Styczeń minął mi bardzo szybko - chyba ze względu na sesję na uczelni i chorobę. W każdym razie, w tym miesiącu poznałam kilka kosmetyków, które pokochałam, ale też takie - które znienawidziłam i pewnie jeszcze trochę się z nimi przyjdzie mi pomęczyć ;)
1. Żel pod prysznic Naked Love, Daily Body Wash (Dear Body London) - 25 zł za 300 ml
Dear Body to marka, którą raczej trudno jest znaleźć w Polsce, dlatego marzyłam o poznaniu jej kosmetyków i już na starcie tejże znajomości bardzo się zawiodłam. Choć w designie opakowania się zakochałam - koronki i niebiesko-zielonkawa panterka, to zapach - który miał być połączeniem jabłka z drzewem sandałowym - tylko w butelce był w miarę przyzwoity, choć pachniał jak męskie perfumy. Niestety, pod prysznicem stał się ciężką i bardzo ziemistą wonią, której daleko było do 'przyjemnych'. Resztę właściwości miał standardowych - dobrze się pienił i oczyszczał, ale niestety - zamiast umilać, to bardzo uprzykrzał mi kąpiele ... a w sumie to dalej to robi, bo jeszcze się z nim męczę ;)
2. Balsam deo roll-on, antyperspirant w kulce (Synergen) - 6 zł za 5 ml
Kupiłam go na promocji w Rossmannie, bo byłam ciekawa, co kryje się pod takim uroczym opakowaniem. Zanim zaczęłam go używać miał piękny, owocowy zapach, ale z czasem od jego woni zaczęło mnie mdlić. Jego dosyć rzadka konsystencja bardzo wolno się wchłaniała. Na szczęście, antyperspirant nie pozostawiał białych śladów na ubraniach - niestety, ślady po jego działaniu też były niewidoczne, gdyż w ogóle nie chronił przed poceniem i przykrym zapachem. Był - ale jakby go w ogóle nie było ... Jedyną jego zaletą było delikatne nawilżanie pach i brak podrażnień. No cóż, właśnie kończę z nim przygodę, ale z pewnością nigdy więcej do niego nie wrócę!
3. Kremowy żel do mycia twarzy do cery suchej i wrażliwej - zawiera mikrogranulki z witaminami A-E, Beauty Derm, Pure & Fresh (Eveline Cosmetics) - 10 zł za 150 ml
Zapowiadał się ciekawie, ale już przy pierwszym użyciu wiedziałam, że miłości z tego nie będzie. Bardzo lejąca konsystencja, przez którą nie mogłam nabrać odpowiedniej ilości płynu (trudno to nazwać żelem), bo zawsze wylewało się o dużo za dużo ... Zapach miał nieciekawy - chemiczny, taka łagodna wersja smarów samochodowych ;) A gdyby tego było mało, w ogóle się nie pienił - choć łatwo było go zmyć z twarzy, to zawsze pozostawiał po sobie warstwę natłuszczającą, więc zamiast czuć, że moja cera jest dogłębnie oczyszczona - czułam, że ten pseudo-żel zanieczyszcza ją jeszcze bardziej i faktycznie zauważyłam spore pogorszenie stanu cery :(
Skoro już ponarzekałam, to czas pochwalić - czyli kosmetyczne hity:
1. Uszlachetniony olejek arganowy do oczyszczania i mycia twarzy z kwasem hialuronowym (Bielenda) - 18 zł za 140 ml
Moja przygoda z tym kosmetykiem zaczęła się rok temu - po dwóch albo trzech użyciach go odstawiłam, bo miałam opory przed olejami. Niestety, skończył mi się żel do mycia twarzy, a że zimno, do drogerii nie było po drodze, a nic innego nie było pod ręką, to wznowiłam moją znajomość z olejkiem Bielendy. Tym razem bardziej przypadł mi do gustu, a moja cera jest po nim dobrze oczyszczona, ale też nawilżona, a pory się nie zapychają. Być może moja miłość do niego kwitnie, bo jego poprzednik (opisany powyżej żel Eveline) był totalną klapą.
2. Matujący puder ryżowy Fixer (Ecocera) - 20 zł za 15g
Zauważyłam ostatnio blogową falę zachwytów nad nim i ja też dołączam do grona jego wielbicielek. Moja mieszana cera lubi się świecić w strefie T, a mało kosmetyków jest sobie w stanie z tym poradzić na cały dzień. No cóż, nie należę do osób, które co chwilę biegają do łazienki, by przypudrować czoło, więc muszę mieć coś, co silnie absorbuje sebum - a puder ryżowy jest moim ideałem pod tym względem. Nakładam go rano, a wieczorem moja cera dalej jest matowa ♥
3. Antycellulitowy kawowy żel peelingujący pod prysznic z drobinkami ziaren kawy, Perfecta SPA, (Dax Cosmetics) - 14 zł za 250ml
Zapach ma obłędny (pomarańczowo-korzenny), więc pod prysznicem nic więcej do szczęścia mi nie potrzeba! Ma dosyć gęstą konsystencję, przez co można nabrać odpowiednią ilość na dłoń i masować ciało bez obawy, że żel spłynie. Gruboziarniste drobinki kawy nie są bardzo ostre, więc krzywdy nie wyrządzają. Poza tym, żel peelingujący świetnie się pieni i doskonale oczyszcza skórę, która jest delikatnie nawilżona i mega gładka po tak przyjemnym masażu peelingiem :)
Miałyście okazję poznać już któryś z powyższych kosmetyków?
Jakie są Wasze tegomiesięczne odkrycia kosmetyczne? :)
Musze spróbować pudru ryżowego :)
OdpowiedzUsuńN ie znam ani jednych ani drugich,
OdpowiedzUsuńale zainteresował mnie ten puder ryżowy ;)
pozdrawiam MARCELKA Fashion♥♡♥
Puder ryżowy mnie kusi już od dawna, czytałam wiele pozytywnych opinii. Muszę skończyć Artdeco i od razu kupuję to cudo :)
OdpowiedzUsuńOd pewnego czasu czaję się na ten puder :P
OdpowiedzUsuńNie miałam żadnego z tych produktów. Najbardziej zainteresował mnie olejek z Bielendy.
OdpowiedzUsuńOlejek z Bielendy znam i lubię ;)
OdpowiedzUsuńPo ten puder na 1000% sięgnę przy najbliższym zamówieniu gdzieś:) Już od dawna o tym trąbię i każda kolejna pozytywna opinia mnie do tego nakłania:)
OdpowiedzUsuńja właśnie chcę wykończyć moje pudry i kolejnym będzie ryżowy :D
OdpowiedzUsuńMiałam chyba ta kulkę ale tak dawno, że zapomniałam na co ją stać :)
OdpowiedzUsuń