherry Burst nadaje ponętny, czerwony kolor.

Po prostu ->

Miałyście z nimi już styczność? :)
A może jesteście ich szczęśliwymi posiadaczkami?

Copyright © Rainbow Beauty Blog , Blogger