wtorek, 16 lutego 2016

Szpitalne jedzenie w Polsce - Hospital food in Poland


Mówi się, że w polskich szpitalach źle karmią ... że mało ... że bez smaku. W internecie można znaleźć wiele zdjęć obrazujących jak wygląda owa szpitalna dieta - ale czy faktycznie tak jest w rzeczywistości?! 

W ubiegłym tygodniu spędziłam 5 dni w szpitalu i miałam doskonałą okazję, by przekonać się na własnej skórze (a raczej żołądku) co jada się w szpitalu. Ciekawi? Zapraszam na krótką fotorelację :)



Pierwszego dnia nie załapałam się na śniadanie, bo na czczo miałam robioną całą masę badań, jednak jadłam obiad - bezsmakowa zupa z warzywami, a na drugie danie - ziemniaki z surówką i sosem z pieczarkami i malutkimi kawałkami mięsa wołowego. Tak właśnie wyglądał mój pierwszy szpitalny posiłek i przyznam szczerze, że całkiem mi smakował :) Kolacja wyglądała już jak z opowieści - 4 kromki weka, 3 plasterki szynki i mały kawałek masła, którego nie dało się rozsmarować. 

Drugiego dnia, czyli w środę popielcową śniadanko wyglądało tak:

Na obiad była zupa koloru pomarańczowego, która smakowała tak samo - jak zupa z dnia poprzedniego ;) Niemniej jednak drugie danie znów bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło ♥ makaron świderki z białym serem (twarożkiem naturalnym) i łyżeczką cukru. Mniam!
Na kolację pojawiły się 3 kromki chleba z kostką masła i białym serem z kawałkami śledzia.

Trzeciego dnia od rana miałam podłączoną kroplówkę. Po operacji nie mogłam nic pić ani jeść, dlatego cały dzień byłam karmiona dożylnie ;)

Czwartego dnia, a więc w piątek, dostałam na śniadanie 3 kromki weka z pastą jajeczną. Jedzenie całkiem dobre, gdyby nie fakt, że z poderżniętym gardłem próba przełknięcia tego graniczyła z cudem.

Piątkowy obiad to mega pyszności na słodko ♥ ryż z pieczonymi jabłkami i jogurtem naturalnym. Zupa tym razem miała wyrazisty smak barszczu. Natomiast na kolację był standardowo wek z masłem i serkiem górskim.


Piąty dzień, to dzień wypisu do domu. Śniadanie było bardzo standardowe, choć z okazji wypisu dostałam dodatek w postaci bezsmakowej zupy mlecznej z makaronem ;)


No cóż, szpital to nie restauracja, więc nie wymagałam zbyt wiele. Mimo wszystko, jedzenie mi smakowało (poza bezsmakowymi zupami). Co prawda, posiłki nie były zbilansowane, ale nie czułam się głodna, a niedobór witamin wyrównały mi kroplówki. Po takiej 5 dniowej diecie schudłam 1 kg :D

Jeśli chodzi o picie, to rano można było dostać kawę (również z mlekiem) lub herbatę (słodką i gorzką) a w ciągu dnia pojawiały się kompoty. 

Co sądzicie o takim szpitalnym jedzeniu? :D

16 komentarzy:

  1. Wiesz mam nieco odmienne zdanie na ten temat. W szpitalu ludzie potrzebują rekonwalescencji a jej w posiłkach szpitalnych brak. Nie każdy szpital ma ta sama dietę, na hematologi było lepsze jedzenie niż na neurologii. Pamietaj tylko, że wiezień osadzony ma o niebo lepszą diete każdego dnia bo jego utrzymanie kosztuje ok. 2tys. zł miesięcznie....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, w więzieniu jada się nieporównywalnie lepiej niż w szpitalu i to jest naprawdę bardzo niesprawiedliwe. Z drugiej strony, gdyby ci więźniowie mieli szpitalną dietę, to po roku zostałaby z nich sama skóra i kości. Mimo wszystko, mi szpitalne jedzenie smakowało, choć na dłuższą metę nie wyobrażam sobie takiego odżywiania, bo to spory niedobór kalorii i witamin :)

      Usuń
  2. Takie jedzenie jest mi dobrze znane i "najlepsze" jest to, że kobieta w ciąży, która potrzebuje krótko mówiąc: więcej i lepiej dostaje to samo i tyle samo co inni pacjenci. Nie było mowy o jakimś owocu czy pomidorze do kanapki. Choć w porównaniu z tym co jest po porodzie to i tak wyżerka.

    Najbardziej smakowała mi pasta jajeczna, którą zaczęłam robić w domu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka dieta dla kobiety w ciąży to jest naprawdę jakieś nieporozumienie - wręcz kpina. Ja jestem przyzwyczajona do takich posiłków, ale ciężarna kobieta wymaga jedzenia na bogato, by miała siłę rodzić, a po takiej diecie, to ledwo ma się siłę wstać z łóżka ;) Tyle dobrze, że można sobie z domu jedzenie przywieźć...

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Ja i tak nie mogłam patrzyć na jedzenie, bo nawet przełykanie śliny sprawiało mi ból, więc dla mnie porcje były w sam raz :D

      Usuń
  4. Nie wiem czy teraz by mi to smakowało ale jako dziecko spędziłam w szpitalu 2 tygodnie i na dziecięcym jedzenie bardzo mi smakowało. Smaki mi odpowiadały, byłam zachwycona częstymi zupami mlecznymi które uwielbiam i ogólnym dostatkiem mleka i zbożówki, a do tego kanapki z dżemem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w domu często jem na śniadanie albo kolację kanapki z dżemem, więc szpitalna dieta mi odpowiadała, ale zdecydowanie najlepszy był ryż z pieczonymi jabłkami ♥

      Usuń
  5. Okay, wszyscy tak narzekamy na te jedzenie itd Ale z drugiej strony musimy zdać sobie sprawę, że szpitale nie mają pieniędzy na jedzenie dla pacjentów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szpitale nie mają, a więzienia mają ;) Morał z tego taki, że bardziej liczą się przestępcy niż zwykli obywatele :D

      Usuń
  6. oj pamiętam jak leżałam po porodzie, zrezygnowałam z posiłków i wszystko mi Rodzina przynosiła, ja nie mogłam tam nic przełknąć, jak to mówili francuski piesek

    OdpowiedzUsuń
  7. ja na jedzenie szpitalne nie mogę narzekać bo było pyszne a ja się pielęgniarki dowiedziały że jestem wegetarianką to dostawałam specjalnie do mnie dobrane ,równie dobre jak w domu :)

    OdpowiedzUsuń
  8. współczuję, ja nigdy nie byłam w szpitalu, wszystko wygląda nieciekawie. Śledzę profil "Posiłki w szpitalach" na fb. napisz do nich to opublikują link do tego wpisu.

    OdpowiedzUsuń
  9. To ja muszę przyznać, że będąc po porodzie w szpitalu też nie mogę narzekać. Zupy były doprawione i dobre. Co do drugich dań to wg mnie ziemniaki były zawsze niejadalne (inna rzecz, że ich nie lubię) ale dodatki były ok :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaaa

      Mam nadzieję, że zapomniałaś już o operacji i czujesz się dobrze!?!?

      Usuń
  10. Ja po porodzie do każdego śniadania miałam jakąś zupę mleczną :D W dzień porodu do obiadu było nawet ciasto... Ja ogólnie jem mało więc się najadałam (pomijam to, że po białym chlebie źle się czułam, zwykle jadam ciemny) ale dziewczyna obok narzekała na wielkość porcji... Na obiady nie narzekam (może dlatego, że ich praktycznie nie pamiętam?) ale jednego dnia był gulasz z brokułami, później położne nas uświadomiły, że to pewnie przez to tyle dzieci płacze i nie powinnyśmy ich jeść ;P

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony czas i udzielanie się na blogu ♥
Jeśli masz do mnie jakieś osobiste pytanie - pisz śmiało w wiadomości na FanPage'u lub na chelsea@onet.pl :)